Lethian Dreams "Season Of Raven Words"

Awatar użytkownika
wisdom_tooth
Lokalizacja: Olkusz
Podziękował: 1 raz
Płeć: Mężczyzna

Lethian Dreams "Season Of Raven Words"

Postautor: wisdom_tooth » 09 marca 2013, 14:30

Lethian Dreams "Season Of Raven Words"


Obrazek


01. Dawn [07:17]
02. Wandering [05:26]
03. See [01:36]
04. Raven [06:40]
05. White Gold [04:31]
06. Invisible [02:38]
07. Satyrs [06:50]
08. Roads [06:46]

Całkowity czas: 41:44

Płyta polecona przez Misiek14. Dzięki.
Z góry przepraszam czytających, miałem tyle nie pisać.

Mijamy się obojętnie
Niekiedy nasze ramiona otrą się o inne
Wtedy
Przystajemy nie wiedząc co się stało
Po chwili
Idziemy dalej stopniowo wydłużając swój krok

Ponad naszymi głowami krążą
motyle o połamanych skrzydłach
odbijając się od nas jak od szyby
zostawiają w naszych sercach
kolorowy ślad
Ich upadku już nie widzimy




Wstał tego dnia ze świadomością, że wczoraj kiedy kładł się spać nie miał już papierosów, wypalił ich całą paczkę po kolejnej trudnej rozmowie z żoną. Jak zwykle nie mogli się dogadać ale wiedział przecież z kim się żenił, no może nie tak do końca wiedział. Nie miał do siebie ani do niej pretensji, to raczej ona potrafiła każdy drobny szczegół wyolbrzymić do rozmiarów wojny termonuklearnej.
Pomyślał, że ubierze się i pobiegnie do kiosku osiedlowego, wróci przecież zanim ona się obudzi i zdąży wtedy zrobić śniadanie. Powiedział jej na ucho, że zaraz wróci, bo fajki się skończyły. Wychodząc z domu słyszał, że coś za nim krzyczy ale nie zrozumiał o co jej chodziło...

Był mglisty, pochmurny wiosenny dzień. Przyroda jeszcze się nie obudziła, a miejscami widać było czerniejące stopniowo kupy śniegu. Pobiegł na skróty, przebiegając przez pustą ulicę...

Kiedy się obudził nie wiedział gdzie jest. Nie mógł otworzyć oczu, ruszyć ręką ani nogą. Słyszał tylko przytłumione głosy i dziwne, nie kojarzące mu się z niczym mechaniczne odgłosy. Spróbował się ruszyć, najpierw ręką, później palcem. Skutek był zawsze ten sam. Usłyszał zbliżające się kroki, ktoś powiedział
- Panie doktorze, może pan przyjść, pacjent kłóci się z aparatem...
- Siostro niech pani da mu ampułkę fentanylu, pacjenta może boli, zawsze to muszę mówić?!

Nie wiedział ile czasu minęło, zanim znowu się obudził. Jednego był pewien, ruszyć się nie da rady i raczej tego nie zmieni. Czas płynął mu spokojnie w rytm odgłosów jakichś mechanicznych urządzeń. Przypomniał sobie jak poznał swoją żonę, mimowolnie się uśmiechnął. Bardzo szybko się niej zakochał, właściwie to od razu. Nigdy wcześniej nie spotkał takiej kobiety jak ona, dobrej, wrażliwej i co wbrew pozorom nie jest wadą u kobiet inteligentnej. Zastanawiał się tylko czemu tak późno znalazła swoja drugą połowę. Wniosek był prosty, mężczyźni nie lubią kobiet mądrzejszych od nich.
Już kilka miesięcy później wiedział, że pomylił się bardzo. Pierwsze awantury o byle co, a każda próba wytłumaczenia się wiązała się z dalszą eskalacją kłótni. Nauczyło go to tego, żeby pamiętać o tym, że ona ma rację i już. Inaczej nie miało sensu. Poza tym było jak dawniej. Wspólne wyprawy, wspólne plany, wspólne wyjścia do teatru czy filharmonii. Każda chwila kiedy pokazywała swoją piękną stronę była wynagrodzeniem za te konflikty. Rachunek był zawsze na plus.
Aż do czasu kiedy ona...

(w tle znowu czyjeś słowa)

Następne przebudzenie było gorsze, nie mógł tak od razu zebrać myśli, przypomnieć sobie o czym myślał. Tak, myślał o żonie, tylko o czym?
Wspomnienie żony widzianej razem z kumplem w sytuacji niedwuznacznej uderzyło go jak cios w szczękę. Pamiętał, że wtedy pobił swojego byłego już kumpla, pamiętał swoje rozgoryczenie, kiedy słuchał jak żona tłumaczyła się później. Wiedział już czemu do tej pory nie wyszła za mąż, poznał bezmiar cierpienia, które towarzyszyło do tej pory jej życiu, że próbowała się leczyć. Wiedział, że musi dać jej drugą szansę, później może trzecią, czwartą... Kochał ją bardzo, a jednocześnie było mi jej i siebie żal. Poszli po kilku dniach od tego strasznego dnia do psychologa od niego dowiedział się, że na pewno czekają ich podobne dni... Chodzili do niego wiele razy.
Coraz trudniej było mu zebrać myśli, obraz jej, jego życia odpływał coraz dalej.

Ostatnią rzeczą, który sobie przypomniał były słowa żony, kiedy wychodził z domu po papierosy, a których wtedy nie zrozumiał. Powiedziała ona, że papierosy są w barku.

Znowu usłyszał głosy, tym razem blisko łóżka:
- Panie ordynatorze, wygląda, że ten pacjent nie rokuje, mamy objawy śmierci mózgu. To młody facet, może warto zebrać komisję...
- Mam pan doktorze chyba rację, niech pan zadzwoni po anestezjologa i neurologa, musimy to zrobić formalnie. Ja porozmawiam z żoną, czeka pod moim gabinetem.

Kilka godzin później na bloku operacyjnym kardiochirurgii:
- Uff, już myślałem, że to serce nigdy nie zaskoczy, a takie młode, nie powinno być tyle problemów...
Po kilku dniach wystąpiły objawy niewydolności serca. Lekarze mówili o ostrym odrzucie przeszczepu, ktoś inny wrażliwy pomyślał, że to serce żyło tylko dla jednej osoby...


Recenzja właściwa:

Słuchałem tej płyty, a jej tytułu do tej pory nie mogę zapamiętać, nieważne. Najpierw mnie drażniła, zwłaszcza pozbawiony emocji głos Caroline, później jak pojedyncze przebłyski zaczęły się pojawiać ulubione utwory. Najpierw króciutki, nostalgiczny "See", później "Raven", a za trochę cudowne "White Gold", słuchałem ich na okrągło i myślałem, że dla nich warto było poznać tą płytę.
"See" jest cudownie poetycki i według mnie nie jest za krótki, za każdym razem kiedy czytam jego tekst widzę, to co autor:

"Ciepło wczesnowiosennej nocy przeminęło
Gwiazdy rozpłynęły się w lekkim pozbawionym marzeń śnie
Widzisz to?
Pola noszą kolor szkarłatnych ran
Łagodząc bezlitosną zimę
Widzisz mnie? "


"Raven" z nostalgiczną melodią, moim zdaniem mógłby być singlem na mojej półce i wokal, wreszcie nie monotonny, smutek tego utworu czuć w głębi.

"Czy to dzisiaj będzie koniec
Dlaczego nigdy nie możesz zapamiętać... "


Bardzo subtelny, jak większość zresztą utworów na tej płycie "White Gold" czyli kolejny mój faworyt, akustyczna melodia przepięknie przepleciona mocniejszymi wstawkami. I znowu mamy liryczny tekst i do tego więcej emocji w głosie Aythis.

"Wzdłuż ścieżki, czyste złoto, milczenie
Wzdłuż ścieżki, czyste złoto, ziemia
Wzdłuż ścieżki, czyste złoto, cisza
Wzdłuż ścieżki, czyste złoto, serce "


Reszta utworów weszła mi nieco później, po kolei: "Invisible"- ten mógłby być dłuższy, takie neofolki lubię od czasu do czasu, "Satyrs"- tutaj perkusista pokazuje co umie, a motyw gitary jest niemalże momentami blackowy, "Wandering"- niezły, "Roads" i "Dawn"- mogłoby ich nie być, a wtedy za ta płytę dałbym się pociąć.
Reasumując, płyta bardzo dobra, krótkość materiału poczytuję sobie teraz za jej plus, słuchając całej mam możliwość słuchać częściej moich ukochanych "See", "Raven" i "White Gold", bo te utwory z pewnością umieszczę na składance moich ever ulubionych. O ile bym taką składankę kiedyś robił. Wrażenie robią teksty, takie jakie można tylko spotkać u francuskich zespołów, bardzo poetyckie,, oniryczne, malujące wręcz obrazy tego o czym traktują. I dzięki swojej lapidarności są to najlepsze teksty jakie czytałem, bo ogromną umiejętnością jest przekazanie uczuć w kilku słowach, np haiku. Mnie jak to widać wybitnie to nie wyszło, za co przepraszam.

Właściwie jaki ta płyta ma tytuł? Lecę do sklepu LD zanim ich zabraknie.

Za emocje, jakie mi dostarczyła ta płyta, za teksty... Aythis znowu mnie nie zawiodła.
10/10

Proszę Administrację o nie zamykanie tego tematu. Może będę chciał coś zmienić, a może ktoś będzie coś chciał napisać.
Mieszkam w pałacu Możliwości -
Piękniejszy to dom od Prozy -
O wiele więcej Okien -
Drzwi można szerzej otworzyć - E. Dickinson

Wróć do „Recenzje”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości