"Perfume: the Story of a Murderer" OST

Awatar użytkownika
wisdom_tooth
Lokalizacja: Olkusz
Podziękował: 1 raz
Płeć: Mężczyzna

"Perfume: the Story of a Murderer" OST

Postautor: wisdom_tooth » 01 kwietnia 2013, 18:07

Perfume: the Story of a Murderer OST


Obrazek


Tracklista:
1. Prologue - The Highest Point
2. Streets Of Paris
3. The Girl With The Plums
4. Grenouille's Childhood
5. Distilling Roses
6. The 13th Essence
7. Lost Love
8. Moorish Scents
9. Meeting Laura
10. The Method Works!
11. Grasse In Panic
12. Richi's Escape
13. Laura's Murder
14. Awaiting Execution
15. The Perfume
16. The Crown Embrace
17. Perfume – Distilled
18. Epilogue - Leaving Grasse

Całkowity czas: 70:03

Płyta polecona przez Nattę.

"Zima wcale nie jest taka zła" pomyślał sobie idąc przez zapadające stopniowo w zmrok ulice miasta. Zimno zagoniło ludzi do domów, a on szedł nie zwracając na nic uwagi. Kaptur na głowę, słuchawki do uszu, dobra muza i niewiele więcej było mu trzeba. Widział, że stopniowo zamykane są sklepy, nie planował tego wieczoru już nic kupować. Zanim dotrze do domu zdąży przesłuchać całą płytę. Przechodząc przez jezdnię rozglądał się uważnie, pamiętając kiedyś wściekłość kierowcy, który musiał ostro hamować. Kiedy miał na uszach słuchawki, w jego świecie nie było miejsca dla motoryzacji. Coraz większa ciemność była usprawiedliwieniem dla brudnego śniegu, brudnego świata, wyrównywała kontrasty, paradoksalnie świat robił się ładniejszy, lepszy.
Kiedy przechodził koło piekarni pomyślał, że może dobrze by było kupić świeży chleb, ale na pólkach widać było tylko żałosne wspomnienia. Poszedł dalej uważnie śledząc dość płaską powierzchnię chodnika. Przechodząc koło bankomatu zobaczył Ją. Nie miał pojęcia skąd wie, że ona to jest właśnie Ona, przecież jej nie znał. Zdziwił się, że czeka na zewnątrz, o tej porze nie powinno być przecież kolejki. Kaptur na głowie z kosmykiem rudych włosów niesfornie wyglądających spod niego, słuchawki w uszach, wzrok wbity w chodnik. Kiedy Ją mijał ich spojrzenia się spotkały. Poszedł dalej swoją drogą myśląc, czego ona mogła słuchać...
Kilka przecznic dalej przeraził się kiedy poczuł czyjąś rękę na ramieniu, odwrócił się szybko. To była Ona.
- Wie pan, tak się zawsze zastanawiam czego ludzie na ulicy słuchają. Wreszcie postanowiłam sobie, ze pierwszą napotkaną osobę zapytam... I to był pan.
- Tak... odważna Pani jest. Też się czasami nad tym zastanawiam. Słucham muzyki filmowej, zresztą ta muzyka jest lepsza niż film. Pachnidło. Słuchała kiedyś Pani?
- Nie, nie miałam okazji. Może kiedyś...- Jej mina świadczyła raczej, że chyba nigdy.
- Idę do domu, bardzo mi się nie spieszy ale kiedy się stoi to zimno się zaczyna robić- zniecierpliwił się.
- Niech pan jeszcze nie ucieka, mój mąż już idzie.
- To może jednak wypadałoby powiedzieć "do widzenia"? I pójść w swoją stronę.
- Nie ma co się spieszyć...Tak jest, że kiedy mnie widzi jak rozmawiam z jakimś facetem, jest strasznie zazdrosny. Do tego porywczy, niejednemu już dał w mordę... Ale za to potem jest dla mnie bardzo miły, przeprasza mnie, czasami nawet powie, że mnie kocha.
Ten krótki monolog okazał się jednak trochę za długi. Po szybkim nokaucie i (chyba) liczeniu do 10 ocknął się, rozglądając się zobaczył oddalającą się parę trzymającą się ręce. I nie wiedział czego żałować: siebie, ich, czy tego, że się nie spytał jakiej muzyki słuchała.


Full OST

Pamiętam kiedy po raz pierwszy oglądałem "Pachnidło", jakoś nie zwróciłem uwagi na muzykę... na film zresztą też, nie zrobił na mnie wrażenia. Jaką wartość ilustracyjną może pełnić muzyka filmowa przekonałem się dopiero teraz 7 lat po premierze filmu. Ten film bez muzyki Reinholda Heila, Johnna Klimka i Toma Tykwera byłby niejakim, przeestetyzowanym filmidłem. teraz kiedy w wyobraźni łączę już sceny z filmu z poszczególnymi trackami jest inaczej. Stały się jedną całością, uzupełnieniem, dopełnieniem. Za soundtrackami nie przepadam, ocenia się je za umiejętność wzbogacenia filmu o klimat, uczucia, podkreślenie momentów dramatycznych, dopieszczenie zmysłu słuchu (dialogi to nie wszystko). Ten OST wykonuje tą pracę w przeszło 100%. I jest najtrudniejszą pozycją do opisania jaką miałem przyjemność poznać.
Kompozytorzy wykonali wielką pracę, którą dodatkowo nobilituje fakt, że za nagraniem tego OSTa stoi jedna z najbardziej rozpoznawalnych i znanych orkiestr symfonicznych cywilizowanego świata czyli Berlińscy Filharmonicy pod batutą sir. Simona Rattle'a, całość uzupełniają soliści, rewelacyjna sopranistka Chen Reiss, Melanie Mitrano oraz Narodowy Chór Łotewski. Wspólnie stworzyli dzieło skończone, będące w dodatku całością z której trudno wyrwać lepsze fragmenty. Gorszych się nie da. Ich nie ma.

Meeting Laura

Niewątpliwie wyróżnia się jednak utwór "Meeting Laura" zaśpiewany przez Chen Reiss, będący taka wisienką na torcie i momentem przełomowym dla filmu. Każdy, kto widział film na pewno uzna, że moment, kiedy Grenouille widzi po raz pierwszy Laurę jest piękny, metafizyczny i w jakiś może chory sposób romantyczny..."Streets of Paris" odsłania przed słuchaczem całą różnorodność zapachów XVIII wiecznej ulicy dużego miasta, niepokój, dzwony w tle...

The Girl with the Plums

Nie da się bez komentarza przejść nad "The Girl With the Plums" utworem dokumentującym pierwsze zabójstwo Grenouilla i nieudaną próbę zachowania tego co ulotne, czyli zapachu. Utwór z piękną wokalizą, spokojny, jakby płynący w pierwszej części, w drugiej nabiera dramatyzmu, ciężkości... a po tym przychodzi znowu uspokojenie. Jeszcze "Distilling Roses" czyli 10000 róż na jedną uncję olejku różanego... utwór mający lekkość różanych płatków. I chyba najsłabszy w zestawie. "Laura's Murder" smutny utwór z riffującymi skrzypcami i piękna wokalizą.

Laura's Murder

Podobno Tom Tykwer wyraził się, że za pomocą kompozycji chciał oddać zapachy i te momenty są tego chyba najbliższe... Jedno jest pewne, połączył wraz z innymi kompozytorami i wykonawcami dzieła muzykę i film w jedną całość, tak, że słuchając jej widzi się sceny z filmu.
Próbowałem uchwycić piękno tej muzyki ale obawiam się, że długo jej jeszcze muszę słuchać aby w pełni odkryć niuanse melodii, pojedynczych dźwięków. Bogactwo gdzie nic nie jest przypadkowe, każda nutka ma swoje miejsce i każda niesie odrobinę mocy, a w całości składają się na Dzieło, które może być dla innych kompozytorów muzyki filmowej tym czym jest wzorzec metra, czy inne wzorce. Punktem odniesienia i jednocześnie ideałem nie do osiągnięcia.

Ocena 10/10 inna to nieporozumienie.
Mieszkam w pałacu Możliwości -
Piękniejszy to dom od Prozy -
O wiele więcej Okien -
Drzwi można szerzej otworzyć - E. Dickinson

Wróć do „Recenzje”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość