Alcest - Souvenirs d'un autre monde (2007)

Awatar użytkownika
Vinlett
Lokalizacja: Układ Tatooine
Podziękował: 56 razy
Podziękowano: 79 razy
Płeć: Kobieta

Alcest - Souvenirs d'un autre monde (2007)

Postautor: Vinlett » 11 grudnia 2010, 00:35

Alcest - Souvenirs d'un autre monde (2007)


Obrazek


Lista utworów:
1. Printemps Émeraude (7:19)
2. Souvenirs d’un autre monde (6:08)
3. Les Iris (7:41)
4. Ciel Errant (7:12)
5. Sur l’autre rive je t’attendrai (6:50)
6. Tir Nan Og (6:10)

Wyzwanie od: wisdom_tooth, któremu nie mam absolutnie za złe, ze mi je dał ;)


Mam déjà vu. Znowu dostałam do zrecenzowania płytę, która się wszystkim podoba. Wszystkim oprócz mnie rzecz jasna. Tak samo było z podobno zniewalająco-nieziemsko-kosmiczno-piekną płytą The Angelic Process „Weighing Souls With Sand”, o której nie usłyszałam chyba ani jednego złego słowa, ale mniejsza, ta recenzja nie jest o TAP.

Będzie krótko, bo w sumie nie mam za dużo do napisania na temat muzyki z „Souvenirs d'un autre monde”. Poza tym w dniu 11. listopada, na shoutboxie forum Black Light District, miała miejsce dyskusja na temat recenzowania przeze mnie płyty Alcest pt. „Souvenirs d'un autre monde”, która przedstawiała się mniej więcej tak:

USER X: przecież żartuję, wiem, że Vin [Vinlett – przypis autora] jest bardzo inteligentna i na pewno pozna się na tej płycie
USER Y: A jak się nie pozna, to ma dałna, hahahaha
USER X: Userze Y...coś koło tego....

W ten oto przezabawny sposób, dwoje skądinąd sympatycznych userów, mówiąc kolokwialnie, mnie załatwiło. Cokolwiek teraz nie wymyślę, jestem na straconej pozycji. Bo jeśli napiszę, że płyta mi się podoba, to będzie znaczyło, że jestem nieszczera przed samą sobą. Z kolei jeśli napiszę, że album jest beznadziejny, to wyjdzie na to, że mam dałna. Nieciekawie. Ktoś też radził, że tą płytę trzeba przesłuchać kilkakrotnie, aby odkryć jej prawdziwe piękno. Słuchałam więc wielokrotnie, nawet teraz podczas pisania tego tekstu. I nic. Utwory mi się, a i owszem, osłuchały, ale piękno nadal jakby przyczajone. Przyznaję, że jest kilka momentów, jakichś fragmentów, które są rzeczywiście sympatyczne (paskudne słowo w określaniu muzyki, czyż nie?). Na plus zapisuję też to, że dźwięki z „Souvenirs…” (o!, to słowo lubię bardzo hehe) raz wydają mi się smutne, a raz pogodne, wręcz niosące nadzieję. Jest to pozytywna cecha, bo sprawia, że tą samą muzykę, można czytać na wiele różnorakich sposobów. I to tyle. Żadnych ciarów, żadnych muzycznych uniesień nie doświadczyłam. Alcest na „Souvenirs d'un autre monde” gra shoegaze, a więc styl, na który składają się charakterystyczne brzmieniowo gitary z efektami, na których się nie znam i „rozmyty” wokal. I teraz przepraszam najmocniej, ale tak mnie wk******* tak grane gitary, ze ja pier****! I do tego nienawidzę takiego melancholijnego wokalu, jakby facet od miesięcy głodował i nie miał siły śpiewać. Jeśli tak brzmi każda płyta nagrana w tym stylu muzycznym, to ja dziękuję shoegaze. Nie polubiliśmy się.

Ten album mnie wynudził. Nie powiem, że cierpiałam, ale przez cały czas miałam wrażenie, że słucham jednego kawałka, który został podzielony na sześć części, różniących się nieznacznie od siebie. No, może ostatni utwór „Tir Nan Og” jest nieco inny od reszty. Gdzieś tam podskórnie czuję, że Alcest może się podobać. Nie mnie jednak. I myślę, że podaruję sobie ocenianie. Wszystko, co chciałam napisać, napisałam.

Vinlett
I am the FBI.

Wróć do „Recenzje”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość