Emperor "Prometheus-The Discipline Of Fire & Demise"

Awatar użytkownika
wisdom_tooth
Lokalizacja: Olkusz
Podziękował: 1 raz
Płeć: Mężczyzna

Emperor "Prometheus-The Discipline Of Fire & Demise"

Postautor: wisdom_tooth » 06 marca 2011, 13:07

Emperor"Prometheus-The Discipline Of Fire & Demise"


Obrazek

Tracklista:
1.The Eruption 6:28
2. Depraved 6:34
3. Empty 4:16
4. The Prophet 5:39
5. The Tounge of Fire 7:10
6. In the Wordless Chamber 5:13
7. Grey 5:02
8. He Who Saught the Fire 5:31
9. Thorns on my Grave 5:53

Płyta polecona przez Lunę.

Coś mi to obcowanie z wielką sztuką pod tytułem Emperor jakoś nie wychodzi, ze wszystkim jednak trzeba się zmierzyć. Najchętniej napisał bym bez słuchania, ale pewne osoby się na taką zniewagę obruszyły,. „Jak to??!! Emperor!!?? Bez słuchania??!!” Uffff...obiecałem chociaż pół raza przesłuchać tą płytę. Piszę więc i słucham, trzeba było mi mobilizacji. Nie jest tak źle, nie napiszę, że muzyka zespołu Emperor na tej płycie nie podoba mi się. Powiem więcej wiem, że kiedyś tą płytę będę słuchał z dużą przyjemnością, ale na razie nie czas, nie miejsce.
Jedno jest pewne ;) , jakoś chyba im ta płyta chyba nie wyszła, bo po jej wydaniu rozpadli się. Z korzyścią dla Ihsahna, nagrał swoje znakomite solowe płyty, a Samoth i Trym poszli inną drogą (Zyklon). Powiem wam na ucho....nie mówcie nikomu- nie znam wcześniejszych płyt Emperor, ta jest pierwsza.
Początek dość dziwny, klasyczny, chyba na klawesynie ale pełen dysonansów, następnie potężne uderzenie dźwięków, przytłaczającej, pełnej warstw muzyki...i tak do końca. Najwięcej do powstania tej płyty chyba przyczynił się sam pan Tveitan, bo momentami muzyka ta przypomina mi jego późniejsze kompozycje, czy to z Peccatum, czy z solowych płyt. Partie gitar są tak wściekłe i gwałtowne, że trudno z początku doszukać się tym jakiegoś ładu, melodii. Pierwszym wrażeniem jest chaos, dopiero kolejne przesłuchania (tak!) pokazują wielowarstwowość tej muzyki. Jedynym instrumentem, który daje jakieś drobne wrażenie uporządkowania są klawisze. Bo nie ma go na pewno w partiach gitar, czy perkusji, nie ma na pewno we wściekłym wokalu Ihsahna. Szczególnie podobają mi się te fragmenty kiedy śpiewa czystym wokalem i przypomina się mi jego płyta „Angl”, w której jako wokalista zrobił na mnie największe wrażenie. Duże wrażenie robi też czystość poszczególnych instrumentów, nie ma tutaj tego jakże charakterystycznego dla blacka brudu. Jest czystość i niebywałe skomplikowanie muzyki. Jest rozmach i bogactwo aranżacji. Czemu więc ta płyta nie rzuca mnie na kolana?? Pewnie dlatego, że wrażenie chaosu jest zbyt silne, a muzyka przytłacza.
Najbardziej spodobały mi się utwory z części środkowej płyty to znaczy: „The Prophet”, „The Tongue Of Fire” i „In The Worldless Chamber”- w nich właśnie najlepiej doszukać się jakiejś melodyjności...
Nie jest to płyta, która jest w stanie spodobać się każdemu i nie jest to płyta, która spodoba się od razu. Dam jej szansę, wymaga ona czasu, poświęcenia i zaufania, że nie jest to przerost formy nad treścią. Po trzech przesłuchaniach mogę powiedzieć, że nie pokochałem tej płyty. Ciekawe ile razy trzeba ją przesłuchać?

Ocena 4/6, czas pokaże, czy się zmieni.
Mieszkam w pałacu Możliwości -
Piękniejszy to dom od Prozy -
O wiele więcej Okien -
Drzwi można szerzej otworzyć - E. Dickinson

Wróć do „Recenzje”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość