Kultura popularna vs. kultura wysoka

Awatar użytkownika
Viento
Lokalizacja: Łódź
Podziękował: 29 razy
Podziękowano: 11 razy
Płeć: Kobieta

Re: Kultura popularna vs. kultura wysoka

Postautor: Viento » 30 maja 2017, 12:37

Ja kupuję wszystkie książki w księgarniach internetowych lub w antykwariatach czy na wyprzedażach na facebooku. Kieruję się tym, gdzie jest najtaniej i tym, czy gdzieś są dostępne wszystkie książki, których szukam.
Awatar użytkownika
DarkMoonlight
Lokalizacja: Góry
Podziękował: 2 razy
Podziękowano: 11 razy
Płeć: Mężczyzna

Re: Kultura popularna vs. kultura wysoka

Postautor: DarkMoonlight » 30 maja 2017, 13:00

Luna pisze:Nie przesadzaj, Darku. Można narzekać na polskie zarobki, ale regularna cena Semper Femina w Empiku, to 56,99 zł., w tej chwili w promocji 52,99 zł. Jeżeli zachwycasz się tą muzyką, to co to za pieniądze? To nie jest artykuł pierwszej potrzeby. Laura Marling wydaje albumy średnio co dwa lata.

Luna nie przesadzam. Dla mnie dać 50 zł to dużo. Staram się kupować dużo płyt i gdybym tak kupił w miesiącu 5 płyt to już jestem w plecy 250 zł. Ja również szukam jakichś tanich, na wyprzedażach, czy w Media Markt. Nawet Katarzyna Bonda wypowiadała się kiedyś, że jej jako pisarce, wstyd jest, że książki w Polsce są takie drogie. Ja podzielam jej zdanie. Wiadomo, dla oddanego fana kupić raz na dwa lata płytę za 50 zł to nie dużo. Jednak ja uważam, że płyty mają zbyt wygórowaną cenę.
Wszystko jest gównem prócz moczu./wisdom/
Awatar użytkownika
Luna
Lokalizacja: Elliðaey
Podziękował: 54 razy
Podziękowano: 36 razy
Płeć: Kobieta

Re: Kultura popularna vs. kultura wysoka

Postautor: Luna » 03 czerwca 2017, 03:11

Darku, ja również nie wydaję pięćdziesięciu złotych lekką ręką, ale co dla mnie drogie, a co tanie, to w tym przypadku kwestia drugorzędna. Chodzi raczej o to, ile jest warta praca artysty i żeby mógł się z niej utrzymać. Fajnie, że podałeś przykład Bondy, bo bacznie ją obserwuję i jej kibicuję, zachwycona jej ogromnym sukcesem komercyjnym. Niewielu pisarzy w Polsce może pochwalić się tym, że żyje z samego pisania i w dodatku trzepie na tym grubą kasę. Tylko, że słowa Bondy akurat niespecjalnie mają jakieś zastosowanie w tej dyskusji. Ot, pobożne życzenia, nic więcej. Ona sama wybiła się nie tylko dzięki talentowi, ale również dlatego, a może przede wszystkim, że ma charakter "człowieka sukcesu". Zawsze była zdeterminowana, często bardzo ryzykowała, tonęła w długach, żeby później jej wysiłki zaowocowały. W dodatku jest piękną, pewną siebie kobietą, dzięki czemu czuje się w szeroko pojętych mediach jak ryba w wodzie. Mało kto ma takie warunki i mało kogo stać na taką brawurę. Bonda ma bardzo fajne podejście do swojej twórczości. Daje z siebie wszystko, ciężko pracuje i dopieszcza swoje dzieła, a mimo wszystko uważa, że powinny dotrzeć do każdego, choćby za niewielką cenę. Podobno jej powieści znalazły się w Biedronce za kilka złotych. ALE. Były to książki w formacie kieszonkowym, wydrukowane na gorszym papierze i, jak to bywa w dyskontach, ich liczba była ograniczona. Bonda rozdawała też kilka tysięcy swoich książek przy okazji premiery, wywalczyła coś takiego u wydawcy. Tylko, no właśnie... W Polsce książki często drukowane są w takim nakładzie, jaki ona mogła rozdać. To są wszystko działania kobiety, która osiągnęła duży sukces i może sobie pozwolić na więcej. Pewnego rodzaju ewenement. Każdy zna jakieś tam podstawy ekonomii i wie, że jeśli czegoś sprzedaje się bardzo dużo, to może to być tańsze.

Ja również uważam, że w idealnym kraju pełnym czytelników książki powinny być tańsze. Sama kupuję w różnych miejscach i różnych cenach. Jeśli na coś czekam, to na ogół kuszę się na nowiutką i świeżutką książkę prosto z księgarni. Starsze rzeczy wygrzebuję w antykwariatach na Allegro, używane, czasem nawet za kilka złotych. Robię to, bo przecież to normalne, nie wysram sobie pieniędzy na te wszystkie wydawnictwa. Ale jestem też realistką i nie domagam się obniżenia cen książek kiedy wiem, że żaden dystrybutor nie zechce z własnej woli obniżyć swoich dochodów i mogłoby się to odbyć tylko kosztem autorów, którzy na swoich dziełach zarabiają najmniej. Dlatego właśnie dyskonty są super sprawą, bo działają tak, że mogą obniżać marżę bez szkody dla autora :) Teraz pojawiło się światełko w tunelu, ale o tym napiszę w innym temacie ;)

Na koniec zostawiłam rzecz najważniejszą, kluczową dla tego wątku. Chodzi o to, że książki nijak mają się do albumów muzycznych. Książkę można albo kupić, albo spiracić. Muzykę obecnie na dzień dobry mamy w serwisach streamingowych, prawie za darmo. Nie musimy oburzać się z powodu ograniczonego dostępu do tej części kultury. Klikamy i słuchamy czego chcemy, w dowolny sposób kształtujemy swój gust. Takim książkowym Spotify są biblioteki. Zestawienie tych dwóch przybytków wypada śmiesznie. Pod względem łatwości, szybkości, dostępności, nowości Internet bije na głowę stare dobre biblioteki, do których mało kto trafia. Mało tego. Znacie kogoś, kto kupuje płyty w ciemno? Nie mówię o premierach ukochanego zespołu, tylko o słuchaczach np. danego gatunku, którzy biorą ze sklepowej półki coś kompletnie nieznanego, żeby się z tym zapoznać. Takich ludzi jest bardzo mało, w przeciwieństwie do czytelników, którzy kupują książki z ciekawości, bo w zasadzie czego by się nie przeczytało, to i tak nie będzie to stracony czas. Dlatego właśnie uważam, że kupując płyty nie powinniśmy za bardzo marudzić. To nie jest produkt pierwszej potrzeby, nie mamy ograniczonego dostępu do kultury przez zbyt wysokie ceny. Wiemy co kupujemy, kto to stworzył i wykładamy kasę dla jakiejś idei. Dla mnie taką ideą jest właśnie wspieranie artystów, żadna inna do mnie nie przemawia. Nie przywiązuję się do przedmiotów, nie potrzebuję ich dla samego posiadania, nie mam jakiejś wielkiej przyjemności ze świadomości, że coś po prostu mam i mogę to pomacać. I oczywiście nie ma w tym absolutnie nic złego, jeśli ktoś lubi. W końcu nie tyramy tylko po to, żeby płacić rachunki, ale żeby sobie też pożyć i sprawiać przyjemność. Tylko, że oczekiwanie, iż coś powinno być tańsze, bo ja chcę to posiadać, a kosztuje dla mnie za dużo, jest niestety trochę naiwne.
Awatar użytkownika
Vinlett
Lokalizacja: Układ Tatooine
Podziękował: 36 razy
Podziękowano: 60 razy
Płeć: Kobieta

Re: Kultura popularna vs. kultura wysoka

Postautor: Vinlett » 03 czerwca 2017, 20:25

Luna pisze:Takim książkowym Spotify są biblioteki. Zestawienie tych dwóch przybytków wypada śmiesznie. Pod względem łatwości, szybkości, dostępności, nowości Internet bije na głowę stare dobre biblioteki, do których mało kto trafia.
Sądzę, że dlatego mało osób trafia do biblioteki, bo uważają, że tam nic nowoczesnego się nie dzieje. Nieco inaczej to postrzegam ;)

Bibliotekarze byli jedną z pierwszych grup zawodowych, która dostrzegła potencjał w nowej technologii opartej na cyfryzacji. Zautomatyzowali biblioteki, umożliwili zamawianie książek z domu, zabrali się za digitalizację zbiorów. Dla mnie jest to świetny przykład tego, jak wiekowa instytucja jaką była biblioteka, potrafiła zaadaptować się w świecie społeczeństwa informacyjnego. Współczesna, nowoczesna biblioteka to nie skostniały przybytek. Tak myślą chyba ci, którzy dawno w żadnej nie byli. Ona rozwija ofertę i wychodzi naprzeciw oczekiwaniom użytkowników. Specjalnie piszę o użytkownikach, a nie czytelnikach, bo to drugie określenie trochę się przedawniło w stosunku do osób odwiedzających biblioteki. Biblioteki przestały być tylko miejscami, z których wypożycza się książki do przeczytania, ale stały się ośrodkami kultury, gdzie organizuje się spotkania z pisarzami i inne imprezy. Wydaje się, że ten wysiłek nie jest dostrzegany przez ludzi, dla których został podjęty. Pewnie wina w tym i samych bibliotek, które wizerunkowo przegrywają z Internetem. Tymczasem Internet jest narzędziem, które świetnie uzupełnia ofertę tradycyjnych bibliotek pod względem dostępności do książek. Jednak te tradycyjne też dają radę. Rozumiem, że nas tutaj najbardziej interesuje łatwy dostęp do książek, niekoniecznie jakieś spotkania autorskie, zatem przykład z tradycyjnej biblioteki: http://www.biblioteka.krakow.pl/legimi/
Legimi oferuje dostęp do 18000 książek za darmo. To chyba nie jest mało i dość nowocześnie :)

Luna pisze:Znacie kogoś, kto kupuje płyty w ciemno? Nie mówię o premierach ukochanego zespołu, tylko o słuchaczach np. danego gatunku, którzy biorą ze sklepowej półki coś kompletnie nieznanego, żeby się z tym zapoznać. Takich ludzi jest bardzo mało, w przeciwieństwie do czytelników, którzy kupują książki z ciekawości, bo w zasadzie czego by się nie przeczytało, to i tak nie będzie to stracony czas.
Cóż, kilka razy mi się zdarzyło :oops: Może nie całkiem w ciemno, bo np. kupowałam płytę dla jednej piosenki, więc tę jedną już znałam. Stanowiła ona swoisty wabik, ale potem niekoniecznie zakochiwałam się w całej płycie. Wydaje mi się, że przy okazji książek też coś takiego istnieje. Wabikiem są blurby czyli streszczenia na tylnej okładce książki. Zgadzam się jednak z tym, że częściej bierze się z półki kompletnie nieznaną książkę niż nieznaną płytę. Dlatego fajnie, że są biblioteki, bo można sięgnąć tam po nieznanego autora i jak się spodoba, kupić potem jakąś jego książkę.
Ostatnio zmieniony 07 czerwca 2017, 20:31 przez Vinlett, łącznie zmieniany 1 raz.
Let us go in.
The fog is rising...


Emily Dickinson
Awatar użytkownika
Natta
Lokalizacja: Allenstein
Podziękował: 31 razy
Podziękowano: 29 razy
Płeć: Kobieta

Re: Kultura popularna vs. kultura wysoka

Postautor: Natta » 06 czerwca 2017, 20:28

Vinlett pisze:
Luna pisze:Takim książkowym Spotify są biblioteki. Zestawienie tych dwóch przybytków wypada śmiesznie. Pod względem łatwości, szybkości, dostępności, nowości Internet bije na głowę stare dobre biblioteki, do których mało kto trafia.
Sądzę, że dlatego mało osób trafia do biblioteki, bo uważają, że tam nic nowoczesnego się nie dzieje. Nieco inaczej to postrzegam ;)


To prawda, często biblioteki w dużych miastach stają się coraz bardziej multimedialne, nawet otrzymują miano mediateki :) U nas taką biblioteką jest Planeta 11: http://www.planeta11.pl/ - jest to filia Miejskiej Biblioteki Publicznej można tu wypożyczać nie tylko książki, ale i filmy, płyty z muzyką, gry komputerowe na PC i konsole (nawet nowości, takie jak np. Mass Effect: Andromeda - chetnych nie brakuje!). Oczywiście też są spotkania autorskie, ale nie tylko. Np. są spotkania z doradcą zawodowym, są organizowane spotkania językowe, a także można zostawić w bibliotece karmę dla pobliskiego schroniska lub odebrać bezpłatnie worki na psie kupy ;)

Obrazek

Mamy też bibliotekę dla dzieci w jednej z galerii handlowych i to jest naprawdę super! Podoba mi się taka dostępność nawet w przybytkach niekoniecznie kojarzących się z kulturą i sztuką. Trzeba wychodzić z takimi rzeczami do ludzi. W Gdańsku też jest mediateka w galerii handlowej Manhattan, jest to filia Wojewódzkiej i Miejskiej Bliblioteki Publicznej. Też można wypożyczać muzykę, filmy, ale też np. audiobooki. Dobra sprawa :) Jestem pewna, że w Waszych miastach biblioteki też podejmują ciekawe działania, tylko może niekoniecznie o tym wiecie :) W mniejszych miejscowościach często biblioteki stają się miejscem spotkań.
Awatar użytkownika
ecia
Lokalizacja: Hajduki
Podziękował: 13 razy
Podziękowano: 7 razy
Płeć: Kobieta

Re: Kultura popularna vs. kultura wysoka

Postautor: ecia » 07 czerwca 2017, 21:58

U nas biblioteki miejskie wyglądają bardzo tradycyjnie, ale starają się trochę "nadążać za nowoczesnym światem". Można wypożyczyć audiobooki na CD, sama nie korzystałam, bo wolę sobie sama czytać. Jest też możliwość wypożyczać książki w wersji elektronicznej, ale działa to tylko na zasadzie "jak jesteś podłączony do internetu i zalogowany na koncie to możesz korzystać z tych książek", jak dla mnie opcja niewygodna, bo książki te są w pdfie, zresztą dostępne są praktycznie same podręczniki, ale plus, że się starają.

Działa przy naszej bibliotece klub dyskusyjny, są organizowane spotkania dla dzieci i spotkania dla miłośników historii, tradycji, obyczajów, gwary i literatury śląskiej. Mamy w mieście jedną większą bibliotekę i 10 filii, więc jest w czym wybierać :)

Ja regularnie wypożyczam książki, w ramach jednej karty bibliotecznej mogę wypożyczać książki z wszystkich 11 filii (w jednym momencie na kartę można mieć chyba max 6 książek - po 2 w 3 bibliotekach). Książki wyszukuję sobie za pomocą wyszukiwarki na stronie i rezerwuję z domu, nie muszę nawet na miejscu szukać po regałach - chociaż czasem lubię popatrzeć co tam mają ;)
Powiedzieć wszystko?
Nie to niemożliwe.
Zawsze zostaje to co najważniejsze
i co się nie da okpić powiedzeniem.
Awatar użytkownika
Viento
Lokalizacja: Łódź
Podziękował: 29 razy
Podziękowano: 11 razy
Płeć: Kobieta

Re: Kultura popularna vs. kultura wysoka

Postautor: Viento » 08 czerwca 2017, 10:39

To moja biblioteka jest zacofania. Nie ma spisu książek w internecie, nie ma rezerwacji przez internet, ale jakoś mi to nie przeszkadza, bo lubię szperać w regalach i szukac. Najczęściej nie Idę do biblioteki z nastawieniem, żeby jakaś konkretna książkę pożyczyć.
Awatar użytkownika
Luna
Lokalizacja: Elliðaey
Podziękował: 54 razy
Podziękowano: 36 razy
Płeć: Kobieta

Re: Kultura popularna vs. kultura wysoka

Postautor: Luna » 03 lipca 2017, 03:33

Wybaczcie, że odpowiadam po miesiącu, ale czasem nie mam weny lub czasu, więc zapisuję sobie kopię roboczą, tak jak kiedyś polecała Natta i odpisuję na raty :D

Vinlett pisze:Bibliotekarze byli jedną z pierwszych grup zawodowych, która dostrzegła potencjał w nowej technologii opartej na cyfryzacji. Zautomatyzowali biblioteki, umożliwili zamawianie książek z domu, zabrali się za digitalizację zbiorów. Dla mnie jest to świetny przykład tego, jak wiekowa instytucja jaką była biblioteka, potrafiła zaadaptować się w świecie społeczeństwa informacyjnego.

Vinnie, na Tobie to robi wrażenie, na mnie również i pewnie na każdym, kto czyta, kocha to i interesuje się książkami. Pisząc o łatwości, szybkości i dostępności nie miałam na myśli tego, że biblioteki są skostniałymi przybytkami, tylko, że zawsze będą miały jedną, zasadniczą "wadę" - trzeba do nich chodzić. Niedawno widziałam skecz towarzyski Łowców.B, Smile i Kabaretu Młodych Panów. Zaczął się od tego, że na całej dzielnicy wyłączono prąd, młodzież wyszła z bloków i nie miała pojęcia, co będzie robić. Ktoś wpadł na pomysł, że spróbują dawnych zabaw swoich rodziców. Jedną z nich była gra w nogę. Wykopali piłkę, uznali, że to całkiem fajne, więc ktoś krzyknął, żeby szybko kupić nową. Ktoś inny wyjaśnił, że nie można kupić, trzeba iść. Zapadła chwilowa konsternacja, po której wszyscy stwierdzili chórem: "Głupie. Trudne. Nieeeee...". I tak to teraz jest, niestety. Ludzie wszystko mają podtykane pod nos. Mamy mnóstwo świetnych udogodnień, które bywają także zgubne.

Natta pisze:Mamy też bibliotekę dla dzieci w jednej z galerii handlowych i to jest naprawdę super!

Myślę, że właśnie takie pomysły mogą podratować polskie czytelnictwo :) Pan Nowak zapewne naplułby na próg takiej biblioteki :D, ale to jest naprawdę coś genialnego w swej prostocie <3 Do tych nieszczęsnych galerii powinno się upychać wszystko, co możliwe, bo to jedyne miejsce, do którego jeszcze chodzą współcześni zombie.
Awatar użytkownika
Vinlett
Lokalizacja: Układ Tatooine
Podziękował: 36 razy
Podziękowano: 60 razy
Płeć: Kobieta

Re: Kultura popularna vs. kultura wysoka

Postautor: Vinlett » 03 lipca 2017, 21:39

Viento pisze:To moja biblioteka jest zacofana.
U was w Łodzi teraz dzieje się to, co stało się w Krakowie, a mianowicie powstaje jedna biblioteka centralna, scalająca biblioteki dzielnicowe: http://fundacjafenomen.pl/biblioskan/ak ... e-w-2018-r

Luna pisze:Pisząc o łatwości, szybkości i dostępności nie miałam na myśli tego, że biblioteki są skostniałymi przybytkami, tylko, że zawsze będą miały jedną, zasadniczą "wadę" - trzeba do nich chodzić.
Myślę, że ten czynnik na pewno ma wpływ na poziom czytelnictwa, ale nie stawiałabym tezy, że przez niego Internet wygrywa z biblioteką. Masa ludzi, która twierdzi, że nie korzysta z bibliotek, bo wiąże się to z wyjściem z domu, nie skorzysta też z książek dostępnych w Internecie. Są po prostu na świecie osoby, które nie czytają i nie będą czytać, nawet jakby im bibliowóz podjechał pod same drzwi. Ostatecznie kina też mają tę „wadę”, że trzeba do nich chodzić, a jakoś ludzie tam zaglądają, mimo że łatwiej i szybciej byłoby im obejrzeć film w necie. Co ciekawe, według raportu stanu czytelnictwa w 2016 roku biblioteki górowały nad Internetem, jeżeli chodzi o źródło, skąd czytelnicy biorą książki. Przynajmniej na razie tak to wygląda, bo ten trend pewnie będzie się zmieniać z roku na rok na korzyść Internetu.
Let us go in.
The fog is rising...


Emily Dickinson
Awatar użytkownika
Luna
Lokalizacja: Elliðaey
Podziękował: 54 razy
Podziękowano: 36 razy
Płeć: Kobieta

Re: Kultura popularna vs. kultura wysoka

Postautor: Luna » 03 lipca 2017, 23:53

Vinlett pisze:
Luna pisze:Pisząc o łatwości, szybkości i dostępności nie miałam na myśli tego, że biblioteki są skostniałymi przybytkami, tylko, że zawsze będą miały jedną, zasadniczą "wadę" - trzeba do nich chodzić.
Myślę, że ten czynnik na pewno ma wpływ na poziom czytelnictwa, ale nie stawiałabym tezy, że przez niego Internet wygrywa z biblioteką. Masa ludzi, która twierdzi, że nie korzysta z bibliotek, bo wiąże się to z wyjściem z domu, nie skorzysta też z książek dostępnych w Internecie.

Ja też nie postawiłam takiej tezy :) Fakt, w jednym zdaniu zestawiłam na zasadzie kontrastu biblioteki i Internet, ale cały kontekst dotyczył porównania dostępności muzyki z dostępnością literatury, a nie książek papierowych z elektronicznymi ;) Chodziło tylko i wyłącznie o to, że drogie albumy muzyczne nie są żadną przeszkodą w legalnym eksplorowaniu muzycznego świata, dlatego nie jest jakoś specjalnie zasadne domaganie się tańszych płyt. Przepraszam, jeśli za bardzo tam namotałam i nie wiadomo było, o co mi chodzi. Z książkami jest już trudniej, bo jeśli są dla nas zbyt drogie, to pozostają biblioteki, do których trzeba się specjalnie pofatygować. Wygoda ma tu niestety ogromne znaczenie, czego dowiodła - znów o tym wspomnę - zaskakująca popularność literatury w dyskontach.

Poza tym nie zapominajcie, że nie każdy może korzystać z tych wszystkich multimedialnych dobrodziejstw. Ja np. mediatekę mogę sobie zwiedzić w wolny weekend, w ramach wycieczki do Warszawy (czego raczej nie zrobię). Póki co cieszę się, że od niedawna w ogóle mam bibliotekę w odległości 1,5 km. od mojego domu.

Wróć do „Tematy kontrowersyjne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość