Heaven Shall Burn "Deaf To Our Prayers"

Awatar użytkownika
Domin
Płeć: Mężczyzna

Heaven Shall Burn "Deaf To Our Prayers"

Postautor: Domin » 18 listopada 2010, 23:52

Obrazek

"Counterweight" - 4:19
"Trespassing the Shores of Your World" - 5:17
"Profane Believers" - 3:36
"Stay the Course" - 3:56
"The Final March" - 4:06
"Of No Avail" - 4:56
"Armia" - 5:50
"mybestfriends.com" - 4:52
"Biogenesis (Undo Creation)" - 3:53
"Dying in Silence" - 4:20
"The Greatest Gift of God" - 2:42


Wydany w 2004 roku, pierwszy album dla Century Media pt „Antigone” był uznawany za lekkie zwiotczenie materiału muzycznego tej niemieckiej machiny. Powodem takich narzekań była większa melodyjność materiału na niej znajdującego się. Dlatego też niektórych ten krążek zawiódł. Mnie nie ale to już inna sprawa. Dwa lata później Heaven Shall Burn wydają kolejny krążek dla tej zacnej wytwórni. „Deaf To Our Prayers” to powrót kapeli do super ciężkich rzeczy. Nie ma przy tym obawy to ciągle ten sam zespół tylko że ich siła na tym albumie wzmożona została dwukrotnie. Cały jest kurewsko mocny. Niemcy porzucili już stylistykę metalcore'ową którą można było wyczuć na poprzednim krążku. Teraz panowie zza Odry postanowili wrócić do tego co robią najlepiej i jebnąć w twarz słuchacza porządnym wręcz death metalowym mięchem. Album jest jeszcze mocniejszy niż poprzednik, nie ma teraz w tej muzyce miejsca na jakieś przerywniki czy też elektroniczne udziwnienia które przyznam się szczerze podobały mi się na poprzednim albumie. Teraz jest bardzo bezpośrednio, kurewsko brutalnie i cały czas do przodu. Ciągła ofensywa to 47 minut i to może być dla niektórych za długo ale wg mnie jest w sam raz. Wyjście poza granicę godziny to już byłoby przegięcie. Co najważniejsze Niemcy nie stracili, nie zmienili swojego wypracowanego stylu. Gdy słyszy się ich muzykę nie można pomylić ich z nikim innym. Ciągle mamy do czynienia z ścianą gitar, riffami tnącymi niemiłosiernie duszną atmosferę tej płyty, brutalne wokale które w niektórych kawałkach osiągają stan głębokiego growlu („Biogenesis (Undo Creation)”). Każdy kawałek rozpierdala i nie nudzi co jest wg mnie najważniejsze. Częste zmiany tempa, ciekawe zagrywki nie powodują stagnacji podczas słuchania tego krążka. Nie mogę nie wspomnieć o pewnym fajnym akcencie na płycie. Otóż kawałek pt „Armia”, BTW najdłuższy i najbardziej przestrzenny na płycie, opowiada o Powstaniu Warszawskim. Bardzo miły gest ze strony panów z Heaven Shall Burn, widać że polska historia jest atrakcyjnym tematem do muzycznych poczynań. Ogólnie płyta jest mocniejsza, bardziej brutalna od poprzedniczki, ale mimo to plasuje się na niższym miejscy niż fenomenalny wg mnie „Antigone”. Niby nie ma nic w niej złego ale ten poprzedni krążek bardziej zapadł mi w pamięci. Dlatego ....

4,8/6

Wróć do „Recenzje”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość