Ulver

Czyli wszystko, co lżejsze od metalu
Awatar użytkownika
Bastet
Lokalizacja: Królewskie Miasto Kraków
Płeć: Kobieta

Ulver

Postautor: Bastet » 02 marca 2009, 13:42

"Ulver" to po norwesku "wilki", ale nie mylić tego z naszymi słowiańskimi Wilkami. Wink
Wilcza sfora z dalekiej Norwegii, działająca po wodzą genialnego i wszechstronnie uzdolnionego Kristoffera Rygga, znanego szerzej jako Garm, to nie tyle zespół co zjawisko.
Garm założył Ulver, gdy miał 16 lat, ale od pierwszego, wściekle blackowego demo "Vargnatt" było wiadomo, że to projekt zupelnie nietuzinkowy.
Każda płyta norweskich wilków jest inna - przeszli etap blacku, progresji, fascynacji folkiem, zawsze jednak nagrywając płyty niezwykłe.
Od albumu "Themes from William Blake's The Marriage of Heaven and Hell" (który to album, ciekawostka, został zaprezentowany norweskiemu następcy tronu jako jedno z najwybitniejszych dokonań norweskiej muzyki współczesnej) zaczął się obecny styl grupy - niezwykły, nowoczesny, elektroniczny kosmos, którego częściami składowymi są industrial, elementy metalu i rocka progresywnego, jazzu, bluesa, ambientu, trip rocka i sam diabeł wie, czego jeszcze.
Garm to z kolei, obok Vegarda Sverre Tveitana i Simena Hestnaesa najlepszy norweski wokalista alternatywny - skala głosu i możliwości wokalne po prostu niewyobrażalne.
Jeśli ktoś zna, to proszę o wypowiedź. Jeśli nie - natychmiast nadrobić zaległości. Z czystym sumieniem polecam jako jeden z najciekawszych zespołów świata.
You're always so perceptive about everyone but yourself.
Pendulum Prey
Lokalizacja: Chamber of Divine Elaboration
Płeć: Mężczyzna

Re: Ulver

Postautor: Pendulum Prey » 07 marca 2009, 07:30

Ulver na pewno jest godny zainteresowania. Na pewno najwybitniejszymi albumami "wilków" są "Themes From William Blake's The Marriage of Heaven and Hell" (miałem kolegę którego prześladował pech do tego wydawnictwa:D Ilekroć kupował albo kopiował ten albumik i później komuś go pożyczał, nigdy nie odzyskiwał taśmy - chyba z 5-6 razy tak się stało :lol: "Themes from..." jest po prostu tak dobry, że nikt nie jest w stanie mu się oprzeć.) i "Perdition City" - taśmę z tym albumem dosłownie zajechałem na śmierć:D
Doskonały jest też "Kveldssanger" - w całości akustyczny, folkowy.
Muszę dokładniej posłuchać nowszych wydawnictw, bo nie ukrywam, że nie wgłębiałem się w nie zbyt pilnie :roll:
The fact is that far more crime and child abuse has been committed by zealots in the name of God, Jesus and Mohammed than in the name of Satan
Awatar użytkownika
Luna
Lokalizacja: Elliðaey
Podziękował: 75 razy
Podziękowano: 53 razy
Płeć: Kobieta

Re: Ulver

Postautor: Luna » 10 marca 2009, 00:54

Nattaa pisze:Notabene, bardzo dobrze wypadł ten duet. Nie wiem, kim jest Kristoffer Rygg, ale podoba mi się jego niska barwa głosu.

Kochana, koniecznie tutaj zajrzyj i się dowiedz, bo nawet nie wiesz, ile tracisz. Kristoffer Rygg, to nikt inny, jak tylko genialny Garm, któremu biję pokłony za niesamowity głos i charyzmę. W mej osobistej hierarchii geniuszów umiejscowiony jest wyżej, niż Ihsahn :D.

Wilki poznałam dzięki Bastet, która to wiecznie wciska mi jakieś szatańskie nagrania, robiące sieczkę z mego, wątpliwego istnienia, mózgu. Tak było i w tym przypadku. Usłyszałam i z miejsca wzięłam, i się zakochałam. Najbliższy memu sercu jest album Shadows of the Sun. Coś na kształt recenzji:

Ulver - Shadows of the Sun (2007)

Są rzeczy, o których pisać się nie powinno. No bo jak ująć czyste piękno w sztywne ramy znaków graficznych? Właśnie dlatego miałam tyle problemów z napisaniem kilku słów o kolejnym albumie Norwegów z Ulver. Po surowym tworze z pazurem - Blood Inside, przyszedł czas na mieszaninę piękna, powabu, zmysłowości, odrobiny tęsknoty i smutku. Przyszedł czas na Shadows of the Sun.

Album rozpoczyna spokojne "Eos". Utwór delikatnie wprowadza nas w świat wysublimowanych dźwięków. Już od samego początku uwagę zwraca niebanalny tekst, typowy dla norweskich Wilków. Druga pozycja, to "All the Love". Z pewnością jest to jeden z najlepszych utworów na krążku. Kończy się bardzo mądrymi i prawdziwymi słowami: "For love, the only thing that makes us human". Zaraz po tym Garm zwraca się do kobiety w "Like Music". Ciepłym głosem kochanka wyśpiewuje kolejne słowa jednak po: "It is fading" i chwilowym wyciszeniu już nie jest tak kolorowo . Rośnie napięcie, a dźwięki wywołują dreszcze. Jest to swojego rodzaju wprowadzenie do "Vigil". Utwór rozpoczyna się szeptem Garma, tworzącym niesamowity klimat. Niemalże można ujrzeć przed sobą tłum ludzi pogrążonych w ciemnościach i ciszy, ze świecami w dłoniach. Zaraz po tym nadchodzi czas na kluczowy utwór "Shadows of the Sun". Pierwsze słowa wyśpiewuje leniwy, stłumiony głos, jakby wydobywający się spod ziemi, należąc do istoty spoza naszego świata. Muzyka delikatnie kołysze. "Close your eyes and see the stars". Chciałoby się zasnąć, ale nie można. Dźwięki przeszywają ciało na wskroś, a pod powiekami naprawdę pojawiają się mieniące gwiazdy. "Let The Children Go" rozbija na części pierwsze. Przejmujące, pesymistyczne dźwięki i takie samo zakończenie: "Without dreams we have nothing". "Solitude", to niepodważalny dowód na to, że cover może być lepszy od oryginału. Chociaż... czy na pewno lepszy? Norwegowie z utworu Black Sabbath zrobili coś zupełnie nowego i innego. W powietrzu aż wyczuć można samotność, staje się ona czymś namacalnym. Nagle okazuje się, że tak naprawdę wszyscy jesteśmy samotni. "Funebre", to kilka minut smutku, zadumy, odrobiny mroku i głowy pochylone nad mogiłą. Utwór "What Happened" zamyka album. Dochodzimy do pewnych wniosków, przemyśleń: "It is in your hands, like everything..."

Shadows of the Sun nie jest płytą, której można sobie posłuchać podczas wycierania kurzów. Nawet, jeżeli będziemy chcieli to zrobić, to nasze ciało i tak odmówi posłuszeństwa i całe zamieni się w słuch. Naiwnie przyjmie na siebie miękkie, magiczne dźwięki klawiszy i nieskazitelny, uspokajający głos Garma. Wydźwięk albumu jest pesymistyczny, jak sama jego nazwa, jednak dostrzegam w nim zawoalowane strzępki wspomnień o marzeniach i miłości, którym mimo wszystko udaje się od czasu do czasu przebłysnąć. Nie bez powodu tak często wspominałam o tekstach. To bardzo mocna strona albumu. Niebanalne, mądre, a czasem bardzo zaskakujące. Shadows of the Sun polecam każdemu, kto od muzyki wymaga dużo.


Natta, na podstawie twoich postów zdążyłam mniej więcej nakreślić zarys tego, co lubisz i jestem przekonana, że twórczością Ulver będziesz zachwycona.
Awatar użytkownika
Natta
Lokalizacja: Allenstein
Podziękował: 38 razy
Podziękowano: 34 razy
Płeć: Kobieta

Re: Ulver

Postautor: Natta » 10 marca 2009, 01:31

Dziękuję za wyjaśnienia : ) Na pewno się z nimi zapoznam i podzielę się wrażeniami.
Awatar użytkownika
DarkMoonlight
Lokalizacja: Góry
Podziękował: 2 razy
Podziękowano: 19 razy
Płeć: Mężczyzna

Re: Ulver

Postautor: DarkMoonlight » 10 marca 2009, 10:38

Ja również nie znałem Ulver-a:) Wiem, że jedno przesłuchanie albumu Shadows Of The Sun to za mało, żeby się obiektywnie wypowiedzieć, ale powiem tak. Ulver na tym albumie prezentuje się nieziemsko, zaletą jest niski, wyważony głos wokalisty i piękna delikatna muzyka, ale niosąca ze sobą tyle smutku, niepokoju, że trudno to opisać;) Ciężko wybrac najlepszy utwór, bo ja traktuje tą płytę jako całość, nie potrafię jeszcze na tą chwilę wyróżnić jakiegoś konkretnego utworu, ale najbardziej w pamięci zapadł mi What Happened? ze względu na świetny tekst a także Solitude, tylko dlatego, że jest to jedno z moich ulubionych słów w języku angielskim:) Zachęcony świetną płytą SOFS sięgam po inną zatytułowaną Blood Inside.
Wszystko jest gównem prócz moczu./wisdom/
Awatar użytkownika
Bastet
Lokalizacja: Królewskie Miasto Kraków
Płeć: Kobieta

Re: Ulver

Postautor: Bastet » 10 marca 2009, 13:01

Natta pisze:Notabene, bardzo dobrze wypadł ten duet. Nie wiem, kim jest Kristoffer Rygg, ale podoba mi się jego niska barwa głosu.


Kim jest? Są dwie wersje. Jedną, bardziej rozbudowaną znajdziesz w Wikipedii. Druga, treściwsza zawiera się w zdaniu "Jest bogiem." :D :D :D

Ulver, Ulver...nie znam osoby, która po zapoznaniu się z ichnią twórczością miała o nich jakieś inne mniemanie niż całkowicie i bez zastrzeżeń dobre. Słuchając ich ostatnich dokonań aż trudno uwierzyć, że startowali jako siarczyście i po norwesku black metalowy band. Czcili diabła aż miło :DDD
Mój osobisty przegląd płyt Wilczków, kto zechce, skorzysta. Nie uwzględniam wszystkich płyt tzn. wszystkich kompilacji, minialbumów i muzyki filmowej jako iż albo ich nie znam (jeszcze) albo znam pobieżnie. Opisuję ino to, co znam i mam.
* Vargnatt - demo(1993) - szesnastoletnie jelonki w skórzanych rajtuzkach i ich pierwsze dokonanie, wpisujące się idealnie w obowiązującą tempore illo konwencje norweskiej odmiany metalu. Kolega Nidhogg, którego cytować będę nie raz, raczył kiedyś zauważyć, że to demo zjada na śniadanie większość ówczesnej sceny. Owszem. Nawet te komiczne wycia nie psują efektu.
* Bergtatt - Et Eeventyr i 5 Capitler (1994) - nigdy nie mogłam się do tej płyty przekonać. Może kiedyś mi minie.
* Kveldssanger (1995) - kiedyś nie znosiłam, teraz polubiewam systematycznie. Jeśli komuś folk kojarzy się z potańcówą na klepisku to niech sobie sięgnie po ten album.
* Nattens Madrigal - Aatte Hymne Til Ulven I Manden (1996) - sięgnijcie sobie sami.
* Themes from William Blake's The Marriage of Heaven and Hell (1998) - ulverowska interpretacja muzyczna tekstów Wiliama Blake'a. To nie jest łatwa płyta. To jest genialna płyta.
*Metamorphosis (1999) - strasznie lubię ten minialbum. Ostro sobie poczynają z elektroniką i wychodzą im cudeńka. Awangardowa dyskoteka? Czemu nie :D
* Perdition City (2000) - eklektycznie i zawile. Do tej pory uważany za najbłyskotliwszy krążek Ulver "Perdition City" wyznaczyło nowe tory dla tzw. "awangardy". Mnóstwo elektroniki i cytatów z innych stylów, wkręcających się w głowę. "Nowhere/Catastrophy", które jest mieszanką wszystkiego, słucha się na kolanach.
* Blood Inside (2005) - od tego albumu zaczynałam :] Jest zimny, surowy, minimalistyczny i nagrany z chirurgiczną precyzją. Oczywiście, dużo elektroniki, dużo zabawy z gatunkami. Świetne "It is not sound" z wariacją na temat Bacha i przepiękny ocieplacz albumu czyli "Blinded by Blood", utwór poświęcony nowonarodzenu synowi Garma. Na tej płycie nie ma złej kompozycji.
* Shadows of the Sun (2007) - wielkie zaskoczenie dla wszystkich, którzy wyczekiwali kontynuacji stylistyki z poprzednich płyt. Wszechobejmująca, ciepła i klimatyczna muzyka. Nie dla wszystkich.
You're always so perceptive about everyone but yourself.
Marzyciel
Płeć: Nie wybrano

Re: Ulver

Postautor: Marzyciel » 29 marca 2009, 21:16

Uwielbiam Ulvera :D Najbardziej cenię sobie Kveldssanger gdyż ta płyta ma tak genialne akustyczne dźwięki które tak kocham, że się rozpływam :D I ten klimat takiego mistycyzmu. Zawsze mi się kojarzy z Inkami lub Majami i wyobraźnia mi tworzy krajobrazy tych krain. Dalej Perdition City które mnie niesamowicie hmmm wycisza i uspokaja. No i oczywiście Shadows Of The Sun który poza muzyką ma też jedną z moich ulubionych okładek!
Piotrjajko
Posty:
Rejestracja:

Re: Ulver

Postautor: Piotrjajko » 12 kwietnia 2009, 11:27

Kiedyś byli lepsi niż dzisiaj, cenię ich szczególnie za pierwsze płyty. Podoba mi się ich nastrój. Wolne, ciężkie i przepełnione zapachem świeżo zmielonej kawy znad zachodniego wybrzeża....to jest to co kocham w Ulver.

Edit by Luna
Awatar użytkownika
DarkMoonlight
Lokalizacja: Góry
Podziękował: 2 razy
Podziękowano: 19 razy
Płeć: Mężczyzna

Re: Ulver

Postautor: DarkMoonlight » 13 kwietnia 2009, 23:42

Nie znałem płyty Ulvera Kveldssanger ale poznałem, dziś jej słucham i muszę powiedzieć cudo;) Takie dźwięki kocham, delikatne instrumenty strunowe, świetne wokale, kocham niskie męskie wokale, bo sam taki posiadam, aż chce się zamknąć oczy i wsłuchiwać się w dźwięki, jakie wydobywają się z głośników... No jak dla mnie to album wspaniały, powalający na kolana. A myślałem, że Shadows Of The Sun nic nie będzie w stanie przebić, a tu taka pozytywna niespodzianka;) Polecam ten album, jak i inne Ulvera.
Wszystko jest gównem prócz moczu./wisdom/
Awatar użytkownika
Viento
Lokalizacja: Łódź
Podziękował: 27 razy
Podziękowano: 11 razy
Płeć: Kobieta

Re: Ulver

Postautor: Viento » 18 kwietnia 2009, 19:05

Kveldssanger nie zrobił na mnie takiego wrażenia jest Shadows of the Sun. Kveldssanger jest bardzo spokojne, niskie głosy faktycznie tworzą niesamowitą, tajemniczą atmosferę. W tym albumie jest dużo wolności, powietrza i przestrzeni, ale także smutku i zadumy. Całość jest głęboko relaksująca.

A wieczorem posłucham sobie Shadows of the Sun. Dawno tego nie słuchałam.

Wróć do „Inne kopaliny niemetalowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość