Trylogia Husycka

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem.”
- Kornel Makuszyński
Awatar użytkownika
Bastet
Lokalizacja: Królewskie Miasto Kraków
Płeć: Kobieta

Trylogia Husycka

Postautor: Bastet » 03 lipca 2014, 15:06

Natta pisze:E tam, sagi husyckiej nie czyta się dla Reynevana (który istotnie jest irytujący z tym swoim wiecznym "zabili go i uciekł"), tylko dla Szarleja i Samsona Miodka <3 Oraz dla popisów językowo-erudycyjno-humorystycznych Sapka. Nie wiem, jak tak antypatyczny człowiek może pisać tak świetną fantastykę.


Mnie właśnie w trylogii husyckiej wieczna popisówa pt. "paczcie, jakim ałtor jest ełgeniuszem" dobija. Wszyscy tam biegają z klasyczną łaciną na uściech i wszystkimi językami aniołów, które jeszcze dobry pisarz objaśnia poprzez notoryczne powtórzenia...poza tym ewidentnie stylizuje stylizowane w XIX wieku wypowiedzi a'la XVII wiek. Np. w XV wiecznej polszczyźnie nie było makaronizowania, na litość boską! Więc mamy jakiś przedziwny język, który jest ni to barokowy, ni to średniowieczny, ni to współczesny. Aż zgrzyta. Podobną manierę stosował w sadze wiedźmińskiej, ale tam to nie bolało, bo pasowało do świata Nibylandii. Poza tym ałtor nie był jeszcze takim bucem, dlatego Geralt zwany Gerantem nie zabija potworów cytując Owidiusza.

Poza tym bohaterowie - Szarlej ok, Samson Miodek ok, postacie drugiego planu jak zawsze fajne (mój ulubiony brat Trankwiliusz, na przykład) ale pierwszy plan - boże kurna drogi.

Dlaczego Trylogia Husycka jest gówniana, zwłaszcza w porównaniu z Sagą o Wiedźminie.
Przy czym zaznaczam, że "Narrenturm" traktujemy łagodniej, bo widać, że podczas pisania jej Sapkowi się jeszcze chciało.

Reynevan - dupek, idiota, cymbał, przemądrzały, arogancki, bezjajeczny typ, którego powinno się ubić na samym wstępie. Skręcenie mu karku byłoby błogosławieństwem. W dodatku sam autor go nie lubi, bo maltretuje ile wlezie. Poza tym rozumiem, że Sapkowski nie gustuje w młodych chłopcach, ale skoro wszystkie kobiety są opisane z detalami, z zapachem ciała włącznie, to może Reinmar jako PROTAGONISTA W RZYĆ CHĘDOŻONY zasługuje na jakiś szerszy opis niż "szczupły, jasnowłosy gładyszek". Super. Wszystkie kobiety, jakie napotka, od razu fundują mu kąt rozwarty, a czytelnik zachodzi w głowę - dlaczego? Z pewnością nie z powodu charyzmy i mądrości, więc dlatego, że jest taki ładny. Ale jak wygląda?? Toż taki Paszko Rymbaba jest opisany 10 razy lepiej niż główny bohater.

Jutta de Apolda - tu przynajmniej Sapkowski wykazał się konsekwencją, bo takiego smętnego wałacha jak Reynevan sparował z rozlazłą kobyłą. Bardzo się raduję, że Jutta była szczupła, drobnopierśna i pachniała miętą i tatarakiem oraz a także i świetnie jeździła konno, ale co z tego? Gdzieś tam coś tam wiemy, że interesowała się filozofią i teologią, jakoby umysł miała bystry, ale co z tego? W pewnym momencie wszelkie jej walory umysłowe i portret psychologiczny zostają rzucone w kąt. Sapkowi się znudziło udawanie, że Jutta ma służyć do czegoś innego niż do fapania. W efekcie, zamiast historii miłosnej na miarę wiedźmina i czarodziejki czy choćby Ciri i Mistle dostajemy dwoje debili, których życiowa działalność sprowadza się do radosnej pochędóżki. Ba, żeby ta pochędóżka była jeszcze radosna, ale gdzie tam - od razu składają swe ciała na ołtarzu Bogini, jednoczą się z kosmosem, z lasem, z bagnem, od razu jest metafizyka oraz i teologia. Na boga, Reynewan jest tak pretensjonalny, że nawet jak bierze dziewczynę na siano to od razu jest z tego jakiś traktat filozoficzny. Między nim a Juttą nie ma żadnej chemii i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że autor też to zauważył. W efekcie amant i amantka nie rozmawiają, nie nawiązują relacji tylko sie nieustannie pier...znaczy, składają hołd Bogini.

Sceny miłosne w ogóle - mamy dwa rodzaje: a)gwałty/obrzydliwe walenie dziewek po stodołach b)wniosła kopulacja pod gwiazdami w celach sakralnych. Nic pomiędzy. Nawet w sytuacjach, gdzie się aż prosi o jakiś opis normalnego, radosnego seksu np. wtedy, kiedy wesoła praska wdówka nadziewa się na Dupka na schodach i wlecze go do alkierza. Ta scena zostaje pominięta milczeniem. Tak, jakby nie istniało nic po środku.

c.d.n
You're always so perceptive about everyone but yourself.
Awatar użytkownika
Natta
Lokalizacja: Allenstein
Podziękował: 30 razy
Podziękowano: 22 razy
Płeć: Kobieta

Re: Trylogia Husycka

Postautor: Natta » 03 lipca 2014, 18:57

Tu się akurat zgodzę, jeżeli chodzi o głównego (a raczej gównego) bohatera, jego miłośnicę oraz całe to chędożenie, to mogę się zgodzić z Tobą w 100%. Co do języka, to nie przeszkadza mi że autor miksuje język ze wszystkich epok, archaizmy ze współczesnościami, bo to jest akurat cały styl Sapka i mi on odpowiada. Nawet w powieści, która osadzona jest na Śląsku w wieku XV - w końcu jest to literatura piękna. Nie wiem, czy czytałoby się nam to tak wygodnie, gdyby autor napisał to piętnastowieczną polszczyzną (zapewne nawet by nie umiał), nie wiem też, czy byłoby tak smacznie, gdyby użył w stu procentach współczesnego języka, bez makaronizmów i archaizmów.

W "Lodzie" Dukaj użył języka sprzed reform języka polskiego w latach 30. XX wieku, bo w jego uniwersum takowe się nie odbyły, naszpikował go rusycyzmami typowymi dla zaboru rosyjskiego i przestrzegał tego konsekwentnie przez tysiąc stron powieści. Jednakże nie każdy jest takim mistrzem jak Dukaj i nie każdego na to stać. Sapka raczej stać by nie było. Ale on broni się właśnie tym swoim miksem - może nie jest zgodny z realiami historycznymi, ale przyjemnie się go czyta. Przynajmniej mi ;)

Raz jeszcze co do seksu - mogło być gorzej. Vide taka "Achaja" Ziemiańskiego - czytając to coś, chciało mi się rzygać. Gdzieś już nawet o tym pisałam, chyba w temacie o najgorszej książce :lol:
Awatar użytkownika
Bastet
Lokalizacja: Królewskie Miasto Kraków
Płeć: Kobieta

Re: Trylogia Husycka

Postautor: Bastet » 03 lipca 2014, 20:03

Zdaję sobie sprawę, że nie dałoby się tego napisać średniowieczną polszczyzną - tzn. fizycznie tak, jak najbardziej, ale nikt by tego nie zrozumiał :D I jakaś tam stylizacja owszem, pewnie, ale nie taki śmietnik. Po prostu uważam że autor, zamiast zajmować się przede wszystkim popisami erudycyjnymi, powinien ten czas przeznaczyć na ujednolicenie języka. Mnie to po prostu razi, jak z tego kotła raz wyskakują solidne anarchonizmy, raz proza sieniekiewiczowska a raz listy Andrzeja Maksymiliana Fredry do Jana Kazimierza. I to mnie denerwuje szczególnie, kiedy całe strony marnowane są na pokazywanie, jakim to pisarz nie jest mądralą. Szczytem są właśnie sceny miłosne, w których nie ma nic innego, jak tylko litania bohaterów, mitów, tropów, cytatów, nawiązań, które Sapkowski zna i MUSI się niemi pochwalić, bo umrze. Nie wiem, może on się masturbuje nad bibliografią Estreichera albo Słownikiem Mitów Kopalińskiego czy co?

Co jeszcze nawala:
kobiety - zdaje się, że od czasu Wiedźmina coś się panu poprzestawiało w głowie, bo zaczął lansować typ samiczki, którego nikt zdzierżyć nie może. Zaznaczam od razu, że nie wszystkie postacie kobiece są złe. Drugoplanowe jak zwykle działają bez zarzutu. Jędrne, żwawe, konkretne, realne - Dzierżka, Dorota Faber, Ruda Wiedźma, wdowa z Pragi są bez zarzutu. Elencza jest znakomita, pełnokrwista, z dobrze przedstawioną historią i motywacjami. Źle się robi w momencie, kiedy Sapek wprowadza kobiety, które mamy podziwiać i/lub pożądać. Te pierwsze są zazwyczaj tajemnicze do wyrzygu i oderwane od rzeczywistości, ewentualnie są kserokopiami Matki Nennake. Te drugie są zawsze szczupłe, długonogie, o jędrnych, niedużych acz foremnych piersiach, wąskie w biodrach. Czasem mają ciemne włosy, czasem jasne. Czasem oczy zielone, czasem niebieskie. Ale to detal, bo to jednak matryca. Fajnie wiedzieć, że ten typ pojawia się w mokrych snach autora, tyle że akcja dzieje się na ŚLĄSKU a nie w San Francisco, w XV wieku, nie w XX. Ludzie byli wtedy raczej niscy, krępi, bardzo umięśnieni i krótkonodzy. Więc skąd nagle taki wysyp wiotkich gidyi? Poza tym wówczas ceniono raczej kobiety piersiate i dupiate, mocne i silne. Moda na zwiewne nimfy z obrazów renesansowych mistrzów miała dopiero nadejść a i nie oszukujmy się - choć to piękne, subtelne kobiety to jednak nadal kawał baby! Tak samo źle jest z osobowością tych piękności - matka Jutty to jakaś egzaltowana nimfomanka, sama Jutta - wiadomo, Marketa jest tak drewnianą postacią, że chyba uciekła od Dżepetta, nad Adelą się pastwić nie będę, bo miała być francą, która umie tylko dupą ruszać - i była, i tak dalej, i tak dalej. Są beznadziejne.

I ostatnie, najważniejsze:
fabuła - której nie ma. O ile "Narrenturm" miało zawiązaną jakąś akcję a wszystkie dokonania Reynevana (choć kretyńskie) miały jakiś sens i uzasadnienie, to potem już poszłoooo...jakby tak wszystko przyspieszyć, to wyglądałoby to jak Benny Hill. Ktoś kogoś goni, ktoś inny goni goniącego, zza każdego krzaka wypadają wrogowie lub przyjaciele lub ktoś, komu i tak można dać w ryj. Ktoś kogoś porywa, ktoś kogoś ratuje, kurz na śląskich traktach nie opada. Reynevan jest głupi, wszyscy inni jakoś mało przytomni. Po drodze jacyś husyci, jacyś Czarni Jeźdźcy, biją się, uciekają, jakieś miasto płonie, inne nie płonie...burdel na kółkach. Widać totalną, ale to totalną bezradność twórcy, któremu bohaterowie rozpełzli się po mapie, a on musi im gorączkowo znajdować jakieś wyjaśnienia. Za którymś razem naprawde miałam nadzieję, że magus dostanie w łeb czymś ciężkim i to zakończy jego szarpaninę po śląskich duktach. A powinnam mu kibicować, nie?
You're always so perceptive about everyone but yourself.
Awatar użytkownika
Natta
Lokalizacja: Allenstein
Podziękował: 30 razy
Podziękowano: 22 razy
Płeć: Kobieta

Re: Trylogia Husycka

Postautor: Natta » 03 lipca 2014, 21:12

No cóż, chciał autor osadzić swoją fantastykę na Śląsku, to osadził. Z pominięciem realiów historycznych. Trudno. Zgodzę się też, że poziom z tomu na tom leci na łeb, na szyję, a konwencja "zabili go i uciekł" mierzi straszliwie. W zasadzie dobrnęłam do końca właśnie tylko dzięki Szarlejowi i Samsonowi. Dobrze wspominam całość, ale czytałam ją ostatni raz dość dawno, więc może to po prostu dobre wspomnienie i tyle ;)

Bastet pisze: wdowa z Pragi


Postać pani Blażeny Pospichalovej była jednym z jaśniejszych punktów "Bożych Bojowników" :)

Wróć do „Czytelnia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość