The Bird and the Bee - The Bird and the Bee (2006)

Awatar użytkownika
Natta
Lokalizacja: Allenstein
Podziękował: 39 razy
Podziękowano: 34 razy
Płeć: Kobieta

The Bird and the Bee - The Bird and the Bee (2006)

Postautor: Natta » 15 lutego 2011, 22:44

The Bird and the Bee - The Bird and the Bee

Obrazek

1. "Again & Again" – 2:47
2. "Birds and the Bees" – 3:53
3. "Fucking Boyfriend" – 3:17
4. "I'm a Broken Heart" – 4:34
5. "La La La" – 3:21
6. "My Fair Lady" – 3:39
7. "I Hate Camera" – 3:06
8. "Because" – 3:40
9. "Preparedness" – 3:38
10. "Spark" – 4:08


Wyzwanie od Wisdoma (dzięki!)

Greg Kurstin to błyskotliwy klawiszowiec i multi-instrumentalista, znany ze współpracy z RHCP, Lilly Alen czy Sophie Ellis-Bexter. Inara George to urocza wokalistka z bardzo świeżym, lekko jazzującym wokalem. Tych dwoje spotkało się i stworzyło najprzyjemniejszy album, jaki miałam okazję ostatnio słyszeć.

Muzykę na albumie najczęściej określa się jako indie pop, ale ja tak nie lubię słówka "indie"... Nazwijmy to inaczej: słodki, uroczy synth-pop, w którym słychać zarówno i gitarki akustyczne, trąbki, tamburyn, jak i lekką elektronikę, przyjemny bicik i miłe dla ucha syntezatorowe wariacje. Kurstin okazuje się naprawdę błyskotliwym kompozytorem, którego melodie rozciągają się przyjemnie, są niebanalnie poprowadzone (dużo smaczków wychwytywanych za każdym przesłuchaniem krążka), wprowadzają w bajkowy nastrój. Inara, jak już wspomniałam wcześniej, jest po prostu urocza, głos ma świeży i delikatny, manierę musicalowo-jazzującą i momentami bardzo przypomina głosik Nataly Dawn z Pomplamoose. Kobiece, subtelne teksty.. a teraz złóżmy to wszystko w całość i wychodzi nam bardzo przyjemny, bardzo kobiecy i bardzo lekki, ale jednocześnie niebanalny album. Brzmienie jest czyściutkie, wspaniałe. Nasuwa mi się jedno celne słówko - glamour.

Najlepsze utwory na krążku? Wszystkie?... Postaram się wybrać... na pierwszym miejscu jest cudowny zamykacz albumu "Spark", "Preparedness" z niespokojnym, szybkim rytmem, "I'm a Broken Heart" - urocze, trąbkowe, retro, i utwór tytułowy z rozmarzonymi, płynącymi zwrotkami i niebanalnym refrenem. Na uwagę zasługują też utrzymane w stylistyce retro teledyski.

Podsumowując - bardzo dobry, bardzo przyjemny, bardzo kobiecy album. Taki, po którego wysłuchaniu ma się ochotę ubrać w mini, wysokie szpilki, pójść do klubu i z zimnym Cosmopolitanem w dłoni poderwać przystojnego barmana. A w najgorszym razie zjeść litrowe pudełko lodów przy jakimś kobiecym filmie.

6/6


PS Miałam ochotę całą recenzję napisać na różowo, ale (chyba na szczęście) się ograniczyłam do kilu elementów :twisted:

Wróć do „Recenzje”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość