Upadek czytelnictwa

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem.” - Kornel Makuszyński
Awatar użytkownika
Viento
Lokalizacja: Łódź
Podziękował: 28 razy
Podziękowano: 11 razy
Płeć: Kobieta

Upadek czytelnictwa

Postautor: Viento » 15 marca 2016, 12:45

Artykuł o czytelnictwie w Polsce:

http://wyborcza.pl/1,75475,19767438,dra ... FB_Kultura

Cały czas jest tendencja spadkowa. A ja się dziwię, że niektórzy uczniowie, którzy zapisują się na kurs się dziwią, że mają sobie kupić książkę (a tak naprawdę mieć jej jakąkolwiek wersję, np. skserowaną lub wydrukowaną po ściągnięciu z chomika).
Awatar użytkownika
Vinlett
Lokalizacja: Układ Tatooine
Podziękował: 57 razy
Podziękowano: 81 razy
Płeć: Kobieta

Re: Kącik książkomaniaka - nasze kolekcje i wszystko o książkach

Postautor: Vinlett » 15 marca 2016, 21:25

Tutaj na pocieszenie ranking najbardziej oczytanych krajów świata. Polska nie wypada w nim tak źle, bo na dwudziestym miejscu za krajami Zachodu. Nie ma jednak powodów do radości, skoro to dwudzieste nie najgorsze miejsce, nie oznacza nawet połowy społeczeństwa.

Wydaje mi się, że głównymi problemami polskiego czytelnictwa jest niewyniesienie nawyku czytania z domu, ze szkoły oraz niewystarczający zasięg bibliotek publicznych. Mieszkam w dużym mieście, więc mam fajnie - pięć minut drogi do najbliższej biblioteki. W wioskach jest trochę inaczej - ludzie może mają tam tyle czasu, ale na dotarcie do kościoła. Na pewno fajnym pomysłem są biblioteki obwoźne, bibliobusy, które docierają do mniejszych miejscowości, ale to wciąż za mało.
I am the FBI.
Awatar użytkownika
Viento
Lokalizacja: Łódź
Podziękował: 28 razy
Podziękowano: 11 razy
Płeć: Kobieta

Re: Kącik książkomaniaka - nasze kolekcje i wszystko o książkach

Postautor: Viento » 16 marca 2016, 07:37

Mnie się wydaje, że przydałaby się zmiana listy lektur, bo moim zdaniem np. Żeromski czy Krzyżacy potrafią skutecznie zniechęcić do czytania. Dlaczego uczniowie nie mogą wspólnie wybrać dodatkowych 2-3 książek na rok, które chcieliby przeczytać i omówić z nauczycielem (tak, wiem, wiem - program). No i te pytania nauczycieli - co autor miał na myśli, co chciał nam powiedzieć? Ostatnio na moich lekcjach mówiliśmy o książkach i sporo osób, które jeszcze się uczą w liceum mówiło, że właśnie takie pytania zadają poloniści i skąd on mają wiedzieć, co autor chciał powiedzieć? A co z tym, jak ja rozumiem jakąś lekturę, co z niej biorę dla siebie? No i charakterystyki bohaterów - po co to komu, że Danuśka była niebieskooką blondynką???
Awatar użytkownika
Vinlett
Lokalizacja: Układ Tatooine
Podziękował: 57 razy
Podziękowano: 81 razy
Płeć: Kobieta

Re: Kącik książkomaniaka - nasze kolekcje i wszystko o książkach

Postautor: Vinlett » 16 marca 2016, 21:09

Mnie tam się "Krzyżacy" podobali :D.

Z Sienkiewicza i Żeromskiego całkiem bym nie zrezygnowała, ale można by się zastanowić nad ograniczeniem. Nie wiem jak jest teraz, ale my np. od Żeromskiego przerabialiśmy "Przedwiośnie", "Rozdzióbią nas kruki, wrony", "Siłaczkę", "Syzyfowe prace" i "Ludzi bezdomnych". To wychodzi pięć pozycji od jednego autora. Trochę nuda ;). Dlatego obok tych starych, klasycznych ze dwóch Żeromskich, można by dawać uczniom do przeczytania coś bardziej współczesnego, co obecnie jest na topie, żeby urozmaicić i wzbogacić jakoś ten ich czytelniczy świat. Chyba, że się mylę i przez to ten świat zubożeje. W sumie to się nie znam :lol:.
I am the FBI.
Awatar użytkownika
Luna
Lokalizacja: Elliðaey
Podziękował: 79 razy
Podziękowano: 55 razy
Płeć: Kobieta

Re: Upadek czytelnictwa

Postautor: Luna » 17 marca 2016, 05:34

Wydzieliłam temat, bo jest bardzo ciekawy. Mam nadzieję, że ten "upadek", to za duże słowo, ale niech już sobie zostanie taka mała prowokacja :D.

Vinlett pisze:Tutaj na pocieszenie ranking najbardziej oczytanych krajów świata.

Może to głupie, ale kraje z czołówek tego typu rankingów strasznie mi imponują :). I to takie piękne kraje. Od razu sobie wyobrażam, jak przeciętny Fin, Norweg czy Islandczyk różni się od nas. Ile ma w domu książek, jakie wspomnienia z nimi związane i ile pięknych historii przewija się przez jego głowę :). Ciekawa jestem, czy to faktycznie jest tak, że tam prawie każdego człowieka można spytać o ulubioną książkę, a on od razu ma coś do powiedzenia na ten temat :). Chociaż może za bardzo fantazjuję. W końcu Polska, według pana prof. Johna W. Millera, jest na dwudziestym miejscu w rankingu najbardziej oczytanych krajów, a według Biblioteki Narodowej to równoznaczne z faktem, że w 2015 roku całe 63% społeczeństwa nie miało w rękach książki. Reszta przeczytała przynajmniej jedną książkę, ale kto tam wie, ile w tym jest osób oddających się lekturze regularnie, a ile takich, co to rzuciły się na jakiś popularny bestseller. Wiem, że np. "Pięćdziesiąt twarzy Greya" przeczytało mnóstwo osób, które normalnie nie czytają i czytać po tym nie zaczęły. Ale i to dobre. Swoją drogą, to jest cholernie przerażające. 63% Polaków. Ani jednej książki, przez calusieńki rok.

Viento pisze:Mnie się wydaje, że przydałaby się zmiana listy lektur, bo moim zdaniem np. Żeromski czy Krzyżacy potrafią skutecznie zniechęcić do czytania.

Nie wydaje mi się, żeby szkoła miała duży udział w tym, że ludzie przestają czytać. No, chyba, że pomyśli się o malowniczych wykładach o Szekspirze rodem z amerykańskich filmów - takie lekcje mogłyby coś zmienić. Ale nie wierzę, że dzieciak, który najpierw przeczytał "Dzieci z Bullerbyn" Astrid Lindgren, a potem "Pinokia" Carla Collodiego, czy też "Anaruka, chłopca z Grenlandii" Czesława Centkiewicza, może zrazić się Żeromskim i nie zdawać sobie sprawy z tego, że inne książki mogą być ciekawsze. Zaczyna się od tego, że maluchom się nie czyta lub są to jakieś pięciominutowe rymowanki, ewentualnie oglądanie dinozaurów w atlasie. Pamiętam, jak babcia do późna w nocy czytała nam baśnie braci Grimm, czy Andersena i nie mogliśmy spać, tacy byliśmy przejęci. Zawsze wrażenie robiło na mnie : "I ja tam byłem, miód i wino piłem, a co widziałem, opowiedziałem.", bo naprawdę w to wierzyłam i to było dla mnie niesamowite ;). Potem rodzice nie pilnują dzieci, żeby czytały lektury i tak sobie wyrasta młodzież w słodkiej nieświadomości. "Harry Potter", "Eragon", "Zmierzch", czy "Igrzyska śmierci" - to są książki, które każdy wczesny nastolatek wciągnąłby z wypiekami na twarzy niezależnie od tego, czy to lektura, czy nie (a może zwłaszcza dlatego, że to nie lektura). Ale te małolaty po prostu nie mają w zwyczaju sięgać po cokolwiek, nie są nauczone, że w ogóle można robić takie rzeczy dla przyjemności. Nie wiem, czy tak kochałabym książki, gdyby moja mama nie miała w domu małego zbioru, gdybym całymi godzinami nie wertowała atlasu roślin leczniczych, nie czytała "Lekarza domowego", gdybym nie mogła raz w miesiącu wybrać sobie czegoś z katalogu "Świata książki" i gdyby moja mama - mój autorytet, nie komentowała każdej powieści, po jaką sięgałam i nie mówiła, że też ją czytała. Albo zawsze uważałam za super duper cool, kiedy dowiadywałam się od niej, że połowa filmów w telewizji jest na podstawie książek, ona je czytała i były piękne.

Vinlett pisze:Wydaje mi się, że głównymi problemami polskiego czytelnictwa jest niewyniesienie nawyku czytania z domu, ze szkoły oraz niewystarczający zasięg bibliotek publicznych.

Coś w tym jest. Ja akurat nie mam problemów z zaopatrywaniem się w książki, ale ze smutkiem stwierdzam, że w bibliotece nie byłam od wieków. Żałuję, bo kocham biblioteki, ich spokój i zapach. Najbliższa jest w mojej starej szkole. Nie mam ochoty tam chodzić i spotykać swoich nauczycieli, a poza tym zapamiętałam ją, jako wyjątkowo ubogą, bo dzieciom nie wolno było wchodzić do pomieszczenia z książkami dla dorosłych, czyli takimi, które nie były lekturami [sic!] (zresztą, tam chyba naprawdę nie było zbyt ciekawie). Do innej mam 20 min. rowerem, ale funkcjonuje od niedawna.
Awatar użytkownika
Natta
Lokalizacja: Allenstein
Podziękował: 39 razy
Podziękowano: 35 razy
Płeć: Kobieta

Re: Upadek czytelnictwa

Postautor: Natta » 17 marca 2016, 08:11

Luna pisze:Ale nie wierzę, że dzieciak, który najpierw przeczytał "Dzieci z Bullerbyn" Astrid Lindgren, a potem "Pinokia" Carla Collodiego, czy też "Anaruka, chłopca z Grenlandii" Czesława Centkiewicza, może zrazić się Żeromskim i nie zdawać sobie sprawy z tego, że inne książki mogą być ciekawsze.


To prawda :) Wybór lektur dla dzieci jest naprawdę imponujący. Chociaż zdarzają się lektury, które są już nieco zbyt archaiczne dla dziecka, pomimo tego że niosą niezaprzeczalne wartości, np. "Jacek, Wacek i Pankracek". Ale te, które wymieniłaś, czy też "Karolcia" Marii Kruger, albo "Przygody Filonka Bezogonka" Knutsena, to piękne historie i raczej zachęcają do czytelnictwa. Niestety, wszystko sprowadza się do wyrabiania nawyków w domu. A to, jak powiedziała Luna i Vinlett, jest największą bolączką polskiego czytelnictwa. Bo nieczytanie książek przechodzi z pokolenia na pokolenie :(


Luna pisze:Pamiętam, jak babcia do późna w nocy czytała nam baśnie braci Grimm, czy Andersena i nie mogliśmy spać, tacy byliśmy przejęci. Zawsze wrażenie robiło na mnie : "I ja tam byłem, miód i wino piłem, a co widziałem, opowiedziałem.", bo naprawdę w to wierzyłam i to było dla mnie niesamowite ;).


Mnie mój tata kupował małe książeczki z wierszykami Tuwima, Brzechwy czy Fredry dla dzieci, a mama czytała na dobranoc, codziennie. To był rytuał, bez którego nie umiałam zasnąć. I dzięki temu nauczyłam się czytać w wieku 3 lat. Ludzie się dziwią i do tej pory nie wierzą, ale tak właśnie było :) Najpierw zapamiętywałam wierszyki, potem po kolei kojarzyłam dany fragment z obrazkiem na stronie, a potem poszczególne dźwięki z literkami. No i moja mama była pedagogiem i polonistką po specjalności nauczycielskiej, więc może użyła jakichś super-mocy :lol: . Jak miałam 4 lata, czytałam już płynnie i bez problemów. I przede wszystkim - czytałam dużo, chłonęłam wręcz książki, bo pokazano mi od małego, że to super sprawa.

Luna pisze:Nie wiem, czy tak kochałabym książki, gdyby moja mama nie miała w domu małego zbioru, gdybym całymi godzinami nie wertowała atlasu roślin leczniczych, nie czytała "Lekarza domowego", gdybym nie mogła raz w miesiącu wybrać sobie czegoś z katalogu "Świata książki" i gdyby moja mama - mój autorytet, nie komentowała każdej powieści, po jaką sięgałam i nie mówiła, że też ją czytała.


No właśnie, o to też chodzi. O obcowanie z książką od małego. Jeżeli w domu nie ma książek, to jak dziecko ma uznać, że to wartościowa sprawa, skoro będą mu się kojarzyły tylko ze szkołą i biblioteką, które pewnie uzna za nudne przybytki? Przykład mam we własnym domu. Mój facet jest bardzo inteligentną i wrażliwą osobą, ale nie ma nawyku czytelnictwa i po prostu książek nie czytuje :( Rozwija się w inny sposób - pochłania wręcz maniakalnie filmy popularnonaukowe, fabularne i muzykę, dobrze czuje się też w teatrze czy w kinie studyjnym. Ale prawie w ogóle nie czyta. Nie próbuję go na siłę do tego przekonać, bo jest na to już za późno. W domu jego rodziców nie ma ANI JEDNEJ książki. Rodzice i siostra uważają, że książki to zbieradło kurzu, i krytycznym okiem patrzą na osoby, które książki w domu mają. "Po co im te książki? Przecież i tak już ich nie czytają. One tylko leżą na półce i się kurzą. I zabierają miejsce". :shock: :shock: :shock: Dla mnie to jest niepojęte, ale potrafię to jakoś uszanować, bo bywamy często u obu babć w domach i tam TEŻ nie ma książek. Wiadomo więc, skąd to się wzięło. Smutne to jest, ale prawdziwe.

Chociaż uważam też, że nie można z góry krytykować każdej osoby, która nie czyta, i uważać jej za głupią. Bo może nie jest wychowana w kulturze słowa pisanego, bardziej w kulturze audiowizualnej, która też niesie ze sobą potężną dawkę wartości artystycznej i merytorycznej. I myślę, że to nas czeka w przyszłości, jeżeli czytelnictwo dalej będzie spadać - to nie będzie upadek kultury jako takiej, tylko koniec jej pewnej ery.

Vinlett pisze:Wydaje mi się, że głównymi problemami polskiego czytelnictwa jest niewyniesienie nawyku czytania z domu, ze szkoły oraz niewystarczający zasięg bibliotek publicznych.

Ja mimo tego, że mam całkiem blisko, do biblioteki nie chodzę, bo po prostu nie lubię. Zasoby bibliotek są często ubogie i nie ma nowości, a jeżeli już są, to ciężko je dostać :( Ale wiadomo, że to wynika z niedofinansowania.
Awatar użytkownika
Viento
Lokalizacja: Łódź
Podziękował: 28 razy
Podziękowano: 11 razy
Płeć: Kobieta

Re: Upadek czytelnictwa

Postautor: Viento » 17 marca 2016, 12:21

Mnie tam się "Krzyżacy" podobali :D.

Z Sienkiewicza i Żeromskiego całkiem bym nie zrezygnowała, ale można by się zastanowić nad ograniczeniem. Nie wiem jak jest teraz, ale my np. od Żeromskiego przerabialiśmy "Przedwiośnie", "Rozdzióbią nas kruki, wrony", "Siłaczkę", "Syzyfowe prace" i "Ludzi bezdomnych". To wychodzi pięć pozycji od jednego autora. Trochę nuda ;). Dlatego obok tych starych, klasycznych ze dwóch Żeromskich, można by dawać uczniom do przeczytania coś bardziej współczesnego, co obecnie jest na topie, żeby urozmaicić i wzbogacić jakoś ten ich czytelniczy świat.


Ale po co na lekcji polskiego rozmawiać o tym, że Danuśka była blondynką a Jagienka brunetką? Po co przerabiać po 4 książki tego samego autora, który żył jakieś 100-200 lat temu? Można zrobić jedną książkę w całości + jakieś fragmenty. I nie chodzi mi o to, że tamte książki są nudne, ale o to, że przez taki program nie ma miejsca na nowe książki. My np. omawialiśmy JEDEN wiersz Szymborskiej chociaż była ona już noblistką. Program pomija nawet noblistów z 21 wieku, albo wrzuca ich do lektur dodatkowych, na które nie ma czasu.

Ja jestem chyba wyjątkiem, bo nie wyniosłam czytania książek z domu, a czytam. Tata czytał głównie gazety codziennie i to on nauczył mnie czytać, ponieważ pchałam się do niego na kolana i przeszkadzałam mu w czytaniu gazet, domagając się, żeby mi też czytał. Nauczył mnie czytać i zaczął kupować książki dla dzieci, o które wtedy było trudno. Zapisał mnie do biblioteki dla dzieci lub sam pożyczał dla mnie książki z biblioteki. Mogłam pożyczać książki z biblioteki dla dorosłych na jego konto. Czytałam płynnie, mając jakieś 5 lat i uczyłam się czytać po angielsku z książek i kaset przysyłanych z USA przez ciocię. Ojciec wyprowadził się z domu jak poszłam do podstawówki. Matka nie czytała nigdy, książek nie kupowała, tylko leżała przed TV. Nikt mnie tez nigdy nie pilnował, żebym czytała lektury.

Do biblioteki mam blisko, ale rzadko tam chodzę - może raz na miesiąc, ponieważ jest mało nowości i ponieważ jak już kupują książki to są to głównie romanse i kryminały. Czytam kryminały, ale jeśli jest jakiś pisarz, który mnie interesuje to już dawno zdążę przeczytać ebooka zanim biblioteka kupi jego książkę, o ile w ogóle to zrobi.
Awatar użytkownika
Vinlett
Lokalizacja: Układ Tatooine
Podziękował: 57 razy
Podziękowano: 81 razy
Płeć: Kobieta

Re: Upadek czytelnictwa

Postautor: Vinlett » 17 marca 2016, 19:41

Luna pisze:Coś w tym jest. (...) Do innej mam 20 min. rowerem, ale funkcjonuje od niedawna.
Ja jestem prawie pewna, że taki Fin czy Duńczyk mieszkający na wsi, ma do biblioteki prawie taką samą odległość do przebycia jak po bułki. Dlatego nie ma co się dziwić niskiemu odsetkowi czytających, bo ludziom po prostu nie chce się zasuwać ileś tam kilometrów do najbliższej biblioteki. Mało jest zdeterminowanych osób, takich jak ta pani: http://booklips.pl/newsy/z-milosci-do-k ... iblioteki/

Viento pisze:Ale po co na lekcji polskiego rozmawiać o tym, że Danuśka była blondynką a Jagienka brunetką?
Z tego co pamiętam, to klasówki ze znajomości lektury, były u nas chlebem powszednim. W końcu nauczyciel też jakoś musi sprawdzić, czy uczniowie przeczytali zadaną lekturę. Inna sprawa, że czasami pytania były za szczegółowe, a wiadomo, że nie zapamięta się każdego drobiazgu, nawet jeśli uczciwie przeczytało się książkę, a nie jej streszczenie.

Natta pisze:Ja mimo tego, że mam całkiem blisko, do biblioteki nie chodzę, bo po prostu nie lubię. Zasoby bibliotek są często ubogie i nie ma nowości, a jeżeli już są, to ciężko je dostać :(
Viento pisze:Do biblioteki mam blisko, ale rzadko tam chodzę - może raz na miesiąc, ponieważ jest mało nowości (...)
Rzeczywiście. Dlatego ja zdobywam nowości w inny sposób - najczęściej kupuję albo pożyczam od przyjaciół, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto już kupił. Ale przecież nie czytam tylko nowości. Wtedy zbiory biblioteczne zazwyczaj przychodzą mi w sukurs ;).
I am the FBI.
Awatar użytkownika
Luna
Lokalizacja: Elliðaey
Podziękował: 79 razy
Podziękowano: 55 razy
Płeć: Kobieta

Re: Upadek czytelnictwa

Postautor: Luna » 20 marca 2016, 04:09

Natta pisze:Najpierw zapamiętywałam wierszyki, potem po kolei kojarzyłam dany fragment z obrazkiem na stronie, a potem poszczególne dźwięki z literkami.

To u nas zawsze opowiadano anegdotkę, jak to mój brat, mając 2, czy 3 latka, rozsiadał się z "Dziadziem Mrokiem" w rączkach i czytał, a goście robili wielkie oczy :D. Tylko, że on nie umiał czytać - znał ten wierszyk na pamięć, bo kazał go sobie w kółko powtarzać :lol:. Ja przed zerówką nie wykazywałam żadnego zainteresowania nauką czytania, nauczyłam się dopiero z innymi dziećmi. I pamiętam, że bałam się iść do szkoły, bo nie umiałam czytać i pisać :lol:. I tak mi zostało do dziś ;).

Viento pisze:Ale po co na lekcji polskiego rozmawiać o tym, że Danuśka była blondynką a Jagienka brunetką?

To akurat są potrzebne rzeczy, bo do szkoły nie chodzą dorośli ludzie rozczarowani brakiem wzbogacających dyskusji o literaturze, tylko gnoje, które muszą ćwiczyć koncentrację i uczyć się zapamiętywania. Nie będą tego robić bez świadomości, że ktoś potem to zweryfikuje.

Viento pisze:Ja jestem chyba wyjątkiem, bo nie wyniosłam czytania książek z domu, a czytam. Tata czytał głównie gazety codziennie i to on nauczył mnie czytać, ponieważ pchałam się do niego na kolana i przeszkadzałam mu w czytaniu gazet, domagając się, żeby mi też czytał. Nauczył mnie czytać i zaczął kupować książki dla dzieci, o które wtedy było trudno. Zapisał mnie do biblioteki dla dzieci lub sam pożyczał dla mnie książki z biblioteki. Mogłam pożyczać książki z biblioteki dla dorosłych na jego konto.

Czyli wyniosłaś to z domu. Większość dzieci jest ciekawa świata i domaga się czytania jej. Różnica jest taka, że część rodziców w takiej sytuacji daje dzieciakowi przysłowiowego kopa w rzyć i każe iść się bawić, a część z zaangażowaniem wprowadza dziecko w świat literatury, tak jak to zrobił Twój tata.

Vinlett pisze:Dlatego nie ma co się dziwić niskiemu odsetkowi czytających, bo ludziom po prostu nie chce się zasuwać ileś tam kilometrów do najbliższej biblioteki.

Chyba nigdy nie zastanawiałam się nad tym, że ludzie mogą nie czytać, bo po prostu ciężko zdobyć im książki. Młody, niezależny człowiek zawsze coś tam kupi, pożyczy, ale jak tak sobie pomyślę o kilku przeciętnych rodzinach, które znam, to niestety kupowanie książek jest w nich na ogół traktowane, jak fanaberia. Na pierwszym miejscu są rachunki i jedzenie, a na inne rzeczy niewiele zostaje. Więc cóż się dziwić, skoro bibliotek w pobliżu nie ma. Ludzie w końcu zapominają, że takie rzeczy w ogóle istnieją.

Vinlett pisze:Mało jest zdeterminowanych osób, takich jak ta pani:

Ojejku, kocham tę babinę :D.
Awatar użytkownika
Sushi
Lokalizacja: Mordor
Podziękował: 3 razy
Podziękowano: 7 razy
Płeć: Kobieta

Kącik książkomaniaka - nasze kolekcje i wszystko o książkach

Postautor: Sushi » 12 lutego 2017, 09:25

Tak się zastanawiałam ostatnio nad rozwojem czytelnictwa w Polsce wśród dzieci i młodzieży i zrobiłam mały risercz w Pracy. Pytałam się dzieci w przedziale klas 1-6, gimnazjum i ostatniej klasy liceum co sądzą o książkach i czym one dla nich są. W sumie na ponad dziewięćdziesiąt osób jakieś dwadzieścia uznało, że lubi czytać książki (albo lubi, jak im się czyta), bo to fajna rozrywka i książki są ciekawe. Niestety reszta uznała, że książki to kolejny obowiązek szkolny, w dodatku strasznie nudny i zajmujący dużo czasu. Przez to, że w szkole każe im się czytać w większości książki, które za cholerę ich nie zainteresują, później nie chcą sięgać po inne, ciekawsze, bo nie rozumieją w ogóle, jak taka forma spędzania czasu może być przyjemna. Zrobiło mi się jakoś smutno. Mam wrażenie, że nie dba się w ogóle o rozwój dzieci w sferze czytania książek- rodzice nie mają czasu na takie 'pierdoły', jak czytanie książek dzieciom, kiedy te są małe, nie rozwijają ich ciekawości i wyobraźni, bo prościej jest posadzić dzieciaka przed urządzeniem elektronicznym, które samo robi robotę. Na późniejszych etapach, dzieciom nakazuje się czytać książki, które z początku może i są fajne, ale im dalej w las edukacji tym większe, nudne bagno. I się zniechęcają. Nauczyciele też im nie podsuwają innych książek, bo nie mają na to czasu i w większości wypadków im się nie chce. Chciałabym wierzyć, że trafiłam na jakieś wyjątki i reszta dzieci i młodzieży czyta książki z zapałem i chęcią, ale jakoś mi ciężko w to uwierzyć.
"Monsters are real, and ghosts are real too. They live inside us, and sometimes, they win."

Wróć do „Czytelnia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość