Historie naszego dzieciństwa

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem.”
- Kornel Makuszyński
Awatar użytkownika
Luna
Lokalizacja: Elliðaey
Podziękował: 54 razy
Podziękowano: 42 razy
Płeć: Kobieta

Historie naszego dzieciństwa

Postautor: Luna » 12 lutego 2015, 04:31

Czy Wy też tak macie, że książki, które przeczytaliście w dzieciństwie, nosicie w sercu do dzisiaj? Mnie się wydaje, że lektury z okresu szczenięcego częściowo ukształtowały mój charakter i znacząco wpłynęły na poziom mojej wrażliwości dzisiaj. Niektóre historie są moimi najintensywniejszymi, najbardziej emocjonalnymi wspomnieniami z dzieciństwa. Ulubione, wyobrażone postacie nadal żyją w mojej pamięci, jakbym wczoraj je spotkała. Z każdą z nich wiąże się również jakieś wspomnienie z tego drugiego życia, realnego :D. Dużo czytała mi babcia, jednak najgłębiej w moim sercu tkwią książki, które przeczytałam sama. A jakie? O tym opowiem w następnym odcinku :D.

A jak to wygląda u Was? Bardzo jestem ciekawa, co czytaliście w dzieciństwie :).
Awatar użytkownika
Natta
Lokalizacja: Allenstein
Podziękował: 30 razy
Podziękowano: 22 razy
Płeć: Kobieta

Re: Historie naszego dzieciństwa

Postautor: Natta » 12 lutego 2015, 06:04

U mnie sprawa wygląda podobnie, dużo miłych wspomnień z dzieciństwa wiąże się u mnie z książkami i z czytaniem. Moja mama, która była polonistką i przede wszystkim pedagogiem wiedziała, jak ważne dla rozwoju dziecka jest czytanie. Teraz to się wydaje oczywiste, ale wtedy nie w każdej rodzinie tak się robiło. Co wieczór przed snem czytała mi dużo, najchętniej wierszyki Tuwima, Brzechwy, Fredry dla dzieci. Wierszyki były wydawane pojedynczo w postaci ilustrowanych kolorowo książeczek z obrazkami, każdy wierszyk wałkowany był przez niezliczone wieczory, bo kochałam czytanie przed snem, i dzięki temu nauczyłam się czytać sama. Sztukę tę opanowałam mając około 3 lat, a w wieku około 4 lat już sama sięgałam po książki. W przedszkolu nazywana byłam dziwadłem, bo często zamiast się bawić ściągałam książki z regałów i je po prostu czytałam. Przedszkolanki długo myślały, że udaję i naśladuję w ten sposób dorosłych :lol: Potem niestety się wydało, i byłam zatrudniana do czytania bajek maluchom, a ksiądz katecheta wyciągał mnie, małą pięciolatkę, do czytania podczas mszy św. dla dzieci. Nie widać mnie było zza pulpitu w kościele, dlatego musiałam stawać obok :lol:

Najbardziej pamiętam tę antologię baśni polskich:

Obrazek


Było tam mnóstwo smutnych, zabawnych, a niekiedy strasznych baśni ludowych. Niektóre klimatem dość przyciężkawe dla kilkuletniego odbiorcy, bywało że krew lała się strumieniami, a główni bohaterowie ginęli np. na mrozie, ale to była jedna z moich ulubionych pozycji. Kochałam te bajki :) Pamiętam, że kiedyś w przedszkolu można było przynosić ulubione książki i pani przedszkolanka czytała je całej grupie dzieci. Wybrałam opowiadanie o szklanej górze, pani zadowolona zaczęła czytać... I nie skończyła, zmyśliła zakończenie na poczekaniu, bo była krew i trupy :lol: Potem i tak powiedziałam dzieciom prawdziwe zakończenie, a dyrektorka przedszkola wezwała mamę na dywanik :lol:

Innym moim ulubionym zbiorem były "Baśnie czeskich dzieci":

Obrazek


Pamiętam, jakie miały niesamowite ilustracje. Historie też były magiczne. Uwielbiałam też "Braci polarnej zorzy", czyli zbiór estońskich i fińskich baśni.

Obrazek


Z tego wszystkiego chyba poszukam ich gdzieś i przeczytam raz jeszcze, bo aż się za nimi stęskniłam :)

Jedną z moich ulubionych postaci książkowych z dzieciństwa była mangusta Rikki-Tikki-Tavi z opowiadania Kiplinga o tym samym tytule. W książce mangusta była ICHNEUMONEM :lol: Pamiętam, jak z mamą szukałyśmy w wielkiej encyklopedii PWN co to oznacza. Rikki-Tikki walczył z wężami. W moim domu co prawda węży nie było, ale było mnóstwo pająków, których się panicznie bałam. Zawsze, gdy natknęłam sie na obleśnego, wielkiego pająka i ogarniał mnie strach, gdzieś w głębi serca marzyłam, że zaraz zjawi się Rikki-Tikki, obroni mnie i zeżre to paskudztwo ^^ Dlatego łezka mi się w oku zakręciła, gdy przez przypadek natrafiłam na ekranizację tego opowiadania w postaci pięknej animacji z lat 70: https://www.youtube.com/watch?v=SoswyNaAIUA

Potem było dużo innych pięknych książek - dzieła Astrid Lindgren, "Karolcia" Marii Kruger, "Momo" Michaela Ende, "Porwanie w Tiutiurlistanie" Żukrowskiego... Uwielbiałam "Plastusiowy pamiętnik", bo tam bohaterami były przybory szkolne, a ja uwielbiałam wszelakie ołówki, gumki, temperówki, pióra i inne pisadła, kolorowe papiery itp. Do dziś mi to zostało zresztą ;) A gdy już byłam w wieku szkolnym, zaczytywałam się na przykład w serii o Panu Samochodziku Nienackiego. Potteromania nastała dużo, dużo później i pamiętam że mniej więcej wtedy poznałam też sagę wiedźmińską Sapkowskiego, ale i tak pokochałam przygody nastoletniego czarodzieja ;) W tym samym okresie zaczytywałam się też w przygodach Artemisa Fowla. To były czasy...
Awatar użytkownika
Viento
Lokalizacja: Łódź
Podziękował: 20 razy
Podziękowano: 7 razy
Płeć: Kobieta

Re: Historie naszego dzieciństwa

Postautor: Viento » 12 lutego 2015, 06:46

Zaczęłam miłość do czytania od komiksów o Koziołku Matołku :mrgreen: Później uwielbiałam książki Jacka Londona, bo były o psach i wilkach. Poza tym - Dzieci z Bullerbyn, Ania z Zielonego Wzgórza, książki Musierowicz, Karolcia i Plastuś.
Awatar użytkownika
Vinlett
Lokalizacja: Układ Tatooine
Podziękował: 38 razy
Podziękowano: 59 razy
Płeć: Kobieta

Re: Historie naszego dzieciństwa

Postautor: Vinlett » 13 lutego 2015, 23:46

Mam tę antologię baśni polskich, o których pisała Natta :). Rzeczywiście, niektóre historyjki budzą grozę :D. Komiks o Koziołku Matołku, który szedł do Pacanowa, też posiadałam, ale potem gdzieś przepadł :(.

Lubiłam Kopciuszka i miałam jego wydanie z ładnymi ilustracjami. Był czas, że nie rozstawałam się z tą książeczką. Oczywiście też inne baśnie braci Grimm i Andersena były przeze mnie długo hołubione. Z niektórymi książkami mam konkretne wspomnienia. Przykładowo, byłam chora na zapalenie płuc i musiałam leżeć w łóżku, więc mama przyniosła mi „Pinokia”, żebym się nie nudziła. Powieść była ślicznie wydana i porywająca, więc z miejsca pokochałam tego drewnianego pajacyka. Innym razem chorowałam na ospę i koleżanka pożyczyła mi „Winnetou” Karola Maya. Zostałam całkowicie pochłonięta. Do dziś Old Shatterhand jest jednym z moich ulubionych bohaterów literackich. Polubiłam też „Alicję w krainie czarów” i książkę popularnonaukową „Zanim pojawił się człowiek”, którą właściwie bardziej oglądałam niż czytałam. W środku było sporo ilustracji, które mnie hipnotyzowały. Największe wrażenie wywarły na mnie dinozaury i wszelkiego rodzaju homo pre-sapiens.

Jest jeszcze książka-zagadka, bo tytułu ani autora nie pamiętam. Nie wiem nawet, skąd się wzięła w moim domu, ani nie potrafię przytoczyć jej treści. Kojarzę przede wszystkim emocje towarzyszące mi podczas lektury. Można by je porównać do euforii jaka ogarnęła dzieci w związku z książkami o Harrym Potterze. W środku nocy w pokoju jakiegoś dziecka (chyba dziewczynki) zjawia się tajemnicza postać, której na imię Sonia (chyba). I tyle. Nic więcej nie jestem w stanie z siebie wykrzesać po latach. A, może jeszcze okładka. Chyba była utrzymana w niebieskim tonie i mogły być na niej gwiazdy. Jeśli ktoś, coś, kiedyś widział lub słyszał, to chętnie poznałabym tytuł mojej ulubionej książki z tamtego okresu ;).
I am the FBI.

Wróć do „Czytelnia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość