Peccatum "Lost In Reverie"

Awatar użytkownika
wisdom_tooth
Lokalizacja: Olkusz
Podziękował: 1 raz
Płeć: Mężczyzna

Peccatum "Lost In Reverie"

Postautor: wisdom_tooth » 09 października 2010, 16:26

Peccatum "Lost In Reverie"


Obrazek

1. Desolate Ever After 08:27
2. In The Bodiless Heart 07:04
3. Parasite My Heart 06:25
4. Veils Of Blue 06:05
5. Black Star 08:15
6. Stillness 07:14
7. The Banks Of This River Is Night 06:35

Zawsze w autobusie siadał z przodu, sam, za opiekunami, tylko tam mu nie dokuczali, nie krzyczeli za nim: „alien, czego słuchasz, głupku?” Kiedyś jeden z nauczycieli powiedział o nim, ze jest wyalienowany, klasa natychmiast to podchwyciła i tak już zostało. W sali na lekcjach siadał zawsze na uboczu, najczęściej w pierwszej ławce, nie, nie, żeby był prymusem, uczył się raczej marnie, podobnie jak reszta. Zawsze skryty, pochylony nisko nad zeszytem wypełniał swoimi bazgrołami kolejne strony.
Nie pamiętał już o co poszło, od czego to się zaczęło, ze nie pasował do tej szkoły, klasy, może nie pasował do świata.
Tego dnia jechali na szkolną wycieczkę, na koncert do filharmonii, mimo, że lubił muzykę klasyczną wiedział, że nie dane mu będzie posłuchać jej w spokoju. Wiedział, że będą mu dokuczać dopóki się nie znudzą, dopóki nie pokażą mu gdzie jest jego miejsce.
Kiedy chciał odpocząć uciekał w muzykę, nie jak koledzy w klasie, nie słuchał Lady Gagi czy Dimu Borgir. Miał swoje ukochane płyty, na ten wieczór miał w empetrójce Peccatum „Lost In Reverie”. Zaczął słuchać już w autobusie, znał ta płytę, słuchał je wcześniej ale bez tego skupienia jakiego ona wymagała.
Uwielbiał ta połamaną muzykę, przeplatające się głosy Ihriel z jego cudowną głębią i skrzeczący głos Ihsahna, muzykę ni to metalową ni ambient, czy momentami trip hopową.
Już otwierające płytę "Desolate Ever After" i "In the Bodiless Heart" zawierają tyle pomysłów co niejedna cała płyta, poruszają się pomiędzy słodyczą a industrialnym metalem.
„Parasite My Heart” kolejna jazda bez trzymanki pomiędzy szaleństwem i spokojnym, stonowanym śpiewem.
Inne utwory jak „Stilness” zaskakują brzmieniowymi eksperymentami, muzycznymi połamańcami. „Black Star” klimatyczne, hipnotyzujące- zachwycająca muzyka. „Veils Of Blue” kolejna piękna melodia, śpiew zaskakujący, tutaj Ihriel przeraźliwie skrzeczy, natomiast Ihsahn czysto śpiewa- pełne zaskoczenie.
„The Banks of This River Is Night” piękny, balladowy śpiew Ihriel, ten utwór uwielbiał, na tle innych spokojny, oszczędnie zagrany na fortepianie z towarzyszącą orkiestrą.
Piękna płyta, na której dwoje uzdolnionych ludzi zawarło potężne porcje romantyzmu i szaleństwa, piękna i kontrolowanej brzydoty.

...tyle dowiedziano się z notatek w zeszycie znalezionym pod mostem oraz od jego kolegów. Gdyby ktoś zobaczył długowłosego, wpatrzonego w ziemię i zasłuchanego w muzykę nastolatka niech krzyknie- „alien, czego słuchasz??”

9/10
Mieszkam w pałacu Możliwości -
Piękniejszy to dom od Prozy -
O wiele więcej Okien -
Drzwi można szerzej otworzyć - E. Dickinson
Awatar użytkownika
misiek14
Lokalizacja: Sevenoaks
Płeć: Mężczyzna

Re: Peccatum "Lost In Reverie"

Postautor: misiek14 » 25 stycznia 2013, 18:09

Obrazek

1. Desolate Ever After 08:27
2. In The Bodiless Heart 07:04
3. Parasite My Heart 06:25
4. Veils Of Blue 06:05
5. Black Star 08:15
6. Stillness 07:14
7. The Banks Of This River Is Night 06:35


Peccatum – Lost in Reverie


Lost In Reverie. Peccatum. Dziwne, że nie znałem tego zespołu. Nawet bardzo. W każdym razie dziękuję Nattcie :) . To po kolei:

Uwaga ! Wszelkie podobieństwo interpretacji do tekstów jest przypadkowe.


„Desolate Ever After” zaczyna się mrocznie. W tle słychać chyba skrzypce, rodem z dobrych, starych horrorów, a potem dołączają szepty. Jakby kilka osób za zasłoną. Ciemną, czarną zasłoną gęstej zadumy, w której bardzo łatwo jest się zagubić… I nagle wszystko cichnie. Za chwilę słychać muchy. Takie, które latają nad zgniłym i spróchniałym ciałem. Potem one cichną, aby na pierwszy plan powróciły skrzypce (?). I wchodzi fortepian, a potem wokal. Nie jest to jakieś pseudo-gotyckie zawodzenie. To jest melorecytacja zdradzonej, zwariowanej kobiety. Mówi o rozkosznej samotności. Po chwili cichnie i wchodzą mechaniczne dźwięki, rodem z jakiejś fabryki. A potem wokal… Nie jest to ta sama kobieta - dołącza do niej mężczyzna, jej wewnętrzny głos. Mroczniejszy, uwolniony z odmętów jej zdradzonej duszy… Za chwilę znów wszystko cichnie i wchodzi pianino, w tle słychać znów samą kobietę, ale już nie zdradzoną, zwariowaną kobietą. Jest smutną, porzuconą dziewczyną, tak słabą i kruchą... Ale nie bez tej nutki szaleństwa, lekkiego zwariowania. I szepty, znów te maniakalne szepty… Potem wokal odchodzi w zapomnienie, powraca pianino, a ono zostaje zastąpione przez fabrykę i ten wewnętrzny, ciemny głos… Mówi, to co ona chowa w środku, gdzie nikt nie widzi, gdzie może sie załamać bez świadków… A potem znów uwalnia się z niej ta zdradzona, zwariowana kobieta…

„In the Bodiless Heart” rozpoczynane jest gitarą akustyczną, dość pogodnie… Potem perkusja i wokal, też pogodnie, trochę niepokojąco pogodnie… Czy ona kogoś wychwala, o kimś opowiada ? Teraz robi się ciężej, ale dalej jakby pogodnie... I wchodzi męski wokal. Śpiewa o tej osobie, o której śpiewała kobieta, ale w inny sposób, jakby z ironią, śmiechem. A potem wraca kobieta i znów możemy rozpłynąć się w jej głosie… Potem wszystko się powtarza …

„Parasite My Heart” rozpoczynają takimi zakręconymi dźwiękami, potem wrzask, i gonitwa perkusji, gitary w tle, potem wrzask przeradza się w słowa, z których bije złość… A potem spokój i pianino. Potem kobieta śpiewa z taką melancholią w głosie, jakby od niechcenia, jakby została zraniona z nieoczekiwanej strony… Potem nagle wszystko zrozumiała i wyrzuca złość i gorycz, pozwala jej przejąć kontrolę, ale tylko na chwilę… Potem pianino, jakieś szepty, a potem znów ta kobieta, tak melancholijna, tak smutna…

„Veils of Blue’’ w tle słychać sygnał telefonu… Potem męski wokal, jakby był narratorem przedstawienia powodującego u niego znudzenie, nawet zniesmaczenie… Potem kobieta, opowiadająca tą historię z drugiej strony … Potem powraca narrator. Za chwilę dołącza do niego kobieta, ale tym razem jakby nie przedstawia swojej wersji, tylko popiera narratora…

„Black Star” rozpoczyna się smutnie; melancholijną gitarą, a potem wchodzi kobiecy wokal, równie melancholijny jak jej instrumentalne tło… Potem smutek ustępuje złości, ostrej perkusji i szybkiej gitarze, aby przygotować nas na agresywny, męski wokal. Potem wraca kobieta, równie melancholijnie smutna jak poprzednio, wypowiada te same słowa jak mantrę, wołanie o pomoc zza ciemnej zasłony zadumy, w której się zatraciła… Potem wraca mężczyzna, ale dużo łagodniejszy niż poprzednio, jakby mówiąc nam, że przegraliśmy. Ale nie szydzi z nas, tylko jakby był informatorem, posłańcem… A potem słyszymy mantrę tej smutnej kobiety, jeszcze bardziej wypełnioną bólem niż kiedykolwiek…
A potem stopniowe wyciszanie, jak stopniowo cichnące serce…

„Stillness” od początku raczy nas względnie wysokimi tonami gitary, chwilę później dochodzi do tego jakiś dźwięk … coś jakby fabryka ? A teraz wchodzą wokale, takie jakby karcące ? Potem zostaje sama kobieta, śpiewając jakby od niechcenia, trochę smutno, trochę melancholijnie … Po chwili zostawia nas sam na sam z muzyką … Nagle dźwięki stają się agresywne i elektroniczne, w przerwach między nimi słyszymy muchy, a za chwilę wszystko gaśnie, aby dać miejsce wokalom znanym nam z początku utworu. I tak do końca …

„The Banks of This River is Night” zaczyna się niskimi tonami pianina, aby przejść w wyższe nuty i pozwolić wejść żeńskiemu wokalowi, który zawodzi … Jest taki smutny lub melancholijny, nie wiem jak to nazwać … Do tego dochodzą skrzypce (?) czy jakiś przester na klawiszach, nie mam pojęcia. Potem refren, jakby złowieszczy i melancholijny i taki niepokojący (zresztą jak cały ten utwór). Potem znów zwrotka, tym razem bez tego przesteruj (skrzypiec ?) i „solo” na pianinie i refren. Potem znów wokal i pianino. W drugiej połowie utworu robi się złowieszczo i groźnie. Jest pianino i elektronika (dosyć sporo tego drugiego). Potem znów refren i kolejna zwrotka. Szczerze mówiąc utwór nieco przynudza.

Świetny album, polecam każdemu.
5/6

Wróć do „Recenzje”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość