Strapping Young Lad "Alien" (2005)

Awatar użytkownika
Domin
Płeć: Mężczyzna

Strapping Young Lad "Alien" (2005)

Postautor: Domin » 26 listopada 2010, 00:07

Obrazek


Imperial
Skeksis
Shitstorm
Love?
Shine
We Ride
Possessions
Two Weeks
Thalamus
Zen
Info Dump



"Alien" to czwarty krążek zespołu Strapping Young Lad. Zespołu prowadzonego do niedawna (bo zespół już nie istnieje) przez muzycznego szaleńca rodem z Kanady - Devina Townsenda. Człowiek to niezrównoważony muzycznie, kompozytorsko. Jego świat dźwięków to nie kończy się na metalu czy rocku. Jego pojęcie muzyki jest bardzo szerokie. Wylatuje poza nasz układ słoneczny. Strasznie tego faceta chwalę, ale jest w sumie kogo chwalić. Zespół Strapping Young Lad to jeden z dziwniejszych tworów w muzyce ekstremalnej. Łączy w swej twórczości takie gatunki jak death, black, thrash, groove, industrial oraz progresywny metal. No sami przyznacie, że mikstura to dość toksyczna. Każdy krążek który wychodzi spod "pióra" Devina Towsenda to bardzo ciekawa i intensywna podróż przez umysł tego kolesia. Nie inaczej jest i tym razem. "Alien" to krążek wydany w 2005 roku. Wtedy skład zespołu był dość, że tak powiem gwiazdorski i w sumie taki też się zachował do końca jego istnienia. Za perkusją zasiadł znany z takich zespołów jak Death, Testament, Fear Factory – Gene Hoglan. Bas dzierżył Byron Stroud znany z Fear Factory czy Zimmers Hole. Drugą gitarą (po Townsendzie) dewastował bębenki uszne słuchaczy Jed Simon. Takim to składem SYL popełnił "Alien". Czy taka obsada mogła stworzyć coś złego? Odpowiedź jest prosta – NIE. Używam tu stwierdzenia "obsada" choć nie wiem czy jest to odpowiednie słowo, bo wiadomo nie od dziś, że Devin odpowiada za niemal wszystko co zostało nagrane pod szyldem SYL. Ale do zawartości płyty. Album ten jest totalnie zakręcony. Jego zawartość mogłaby obsadzić pomysłami kilkanaście albumów innych artystów. W każdym utworze jest masa pokręconych riffów, Hoglan napierdala w zestaw perkusyjny jak oszalały. Jest totalnie precyzyjnie, niemal mechanicznie. Intensywność tej muzyki może trochę przytłoczyć słuchacza. Często jest ona na pierwszy "rzut ucha" chaotyczna, ale to tylko tak się wydaje. Po kilku przesłuchaniach układa się ona w pewną konstrukcję szalonego naukowca. Wyróżniającym utworem jest na pewno "Love?". Wybrany na singiel promujący owe wydawnictwo. Zaczyna się potężnym riffem podbitym marszową perkusją oraz tłem klawiszowym Dava Younga. W refrenie Devin wspaniale śpiewa. Właśnie refren jest taką pewnego rodzaju ulgą, chwilą wytchnienia po burzy, która zrównała z ziemią duże miasto. Kolejny kawałek, który przykuł mą uwagę jest "We Ride". Bardzo krótki, thrashowy kawałek, który niby nie ma niczego takiego nadzwyczajnego by się nim zachwycić, a jednak...jedno melodyjne solo sprawia że utwór ten wryje się w pamięć każdego słuchacza. Następny track który bardzo rzuca się w uszy hehe to "Possessions" do którego Devin włączył dziecięcy chór. Brzmi to fantastycznie. Ostatnim takim mega miłym akcentem na tej płycie jest kawałek "Two Weeks". Jest to.... ballada! Dziwne to zjawisko jak na ten zespół. Raczej jest on dość konkretny i dobitny w swych poczynaniach, a tu taka niespodzianka. Bardzo przyjemna niespodzianka. Zagrana na akustyku, w tle futurystyczne plamy klawiszy i bardzo, kurwa nie wiem czy przejdzie mi to przez gardło, ładny wokal. Niby utwór to optymistyczny, ale pod koniec gdzieś to wszystko, ten pozytywny nastrój mija. Zaczyna się niepokój, niepewność i ... ogień!! Czyli powrót do tego co jest tak charakterystyczne dla tego zespołu. Podsumowując, album chyba najbardziej udany ze wszystkich. Nie wiem czy można się przy nim nudzić. Jest tu tyle pomysłowych zagrywek, tyle tematów, tyle po prostu fantastycznej muzyki, że jeżeli ktoś powie że jest ona nudna to chyba jest bardziej pierdolnięty niż Devin hehe

5/6

Wróć do „Recenzje”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość