Paradise Lost - The Plague Within (2015)

Awatar użytkownika
Pepuś
Lokalizacja: Szczecin
Płeć: Mężczyzna

Paradise Lost - The Plague Within (2015)

Postautor: Pepuś » 01 czerwca 2015, 16:50

Obrazek


Nowa płyta Paradise Lost jest wyborna. Anglikom udało sie nagrać chyba ich najlepsze dzieło. Począwszy od oprawy graficznej, która została przygotowana przez Zbigniewa Bielaka, na tekstach utworów kończąc, wszystko jest na bardzo wysokim poziomie. Brytole graja od 27 lat i przez ten czas znacznie ewoluowali. I właśnie słowo ewolucja jest kluczowe dla tego albumu. Czemuż? Ponieważ po 27 latach Anglicy zatoczyli koło i wrócili praktycznie do początków swojej kariery. Najlepiej podsumowuje to cytat z jednego z utworów - "The Circle is Done".

Anglicy zapowiadali powrót do korzeni już od 2007, gdy wraż z płyta "In Reqiuem" wkroczyli na właściwą ścieżkę. I jak to z powrotami do "dawnych" klimatów bywa powrót był, ale niezupełny. Myśl o powrocie kiełkowała jednak w umysłach muzyków i stopniowo była wprowadzana w życie. I jeżeli utrzymają aktualne tempo, to następny album będzie utrzymany w stylistyce death metalowej.

Na przykładzie tej płyty widać jak bardzo dobrze działają na muzyków projekty poboczne. Angaż Nicka Holmesa w Bloodbath to zdecydowanie najlepsze co przydarzyło sie kapeli w ciągu ostatnich lat. Nick odmłodził się o jakieś 25 lat, poczuł się znów młody... to czuć przez całą płytę. Od dawna Pan Holmes nie brzmiał tak dobrze. W zasadzie to od płyty "Gothic". I tutaj największy plus angażu w Bloodbath - Nick pozbył sie denerwującej Hetfieldowskiej maniery, znanej z czasów po Icon. Wprawdzie są melodyjne wokale, ale dominują growle, skrzeki, warczenie i inne wokalne wyziewy. Nigdy nie sądziłem, że z niego jest aż tak dobry wokalista. Ogromne brawa dla tego Pana, przeżywa drugą młodość, aż miło patrzeć na takie rzeczy.

Nie zawodzą też gitarowe popisy Grega Mackintosha. On akurat zawsze miał swój charakterystyczny styl i kreatywne solówki. Na Plague Within poziom zachował, ba nawet dodał nowe zagrania do swojego repertuary. Bo chociaż PL od zawsze kojarzył się z doom/death metalowymi początkami, to tak powolnie jak na "Beneath Broken Earth" nigdy nie grali. Ten riff jest jakby żywo wyjęty z początku lat 90, mocno w stylu My Dying Bride. Kolejnym smakołykiem są stoner metalowe riffy na "Cry Out" czy death metalowe naparzanie na "Flesh From The Bones". Gitary brzmią masywnie i cięzko, za produkcje odpowiedzialny jest Jaime Gómez Arellano, producent ostatniego pełniaka brytyjskiego Cathedral.

Przejdźmy teraz do kompozycji. Tak cięzko Brytyjczycy dawno nie grali. Nawet te bardziej melodyjne kawałki są masywne, a dzięki akompaniamentowi wokalnemu staja sie jeszcze bardziej sugestywne i dołujące. Na szczególne wyróżnienie zasługują - "No Hope In Sight", będący typowym dla Paradajsów utworem(będzie klasyk), "Beneath Broken Earth" - genialny doom metalowy walec, " Victim of the Past" z opętańczym motywem przewodnim, czy niemalże death metalowy " Flesh From Bone ". Warto także zwrócic uwagę na "An Eternity of Lies", w którym rozbrzmiewają echa Moonspell. Obecnośc tego utworu jest bardzo interesująca, ponieważ Anglicy podjęli się nagrania utworu w klimacie Portugalczyków i nagrali go w taki sposób, że Fernando i spółka muszą czuć się zdeklasowani. Jeden utwór, a lepszy niż cała płyta Ribeiro i spółki. Kończący płyte "Return to the Sun" także zasługuje na uwagę.

Podsumowując Plague Within to płyta muzyków spełnionych. Panowie z PL postanowili spojrzeć na całą swoją karierę, wyciągnąć z tego najlepsze elementy, poddać syntezie i nagrać coś co ucieszy zarówno ich samych, jak i fanów. Na płycie słychać przede wszystkim radość muzyków, którzy w tym klimacie świetnie sie odnajdują. To taka nostalgiczna podróż, w dawne czasy jednak bez negowania aktualnego stylu grupy. Jakże rzadkie jest to zjawisko, zwłascza na scenie klimatycznego metalu. Wystarczy spojrzeć na Anathemę, która odgrywając swoje stare utwory, robi to z łaską i niechceniem, jakby zaraz mieli rzucić do widza "Macie swoje pierdolone Dying Whish i więcej nie proście". Pseudoartystycznemu zadęciu mówimy stanowczo nie. Jak widać niektórzy nie dojrzeli by doceniać to co nagrywali w przeszłości.

Na szczęście Nick i spółka przeżywaja drugą młodość, spełniając zarówno własne, jak i fanów nostalgiczne marzenia, o powrocie do przeszłości. Jak już bowiem wspomniałem - The Circle is Done. Dla mnie najlepsza płyta Paradise Lost z całej ich dyskografii.


Ocena 9/10
All I Want to Hear is the Sound of My Own Heart Stopping.

Wróć do „Recenzje”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość