Soap&Skin "Lovetune For Vacuum"

Awatar użytkownika
wisdom_tooth
Lokalizacja: Olkusz
Podziękował: 1 raz
Płeć: Mężczyzna

Soap&Skin "Lovetune For Vacuum"

Postautor: wisdom_tooth » 19 sierpnia 2012, 11:34

Soap&Skin "Lovetune For Vacuum"[/size]

Obrazek

1. Sleep
2. Cry Wolf
3. Thanatos
4. Extinguish Me
5. Turbine Womb
6. Cynthia
7. Fall Foliage
8. Spiracle
9. Mr Gaunt PT1000
10. Marche Funebre
11. The Sun
12. DDMMYY
13. Brother Of Sleep

No nie wiem jak to się stało ale jedynymi artystami Austriakami jakich do tej pory znałem byli Strauss Brothers. Teraz to się zmieniło za sprawą niejakiej Anji Plaschg (jak to się wymawia??!!). Przeszło 40 minut muzyki, trzynaście utworów, a wrażenia takie jakich nie miałem od dawna.
Kiedy usłyszałem pierwszy utwór najpierw skojarzyło mi się z muzyka PJ Harvey z albumu „White Chalk”- fortepian, emocjonalnie, nieco neurotycznie zabarwiony głos, trochę z muzyka Reginy Spektor i są to z mojej strony komplementy.
Płyta pełna jest bardzo dobrej muzyki akustycznej opartej na pianinie i smyczkach z pozoru delikatnej z głosem wokalistki balansującym pomiędzy szeptem, a krzykiem i chwytającej za gardło z siłą większą niż z pozoru mocniejsze rodzaje muzyki. Mnóstwo dodatków elektronicznych zdradzających fascynację kompozytorki współczesną muzyką elektroniczną, a to wszystko przedzielone rewelacyjnymi utworami instrumentalnymi- „Turbine Womb” i „DDMMYYYY”. Ze wszystkich utworów wyróżniłbym dodatkowo „Spiracle” będące jakby przerażającą dziecięca wyliczanką- słodycz i strach zarazem, przy czym wersja płytowa różni się in minus od wersji live ilością emocji.
"Spiracle" live
Wykrzyczane w sposób przejmujący do szpiku kości „Marche Funebre”, innych też nie można pominąć, cudowna, delikatna „Cynthia”, „Sleep”- pierwszy utwór na płycie, po którym wiesz, że masz ochotę na całość.
Nie wiem kim jest ta młoda osoba, jaki bagaż wspomnień sprawia, że teksty i muzyka brzmią jakby co najmniej była córką Josefa Fritzla. Nie ma tutaj miejsca na radość, uśmiech, płyta od początku do końca pełna jest smutku, melancholii, beznadziei, przedwczesnej dojrzałości. Chociaż jej teksty są trudne do interpretacji to odczucia pozostawiają jednoznaczne- nie ma nadziei na lepszą przyszłość, jest tylko ból teraźniejszego życia, a potem nie ma nic.

„Torn open tomb
I fell in your cold fission bomb
I fell in your war „ (Thanatos)

Nie jestem w stanie ocenić ile to wszystko jest emanacją osobowości Anji Plaschg i jej wspomnień, a na ile jest kreacją artystyczną. Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia- jest tu i teraz, a to co słyszę jest dla mnie skończonym pięknem, czymś czego bym chciał słuchać zawsze, ale niestety jest również perłą jakich nie znajduje się często. Swoją pierwsza płytą zawiesiła bardzo wysoko poprzeczkę, ba- był to debiut porażający swoją siłą i chciałbym, żeby nigdy nie obniżała lotów. Oglądając filmiki z występów na youtube umieściłem chęć zobaczenia jej na żywo na pierwszym miejscu swojej wishlisty.
Cóż, cieszę się, że co prawda dopiero po trzech latach ale poznałem muzykę Soap&Skin (dzięki Ci Natto). Od kilku dni nie słucham niczego innego, wiem, że rychło mi się znudzi, bądź pojawi się coś nowego, taki mamy świat. Ale wiem również, że do tej płyty będę wracał i czekał, co nowego wyśpiewa nam Anja Plaschg.

Ludzie mówią, że ma akcent jak były gubernator Kalifornii... przeszkadza to wam??? :)

Umie sie tez uśmiechnąć- dowód- The End cover The Doors na początku i na końcu.

Płyty słuchałem dzięki Natcie :D .

Ocena 5,5/6
Mieszkam w pałacu Możliwości -
Piękniejszy to dom od Prozy -
O wiele więcej Okien -
Drzwi można szerzej otworzyć - E. Dickinson

Wróć do „Recenzje”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość