Biografie

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem.”
- Kornel Makuszyński
Awatar użytkownika
Natta
Lokalizacja: Allenstein
Podziękował: 30 razy
Podziękowano: 22 razy
Płeć: Kobieta

Re: Biografie

Postautor: Natta » 16 lutego 2017, 18:19

Luna pisze:Z tymi butelkami, to chyba ktoś coś poprzekręcał, bo to te cielaki nosiły imiona Pepsi i Cola :)


Tak, nosiły takie imiona, prawdopodobnie właśnie od butelek, z których je karmiono - na jednym ze zdjęć Wilczka umieszczonych w "Sadze puszczy białowieskiej" widać wyraźnie logo Pepsi-Coli na butelce :) Jutro będę w pracy, to zrobię zdjęcie tego zdjęcia. I chyba wrzucę sobie na tapetę, bo jest piękne :)
Awatar użytkownika
Luna
Lokalizacja: Elliðaey
Podziękował: 54 razy
Podziękowano: 42 razy
Płeć: Kobieta

Re: Biografie

Postautor: Luna » 17 lutego 2017, 03:33

Ajjj... masz rację! :) Teraz doczytałam.
Awatar użytkownika
Natta
Lokalizacja: Allenstein
Podziękował: 30 razy
Podziękowano: 22 razy
Płeć: Kobieta

Re: Biografie

Postautor: Natta » 17 lutego 2017, 14:27

:)

Teraz mam czas, żeby napisać troszkę więcej na temat Twojej wypowiedzi - oczywiście ze wszystkim się zgadzam, zwłaszcza, jeżeli chodzi o wycieczkę po krakowskich ścieżkach Simony. Byłam w Krakowie w grudniu na dwa dni i bardzo żałuję, że nie byłam już wtedy po lekturze biografii - zobaczyłabym chociaż Kossakówkę.

Luna pisze:Nie miałam w rękach wielu biografii, ale ta jest najlepsza jaką czytałam.


Biografie to bardzo, bardzo wdzięczny gatunek ;) Niektóre są dosyć suche i rzeczowe, ale w niektórych bardzo dużo jest ciepła i serca. I w sumie dałaś mi pretekst, żeby nadrobić zaległości i napisać o paru książkach, które czytałam ostatnio, ale nie napisałam o nich tutaj. Było wśród nich kilka biografii albo takich książek, które miały elementy biograficzne, więc to dobra okazja ;)

Kawał wspaniałej roboty zrobiła Magdalena Grzebałkowska, pisząc "Portret podwójny" o Tomaszu i Zdzisławie Beksińskich. Biografia jest bardzo rzeczowa i dokladna, osią zdarzeń tak naprawdę jest Zdzisław - autorka szczegółowo opisuje jego długie życie aż do dzieciństwa po tragiczną śmierć. I tak serio wydaje się, że te wszystkie, ważne przecież postaci, takie jak żona Zosia, syn Tomasz - wybitny przecież dziennikarz muzyczny, marszand Dmochowski, matka, teściowa, przyjaciele - były gdzieś tylko przystankami na drodze Zdzisława. Ale wszystko jest bardzo delikatnie, rzetelnie, i również bez wzbudzania sensacji, opisane. Bo wokół rodziny Beksińskich jest wiele kontrowersji, zwłaszcza wokół postaci Tomasza. Niektóre z jego bliskich kobiet wciąż żyją, inne zmarły dopiero niedawno (np. słynna Nadkobieta, której tożsamość nieelegancko ujawnił kiedyś Mariusz Szczygieł). Żyją przyjaciele Tomka, tacy jak Anja Orthodox czy współpracownicy, jak np. Wiesław Weiss, którzy mają różne zdania na ten temat. Ta biografia chyba w nikim nie wzbudziła kontrowersji ani nikogo nie uraziła, mimo bardzo dokładnego opisania życia i charakterów całej rodziny.

Niezwykle rzeczowo, ale jednocześnie nie bez ciepła opisała Boel Westin twórczynię Muminków, Tove Jansson, w biografii "Mama muminków". Swoją droga, nie znoszę tego polskiego tytułu i nie znoszę okładki polskiego wydania. W oryginale brzmi brzmi "Tove Jansson. Życie, sztuka, słowa", a na okładce jest po prostu portret Tove. Tove się przewraca w grobie, bo była przede wszystkim malarką, i czuła się bardziej nią niż twórczynią historii o przyjaznych trollach. Muminków się nie wstydziła, ale czasami chciała od nich uciec. Czego nie zrobi polski wydawca, żeby książka się lepiej sprzedawała. :evil: :evil: :evil: Nie wystarczyło dać na okładkę zdjęcia Tove z Muminkami - trzeba było je jeszcze paskudnie zamalować tym tytułem "Mama muminków"...
Tove Jansson to też bardzo ciekawa postać. Była niezwykłą artystką, również kochającą naturę. Całe letnie miesiące spędzała ze swoją życiową partnerką Tuulikki Pietilą (pierwowzorem muminkowej Too-Tiki) na wyspie Klovharu, gdzie miała letni dom.

Ciekawy jest reportaż z elementami biografii "Jeden z nas" autorstwa Asne Seierstad. Jest to książka o Andersie Breiviku i o morderstwie na wyspie Utoya. To jeden z lepszych reportaży jaki czytałam. Na pierwszy rzut oka "książka o Breiviku" brzmi niebezpiecznie. To przecież morderca, prymitywny, zadufany w sobie socjopata z osobowością narcystyczną, który do tej pory stoi kością w gardle norweskiemu społeczeństwu. Zamordował prawie setkę nastoletnich ludzi - młodych, zaangażowanych społecznie, w zasadzie jeszcze dzieci - tylko dlatego, że w jego szalonej głowie uroiło się, że są to młodzi lewacy, komuniści, których trzeba eksterminować. Dlaczego komuś takiemu poświęcać książkę? Czy ktoś chce rozpropagować postawę Breivika i uczynić z niego obiekt kultu dla potencjalnych naśladowców? Otóż nie. Asne Seierstad równolegle z życiem Breivika opisuje także jego ofiary. Opisuje narodziny i dzieciństwo kilku z nich tak samo starannie i dokładnie, jak narodziny i dzieciństwo mordercy. Pokazuje motywacje tych młodych ludzi, ich zaangażowanie w budowę lokalnych społeczności, chęć do zrobienia czegoś razem na rzecz ogółu, dbanie o ekologię i tym podobne sprawy. A opisując Breivika, nie używa tych wszystkich epitetów, jakimi ja go obrzuciłam, nie wyśmiewa go, ale chirurgicznie dokładnie opisuje jego wszystkie słabości i problemy. Breivik sam się zatem ośmiesza swoim zachowaniem i swoimi wypowiedziami.
Najbardziej poruszający był opis masakry na wyspie Utoya, relacje świadków, którzy chowali się gdziekolwiek, aby tylko przeżyć. Powiem szczerze, że płakałam, czytając tę książkę. Wrzucę tu tylko jeden cytat:
"Nad całą wyspą rozbrzmiewały przeróżne dźwięki. Początek jakiejś symfonii, piosenka Biebera, melodia z Rodziny Soprano albo po prostu standardowe dzwonki. Wiele telefonów było wyciszonych, bo ich właściciele próbowali się ukrywać i nie chcieli, żeby dźwięk ich zdradził. Te aparaty tylko świeciły w ciemności. Niektóre pod kocem, w jakiejś kieszeni, w zesztywniałej dłoni. Tych telefonów miał nikt nigdy nie odebrać. Jedynie wyznaczeni do czuwania przy zmarłych słyszeli melodyjki i widzieli rozjaśniające się raz po raz ekrany. Mama Mama Mama Mama."
Niezwykła delikatność, z jaką autorka opisuje ofiary i ich rodziny, z jaką podchodzi do tych tragedii, żeby nikogo nie zranić, również imponuje. Tę książkę po prostu warto przeczytać, żeby zapamiętać, kim były zastrzelone dzieci, bo tak naprawdę o to w niej chodzi.
Awatar użytkownika
ecia
Lokalizacja: Hajduki
Podziękował: 16 razy
Podziękowano: 7 razy
Płeć: Kobieta

Re: Biografie

Postautor: ecia » 11 marca 2017, 21:39

Nigdy nie interesowały mnie książki o zespołach, ale gdy dowiedziałam się w zeszłym roku o planowanej premierze biografii Riverside stwierdziłam, że muszę to przeczytać i zamówiłam książkę w przedsprzedaży.
Książka dobrze się czyta, najbardziej wciągnął mnie początek, historia każdego z muzyków, pierwsze przygody okołomuzyczne, pierwsze inspiracje i zakończenie na którym upłakałam się solidnie. Wszystkie albumy opisane są utwór po utworze, Mariusz opowiada czym się inspirował, możemy poznać cały proces powstawania płyt - zarówno komponowania jak i nagrywania. W książce jest sporo szczegółów, ale nie znużyła mnie. Dodatkowo sporo miejsca poświęcone jest też solowemu projektowi Mariusza - Lunatic Soul. Najprzyjemniej chyba czytało mi się te wspominki chłopaków z okresu kiedy zespół dopiero się formował oraz z tras koncertowych.

Najbardziej zainteresowała mnie sprawa z niedoszłą współpracą Riversajdów z twórcami Wiedźmina. Przed premierą gry (części drugiej) w internecie pojawiła się informacja, że utwór "Forgotten Land" (z epki "Memories in my head") ma promować grę, niestety nic z tego nie wyszło. Tak całą sprawę komentuje Mariusz:
"Kłopoty i rozbieżności powstały w momencie, kiedy okazało się, że CD Project chciałby umieścić ten numer na płycie, ale za darmo, a chłopaki bardzo chcieli mieć z tego jakieś pieniądze. Dla samej zasady, żeby było chociaż 0,1 grosza od płyty. Byłem za tym, żeby udostępnić im to za darmo w ramach promocji, ale pomysł się nie spodobał. Moim zdaniem pod względem marketingowym zrobiliśmy głupi ruch, ale chłopaki stwierdzili, że "trzeba się szanować", więc uszanowałem ich decyzję."
Czyli znów się sprawdziło: jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kasę. Chociaż nie dziwię się chłopakom, bo Wiedźmin to marka i powinni płacić innym za ich pracę, a nie liczyć, że reklama wystarczy zamiast zapłaty.

Książkę polecam fanom Riversajdów, resztę pewnie by znudziła :)
Powiedzieć wszystko?
Nie to niemożliwe.
Zawsze zostaje to co najważniejsze
i co się nie da okpić powiedzeniem.
Awatar użytkownika
Natta
Lokalizacja: Allenstein
Podziękował: 30 razy
Podziękowano: 22 razy
Płeć: Kobieta

Re: Biografie

Postautor: Natta » 12 marca 2017, 10:23

Ale z drugiej strony studio CDP RED juz wtedy wiedziało, jakim sukcesem będzie gra, i miało pełną świadomość potencjału marketingowego, jaki oferuje zespołowi. Riverside wtedy stracił. Ale z drugiej strony, za pracę się płaci, i Redzi mogliby wtedy pójść na kompromis, choćby w formie jednorazowego wynagrodzenia, z czystej przyzwoitości. Ciężko mi tutaj źle oceniać którąkolwiek ze stron, bo reklama też ma wymierną wartość finansową i mogłaby być formą zapłaty.

Mnie też się bardzo podobała biografia Riverside, jest szczegółowa, rzetelnie napisana i wciągająca. Męczące jest tylko takie zarysowywanie sytuacji polskiego rynku przed każdym rozdziale o kolejnych płytach i porównywanie Riverside do takich zespołów, jak np. Coma pod względem obecności na polskim rynku muzycznym. Moim zdaniem troszkę nie tędy droga. To było nudne i to autor mógł sobie darować. Ale całą resztę oceniam bardzo na plus. Zespół już wtedy przeżył tyle, że starczyło historii na zapełnienie książki, a cały sens pisania biografii już zaledwie po 15 latach aktywności zespołu przypieczętowała śmierć Grudnia i wtedy ucichły wszystkie kontrowersje z tym związane. Dzięki tej biografii Grudzień zdążył przed śmiercią opowiedzieć historię zespołu ze swojej perspektywy.
Awatar użytkownika
ecia
Lokalizacja: Hajduki
Podziękował: 16 razy
Podziękowano: 7 razy
Płeć: Kobieta

Re: Biografie

Postautor: ecia » 13 marca 2017, 20:06

Natta pisze:Ale z drugiej strony studio CDP RED juz wtedy wiedziało, jakim sukcesem będzie gra, i miało pełną świadomość potencjału marketingowego, jaki oferuje zespołowi. Riverside wtedy stracił. Ale z drugiej strony, za pracę się płaci, i Redzi mogliby wtedy pójść na kompromis, choćby w formie jednorazowego wynagrodzenia, z czystej przyzwoitości. Ciężko mi tutaj źle oceniać którąkolwiek ze stron, bo reklama też ma wymierną wartość finansową i mogłaby być formą zapłaty.

Na każdą sprawę można spojrzeć z różnych stron i trzeba przyznać, że marketingowo z pewnością Riversajdzi zyskaliby na tej współpracy, ale co było to było, szkoda, ale trudno.

Natta pisze:Męczące jest tylko takie zarysowywanie sytuacji polskiego rynku przed każdym rozdziale o kolejnych płytach i porównywanie Riverside do takich zespołów, jak np. Coma pod względem obecności na polskim rynku muzycznym. Moim zdaniem troszkę nie tędy droga. To było nudne i to autor mógł sobie darować.
Zdecydowanie to były najsłabsze punkty książki, rozumiem co autor chciał osiągnąć, ale rzeczywiście te momenty były nudne.

Jedna rzecz mnie najbardziej ucieszyła w tej książce - od pierwszego usłyszenia "The Depth of self-delusion" miałam nieodparte wrażenie, że już gdzieś coś podobnego słyszałam i za każdym razem jak słuchałam tego utworu zastanawiałam się "co mi to przypomina?". Dzięki tym wszystkim opisom w książce w końcu wiem, że to nie było tylko wrażenie, że ta piosenka ma prawo mi się kojarzyć z czymś, bo Mariusz popełnił "mały autoplagiat" i wykorzystał zagrywkę z Lunatikowego "Out on a limb".
około 1:50 -> Out on a limb
początkowy motyw -> The Depth of Self-Delusion
Powiedzieć wszystko?
Nie to niemożliwe.
Zawsze zostaje to co najważniejsze
i co się nie da okpić powiedzeniem.

Wróć do „Czytelnia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość