Dead Can Dance

Czyli wszystko, co lżejsze od metalu
Awatar użytkownika
Luna
Lokalizacja: Elliðaey
Podziękował: 86 razy
Podziękowano: 38 razy
Płeć: Kobieta

Re: Dead Can Dance

Postautor: Luna » 03 sierpnia 2012, 02:58

To ja jeszcze wrzucę tutaj okładkę Anastasis, żeby każdemu rzuciła się w oczy:

Obrazek

Ja nie słuchałam jeszcze całego albumu i nie widzę na stronie możliwości przesłuchania (jestem ślepa, czy już nie udostępniają?). Ale to nic, poczekam - premiera już 13 sierpnia! ;)

Kawałek "Amnesia" bardzo mi się podoba. Można przy nim odpłynąć... Podejrzewam, że reszta jest jeszcze lepsza :D.
Awatar użytkownika
misiek14
Lokalizacja: Sevenoaks
Płeć: Mężczyzna

Re: Dead Can Dance

Postautor: misiek14 » 26 sierpnia 2012, 18:40

Chciałbym poznać ten zespół. Co mi polecicie na początek?
Awatar użytkownika
Pepuś
Lokalizacja: Szczecin
Płeć: Mężczyzna

Re: Dead Can Dance

Postautor: Pepuś » 27 sierpnia 2012, 10:48

* Within the Realm of a Dying Sun (1987)

Jedna z najlepszych płyt w historii muzyki.
All I Want to Hear is the Sound of My Own Heart Stopping.
Awatar użytkownika
toyboy
Płeć: Nie wybrano

Re: Dead Can Dance

Postautor: toyboy » 27 sierpnia 2012, 13:51

mówisz Pępolu? w sumie jak znam póki co jedynie Serpent's Egg i Aion, więc ok złapię się za tę co poleciłeś w następnej kolejności - właśnie faza na DCD mnie znów złapała ;)
- ale ja jestem wyjątkowy!
- tak, jesteś. jesteś wyjątkowo chujowy.
Awatar użytkownika
DarkMoonlight
Lokalizacja: Góry
Podziękował: 1 raz
Podziękowano: 16 razy
Płeć: Mężczyzna

Re: Dead Can Dance

Postautor: DarkMoonlight » 18 września 2012, 23:27

Słuchaliście nowego dziecka Dead Can Dance? Ja przesłuchałem już parę razy i jestem w rozterce. Bo jak słucham bardzo dobrego zresztą Anastasis to mam wrażenie jakby Lisa i Brendan nagrali swoje partie w domu, ułożyli w odpowiedniej kolejności i wydali album. Nie wiem ale ja nie czuję ich 'kooperacji'. Słuchałem dużo solowych krążków tej dwójki Australijczyków i nowe DCD nie różni się za bardzo od nich. Ja czuję się trochę zawiedziony. Może dlatego, że Anastasis to naprawdę świetna płyta. Przy takim 'Anabasis i wokalu Lisy czuję się wolny jak ptak, zamykam oczy i nie ma mnie w tym świecie. Jestem całkowicie w innym miejscu. 'Agape' i ten orientalny początek - wspaniały. Moim faworytem z krążka jest 'Kiko', bo ja jestem zwolennikiem tych pokręconych, dziwnych, pięknych, oszałamiających wokaliz pani Gerrard. Zastanawiam się skąd u niej taki głos. Nie ma takiego drugiego i nie będzie - jedyna w swoim rodzaju, wspaniała artystka.
Ja czuję się trochę oszukany. Bo czekałem na powrót zespołu kultowego. Zespołu, który tworzył razem. A co dostałem wspaniały split Lisa Gerrard/ Brendan Perry z prześliczną okładką i przejmującą muzyką.
Wszystko jest gównem prócz moczu./wisdom/
Awatar użytkownika
Luna
Lokalizacja: Elliðaey
Podziękował: 86 razy
Podziękowano: 38 razy
Płeć: Kobieta

Re: Dead Can Dance

Postautor: Luna » 30 września 2012, 01:56

Coś w tym jest... takie małe oszustwo z tym powrotem. Jakby chcieli coś jeszcze wydusić z renomy DCD :?. Nie lubię takich wokalnych podziałów, bo album brzmi wtedy, jak przypadkowy zlepek.

Pojedyncze utwory brzmią oczywiście przyzwoicie, ale teraz w ogóle nie mam nastroju na tak zimną muzykę, więc nie jestem w stanie ocenić jej z serca. Chyba cały czas najbardziej jestem zauroczona Amnesią.


Miśku, próbowałeś Dead Can Dance?
Awatar użytkownika
misiek14
Lokalizacja: Sevenoaks
Płeć: Mężczyzna

Re: Dead Can Dance

Postautor: misiek14 » 30 września 2012, 12:37

Luna pisze:Miśku, próbowałeś Dead Can Dance?
Nie. Ostatnio "kupiłem" ten album polecany przez Pepusia, ale coś tam się schrzaniło i kilka plików jest uszkodzonych, a konkretnie kawałki nr. 5,6 i 9. :? Ale przesłucham te co mam ;)
Awatar użytkownika
misiek14
Lokalizacja: Sevenoaks
Płeć: Mężczyzna

Re: Dead Can Dance

Postautor: misiek14 » 15 listopada 2012, 17:26

Wzięło mnie *.* Ale mam za słaby internet, żeby "kupić" sobie więcej płyt, więc na razie się raczę jedną, tą którą mi poleciliście :) Ale brakuje mi tam jednego kawałka, nie pamiętam którego ;)
Anyway, czy tylko moja wersja "Cantary" i którejś jeszcze piosenki są na żywo, czy to na każdym egzemplarzu tak jest ?
Awatar użytkownika
toyboy
Płeć: Nie wybrano

Re: Dead Can Dance

Postautor: toyboy » 16 stycznia 2013, 13:18

Misiek - minęło trochę czasu więc pewnie znalazłeś już odpowiedź ;) Jeśli chodzi o Cantarę to jest ona też wykonywana na płycie Toward the Within - a cały album został nagrany na żywo, więc pewnie ktoś sprytnie podmienił jedną z drugą i tak Cię zrobił w balona :O

Omatkosałatko!

Spędziłem dosłownie cały grudzień i prawie pół stycznia (miałem parę dni przerwy) na systematycznym poznawaniu dyskografii DCD. Masakra, nie wiem czy kiedykolwiek jakaś muzyka mnie tak wessała, no może poza toolem. Im więcej się słucha, tym więcej chce się słuchać dalej. Jakaś masakra. Po około 2 tygodniach człowiek łapie się na śpiewaniu z Lisą i Brendanem, po miesiącu na śpiewaniu do jakiegokolwiek instrumentalnego utworu hahah :D Całej dyskografii jeszcze nie skończyłem ale została mi już tylko końcówka. Moje wrażenia z dotychczas poznanych płyt to:

- Dead Can Dance - po przełamaniu się do dość słabej jakości nagrania, pozostało mi tylko zachwycanie się kolejnymi kawałkami, zupełnie jeszcze innymi niż to co będzie później, no ale taki Ocean, Frontier, The Trial, Passage in Time, czy Fortune, rozwalają totalnie, no i ciężkie mroczne wejście - Fatal Impact! Whoa! Nie chce mi się aż wierzyć że w czasie nagrywania tej płyty Lisa z Brendanem byli ode mnie młodsi... ach.
- Spleen and Ideal - Na tej płycie chwyciło mnie zupełnie. Ulubione kawałki to Advent, Avatar i Mesmerism. Świetny klimat, podobny do tego na pierwszej płycie, ale ładniej już nagrany. W sumie te dwie pierwsze płyty dość mocno różnią się od pozostałych. Coś zniknęło na kolejnych płytach.
- Within the Realm of Dying Sun - Pepelu miał sporo racji pisząc o zajebistości płyty. Zaczyna się przecudownym Anywhere out of the world w którym w zasadzie od razu widzimy przepaść między tą płytą a poprzednimi. Zajebista już produkcja, cały ten ciężar i bogactwo brzmień, pojawia się cała masa instrumentów, co przewija się dalej, płyta wybucha jeszcze przy okazji Xaviera no i oczywiście Cantary totalnie mnie masakrującej! Persephone na końcu również rozwala. Płyta świetna i niewątpliwie otwierająca jakiś inny, kolejny rozdział w dyskografii.
- The Serpent's Egg - tutaj z kolei mamy, moją ulubioną płytę DCD. Chyba. Wszystkie trzaskają mnie na tym samym poziomie mniej więcej. No ale. Ta była pierwszą którą usłyszałem. W przeciwieństwie do poprzedniczki, ta raczej nie stawia na przepych i złożone konstrukcje. Jest raczej skromna, jeśli chodzi o instrumentarium, które zazwyczaj stanowi jedynie tło dla głosów, którym częściej zdarza się wybrzmiewać w ciszy i harmonii - choćby takie chociażby The Writing on my Father's Hand, albo Severance - gdzie całą magią jest prostota i cudowne melodie... Całość przyspiesza dopiero na koniec w trzech kawałkach - Echolalia, Mother Tongue i Ullyses z których najbardziej cenię sobie Ullyses - jakoś tak piosenki Brendana bardziej mnie poruszają.
- Aion - Dziwna to płyta jak dla mnie. Dlaczego? bo składa się z kilku wielkich utworów - totalnego Black Sun, Song of Sibyl, Fortune Presents Gifts not according to the Book i As the bell rings, the maypole spins i otacza je całą masą krótkich Lisowych śpiewanek, które jakoś umykają mi bokami, tak, że nie zapamiętałem większości z nich. Ach jeszcze Saltarello - razem z Song os Sibyl wykopane gdzieś z mroków historii i cudownie nagrane. Płyta znów skupia się bardziej na wokalu niż na instrumentalnym tle. wyjątkiem jest tu Black Sun. Totalna Magia, ogrom i złożone brzmienie!
- Into The Labirynth - po oszczędnych i stłumionych SE i Aion, ta płyta naprawdę mocno skopała mi dupsko. W sensie znów pojawiają się dłuższe, złożone hymny Brendana, wszystkie utwory są cieplej otulone rozmaitymi instrumentami. Sporo jakichś indiańskich inspiracji, sporo orientu. Na czele stoi twardo The Ubiquitous Mr. Lovegrove, zaraz za nim Emmeleia która zahipnotyzowała mnie bardzo, jako że kocham Irlandię, strasznie poruszyło The Wind that shakes the Barley. Wszystkie piosenki Brendana rozwalają mnie tu tekstami, no i brzmieniem oczywiście. Dobry, kolejny krok na przód w dyskografii.
- Toward the Within - tu byłem straaasznie zaskoczony. Płyta Live... z zupełnie nowym materiałem :O (poza chyba trzema utworami, Cantara, Barley, Sibyl). No i miłość od pierwszego usłyszenia - Rakim. Zdecydowanie najlepszy kawałek na płycie. Usłyszałem go pierwszy raz i zbierałem szczękę z ziemi. Tutejsze wykonanie Cantary to normalnie jakaś masakra! Do tego i am stretched on your grave - kolejna staroirlandzka pieśń, I can see now cudowna melodia, coś niesamowitego! No i Don't Fade Away zamykający całą płytę. Cudowne to. W sensie na żywo wszystkie te piosenki łapią jakąś dodatkową energię, coś nieuchwytnego jeśli chodzi o albumy studyjne. Czary mary!
- Spiritchaser - poznaję ją obecnie, więc świeże, wstępne wrażenia tylko zapisać mogę. Produkcyjnie brzmi mistrzowsko. Najlepiej z całej jak do tej pory dyskografii. No i nastrój! i klimat! normalnie żywcem wyciągają na pustynię, aż się piach w oczach czuje! Niesamowite. Song of the Stars i Indus zdecydowanie na pierwszym miejscu! Jaki nastrój! Coś niesamowitego!

Masakra! jedna z największych muzycznych przygód jakie przeżyłem ever!
- ale ja jestem wyjątkowy!
- tak, jesteś. jesteś wyjątkowo chujowy.
Awatar użytkownika
toyboy
Płeć: Nie wybrano

Re: Dead Can Dance

Postautor: toyboy » 22 czerwca 2013, 17:18

whoa!

Od stycznia trochę się się tego nasłuchało. Poznałem w końcu najnowszy album, Anastasis, który wylądował bez większych problemów na podium ulubionych płyt DCD. Płyta totalnie świetna - Children of the Sun rozwala, głównie konstrukcją - tymi przejściami w połowie aż do końca no i ma jeden TAKI moment, jak ktoś słuchał, to chyba od razu wiadomo o którą chwilę chodzi. Masakra. Potem świetne orientalne Anabasis i Agape, potem Amnesia (muszę przyznać że to jak dla mnie najsłabszy kawałek na płycie - nie jest zły, ale jak dla mnie wyraźnie odstaje od pozostałych) Po nim Kiko! Kiko jest przecudowny od początku do końca! Cały ten ciężar mnie masakruje tam. Potem Opium, które chyba jest najlepszym kawałkiem na płycie, no i Return of the She-king - czysta harmonia i piękno - inaczej nie da się tego opisać no i na koniec All in good time. Ładny i ciekawy utwór, choć też dość mocno w tyle za trzema poprzedzającymi go cudami.

Tak jak pisałem jedna z trzech ulubionych płyt DCD, - Spleen and Ideal, Within the realm of Dying Sun no i właśnie Anastasis. Ciężko powiedzieć która najlepsza, powiedzmy że remis.

No a 2 tygodnie temu byłem na koncercie we Wrocławiu, no i był to zdecydowanie najlepszy koncert jaki widziałem. W sumie dużo pisać nie ma co - ta płyta promująca trasę - In Concert - dość wiernie oddaje to co dało się usłyszeć na koncercie. Poza tym zagrali jeszcze Black Sun - z takich niespodziewanych rzeczy ;) Skupili się głównie na nowej płycie... ale to dobrze bo płyta świetna. Whoa!
- ale ja jestem wyjątkowy!
- tak, jesteś. jesteś wyjątkowo chujowy.

Wróć do „Inne kopaliny niemetalowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości