BioWare (ale chodzi o to, że Baldur xD)

Gry i inne komputerowo-techniczne sprawy.
Awatar użytkownika
Bastet
Lokalizacja: Królewskie Miasto Kraków
Płeć: Kobieta

BioWare (ale chodzi o to, że Baldur xD)

Postautor: Bastet » 11 lutego 2011, 14:44

Jedna z moich ulubionych RPG. Nie wiem nawet czemu, ale grałam w to chyba z 7 czy 8 razy i z chęcią pociupię raz jeszcze. Piękna grafika, znakomita muzyka i cholernie długa rozgrywka - bardzo mi się to podoba. Poza tym był to jeden z pierwszych komputerowych RPG-ów, gdzie do tego stopni rozbudowano postacie, wprowadzono tyle innowacji. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że jest sporo RPG, które wyprzedza Wrota Baldura o lata świetlne, ale mam do tej gry wielką słabość.

Może za Jana Jansena i Haer'dalisa. No i oczywiście za Boo. :D
You're always so perceptive about everyone but yourself.
Awatar użytkownika
Natta
Lokalizacja: Allenstein
Podziękował: 30 razy
Podziękowano: 22 razy
Płeć: Kobieta

Re: Baldurs Gate II ( I też, a co tam)

Postautor: Natta » 11 lutego 2011, 14:52

A może zmienimy nazwę na BioWare? :D Też kiedyś ciupałam w Baldura, ale nie zachwycił mnie tak jak inne koniki ze stajni BioWare - Neverwinter Nights (jejku, co za piękna gra!) i cudne Dragon Age. Ale bez Baldura nie byłoby dwóch ostatnich tytułów...
Awatar użytkownika
Bastet
Lokalizacja: Królewskie Miasto Kraków
Płeć: Kobieta

Re: Baldurs Gate II ( I też, a co tam)

Postautor: Bastet » 11 lutego 2011, 15:52

W Neverwinter grałam trochę, dopóki mój brat w akcie zemsty za jakąś moją straszną przewinę nie usunął całej z dysku. Wiem, że miała piekną grafikę.

Ale jakoś zaraz potem pojawiło się The Elder Scrolls III: Morrowind, i Neverwinter odeszło w niepamięć. Właśnie, Morrowind...ileż to godzin, ileż to dni...ale chyba to nie było z BioWere tylko Bathesda.

Zmienię nazwę tematu.
You're always so perceptive about everyone but yourself.
Awatar użytkownika
Natta
Lokalizacja: Allenstein
Podziękował: 30 razy
Podziękowano: 22 razy
Płeć: Kobieta

Re: BioWare (ale chodzi o to, że Baldur xD)

Postautor: Natta » 25 marca 2011, 23:14

Ostatnio (w sumie to jakiś tydzień temu) przeszłam Dragon Age 2. Twórcy BioWare postanowili nie iść na łatwiznę i nie spijać śmietanki z sukcesu wspaniałej jedynki, a pójść inną ścieżką. Zamiast dalszych losów Bohatera Fereldenu mamy tutaj kompletnie nową postać i totalnie inną scenerię. Chociaż akcja zawiązuje się w Fereldenie, to jest to bardzo krótki początek - dalej non stop mamy miasto Kirkwall. Jest i nowy bohater - Hawke. Pan Garret Hawke albo pani Marian Hawke - do wyboru.

Ograniczenie lokacji do jednego miasta i okolic przypominało mi trochę Neverwinter Nights. Ale niestety, lokacje nie są tak zróżnicowane jak w nevawinta. Są wielokrotnie recyklingowane, trzeba się w nich nachodzić po pięć tysięcy razy. Walki są żmudne i nudne, są podobieństwa do Diablo II, ale z pobitych wrogów wcale nie wypada jakiś ciekawy ekwipunek. Nie można wyposażyć kolegów z drużyny, bo mają swoje indywidualne zbroje, można je jedynie ulepszyć. A najgorsze jest to, że wrogowie się respawnują... Jaką przeżywałam frustrację, kiedy wyczyściłam całą planszę z wrogów, a zaraz zalewała mnie fala następnych, którzy spadali z nieba albo wyłaniali się z podziemi. O ile w przypadku bytów niematerialnych (duchy, kościaki, cienie, demony) to może być strawne, to nie wygląda dobrze armia ciężkozbrojnych templariuszy spadająca na bohatera z nieba. Walki z bossami są przeprowadzane wg jednakowego scenariusza - walimy z całych sił złego stwora, starając się mu obniżyć HP, po czym ten odlatuje na odległą skarpę/otacza się telekinetyczną siłą żeby sobie odsapnąć, a w międzyczasie atakuje nas stado jego pomniejszych kumpli. Po czym sytuacja powtarza się dwa-trzy razy. Trochę to kiepskie.

Fabuła może i jest ciekawa, ale z dialogami się nie postarali. Towarzysze to zmarnowany potencjał. Ciężko wprost uwierzyć w przemianę Andersa znanego z Dragon Age Początek: Przebudzenie. Wesoły, frywolny mag-apostata zmienił się w wyrachowanego ducha zemsty, nie bojącego się sięgnąć po środki ostateczne. Co prawda przemiana jest uzasadniona, ale imo bardzo słabo. Dialogi z bohaterami są takie sobie, do gustu przypadł mi tylko krasnolud Varrik i jego świetne teksty - zwłaszcza w rozmowach z towarzyszami. Oghren z jedynki dalej bije go na głowę.
No i jak zjechali romanse! Jak w każdej grze BioWare, można sobie poromansować z kolegą/koleżanką z drużyny. Tym razem przygotowali szeroki wachlarz możliwości - o ile w jedynce można było romansować z 4 postaciami, w tym z 2 biseksualnymi, tak w dwójce romans można nawiązać aż z piątką postaci, w których tylko jeden pan - i to DLC - jest hetero i skusi się tylko na panią. Mimo wszystko romans uprościli tylko i wyłącznie do trzech-czterech epizodów. Wynika to z tego, że z bohaterami nie można sobie pogadać wtedy, kiedy się chce. Mają swoje osobne domy, trzeba się tam pofatygować, a i tak czasami kolega nie będzie miał nam nic do powiedzenia. Kiepsko.

Grę przemęczyłam. Dziękuję, postoję. Może kiedyś zagram jeszcze raz, ale to będzie tylko raz. Wolę DA:Origins, śmierdzący Ferelden i niesamowitą przygodę, w którą daję się wciągnąć już czwarty raz z rzędu.

Wróć do „Gry”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość