U2 - The Joshua Tree (1987)

Awatar użytkownika
Lena
Lokalizacja: Wratislavia
Płeć: Kobieta

U2 - The Joshua Tree (1987)

Postautor: Lena » 06 marca 2011, 16:55

U2 – The Joshua Tree

Obrazek



1. Where The Streets Have No Name
2. I Still Haven't Found What I'm Looking For
3. With Or Without You
4. Bullet The Blue Sky
5. Running To Stand Still
6. Red Hill Minning Town
7. In God's Country
8. Trip Through Your Wires
9. Exit
10. Mother Of The Disappeared

Polecona przez: Wisom_tooth



The Joshua Tree. 1987 rok. Średnio znany zespół z Irlandii nagle zyskuje sobie światową sławę, przychylność krytyków i rozgłośni radiowych. 25 milionów sprzedanych kopii, 2 Grammy, tytuł jednego z najważniejszych albumów rocka. A ja przesłuchuję tę płytę po raz któryś z kolei i nie potrafię odnaleźć wspomnianego geniuszu. To straszne. Zasypiam po 3 kawałku, wszystko brzmi tak samo.

Ale po kolei. Do albumu podeszłam z nastawieniem jak najbardziej pozytywnym, jako że przedtem mój kontakt z U2 był tylko i wyłącznie radiowy. Po pierwszym odsłuchu pomyślałam sobie: „to dopiero raz, potem będzie lepiej, dobrze poznam muzykę i pewnie mi się spodoba”. To samo pomyślałam po piątym. Niestety, nie zapałałam miłością do The Joshua Tree. Irlandczycy nie wzbudzili też we mnie szczególnego zainteresowania ich muzyką, nie mam nawet ochoty sprawdzić co znaczy i skąd wzięła się nazwa. Choć nie przeczę, na początku było dobrze. Where The Streets Have No Name dało mi nadzieję, że mamut nie skakał po moim uchu i potrafię docenić klasyka klasyków z galerii klasyki ultraklasycznej. I Still Haven't Found What I'm Looking For podbudowało mnie w tej opinii, With Or Without You nieco uśpiło, ale znam ten kawałek z radia, więc nie było tak źle. Jeszcze. Potem wszystko się posypało, jak domki z kart po wizycie stada mamutów. Wraz z pierwszymi sekundami Bullet The Blue Sky zapadłam w zimowy sen, by przebudzić się w połowie In God's Country i zarejestrować szybsze tempo. Kolejne przebudzenie (tak, zasnęłam z powrotem) miało miejsce przy Exit. Obudził mnie przyjemny mrok, ciężka atmosfera. Mothers Of The Dissapeared minęło w rozpamiętywaniu poprzedniego kawałka. I z każdym kolejnym przesłuchaniem było tak samo. Piosenki inne, niż wymienione, są bezkształtną masą, pozbawioną w mojej pamięci charakteru. Klasyki chyba nie są dla mnie. Tym niemniej jednak, to, co wymieniłam, zapadło mi w pamięć i mi się podoba. Nie jest więc aż tak tragicznie. I wokal Bono też mi się podoba. (w wymienionych kawałkach, a jakże).

Może się nie znam, a może po prostu nie znam okoliczności, nie czuję atmosfery, w jakiej wychodził ten krążek. Nie potrafię dostrzec jego niezwykłości, bo to, co niezwykłe było, przestało takim być? Może. Jedno jest pewne – mój romans z zespołem nieudany, U2 jest kochankiem nudnym. Ale cóż – edukacja wymaga.

Ocena: 2/6 Klasyk klasykiem, uczciwość musi być.
ex WorseThanDevil

I don't have an ego, I just love how awesome I am.

Wróć do „Recenzje”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość