Carcass - Heartwork (1993)

Awatar użytkownika
Vinlett
Lokalizacja: Układ Tatooine
Podziękował: 52 razy
Podziękowano: 75 razy
Płeć: Kobieta

Carcass - Heartwork (1993)

Postautor: Vinlett » 06 marca 2011, 18:28

Carcass - Heartwork (1993)


Obrazek


Lista utworów:
01. Buried Dreams (Walker, Steer) - 03:59
02. Carnal Forge (Walker, Steer, Amott) - 03:55
03. No Love Lost (Walker, Steer) - 03:23
04. Heartwork (Walker, Steer, Amott) - 04:33
05. Embodiment (Walker, Steer, Amott) - 05:36
06. This Mortal Coil (Walker, Steer, Amott) - 03:50
07. Arbeit Macht Fleisch (Walker, Steer) - 04:22
08. Blind Bleeding The Blind (Walker, Steer) - 04:57
09. Doctrinal Expletives (Walker, Steer, Amott) - 03:39
10. Death Certificate (Walker, Steer, Amott) - 03:41

Wyzwanie od: Domina

Carcass jest brytyjskim zespołem, który wykonuje muzykę death metalową. Tyle wiedziałam zanim przystąpiłam do pierwszego przesłuchania „Heartwork”. Przyznaję, niewiele. Czas zatem zacząć edukację.

W tym gitarowym riffie, którym panowie z Carcass otwierają krążek zawarta jest cała treść muzyczna „Heartwork”. I cała siła, gdyż takich riffów jest więcej. Generalnie stanowią one najmocniejszy punkt muzyki zaproponowanej na krążku. Takie melodyjne ozdobniki, którymi usiana jest cała płyta. No ale nie ma się czemu dziwić, w końcu to melodic death metal. Także pragnę uspokoić tych, którym death kojarzy się tylko z rozpruwanymi flakami. Można tej muzyki wysłuchać; nie cały bowiem czas będziecie mieli do czynienia z rąbanką. Co na minus? Wokal. Ech… Ja się nie znam, ale czy to jakiś standard w death metalu, że ci wszyscy wokaliści muszą tak charczeć?! Nie wiem. Wiem natomiast, że ten nieszczęsny wokal psuje mi odbiór dźwięków z „Heartwork”. Dźwięków- i to podkreślam, bardzo przyjaznych moim uszom.

Taką muzykę jak na „Heartwork” ja osobiście zwykłam zwać „muzyką użytkową”. To znaczy, że doskonale zdaję sobie sprawę, że nie dane mi będzie odczuć emocjonalnych uniesień, wzruszeń ani nie przeżyję duchowych, wzniosłych chwil podczas obcowania z nią. Wiem natomiast, że świetnie sprawdzi się ona podczas nagłej potrzeby potupania nogą i pokręcenia łbem albo po prostu posłuży jako podkład muzyczny pod wykonywanie tak zwanych domowych porządków. Podczas jazdy samochodem pewnie też, ale nie próbowałam to się nie zarzekam. I naprawdę nie ma w tej mojej definicji „muzyki użytkowej” żadnej złośliwości. Po prostu dawka niesamowitej energii też jest czasami zmęczonemu organizmowi potrzebna. I tego się właśnie nauczyłam o Carcass; z tym mamy do czynienia w ich przypadku- z przekazaniem słuchaczowi energii i mocy. Dzięki. Mnie to odpowiada.

Ocena: 4,5/6

Vinlett
I am the FBI.

Wróć do „Recenzje”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość