Anime!

„Żal mi czasów niemego filmu. Cóż to była za radość widzieć, jak kobiecie otwierają się usta, a głosu nie słychać.” - Charlie Chaplin
Awatar użytkownika
Sushi
Lokalizacja: Mordor
Podziękował: 3 razy
Podziękowano: 7 razy
Płeć: Kobieta

Re: Anime!

Postautor: Sushi » 22 grudnia 2015, 14:15

Ostatnimi czasy często oglądam anime. Niestety, nie te, które wniosłyby do mojego życia uniesienia estetyczne, czy których historia poruszyłaby me serce i umysł. Nie. Oglądałam same mózgojeby :lol: Bastet, to wszystko przez Ciebie :lol: :mrgreen:
Nie wiem do końca co urodziło się w mojej głowie, że akurat to anime włączyłam jako pierwsze. W zasadzie zastanawiam się też, dlaczego po obejrzeniu tego nie odcięłam się od internetu...

Ouran Highschool Host Club


Fabułę opowiedziała już Bast, więc nie będę jej wtórować - jestem na to zbyt leniwa ;)
Jedyne, co mogę powiedzieć o tym anime jest to, że trochę mi było przykro podczas oglądania. Nie wiem, czy ja się starzeję, czy za późno zaczęłam oglądać japońskie twory, ale dla mnie to była abstrakcja wersja hard. Musiałam naprawdę długo się wyginać, żeby mój śmiech nie przerodził się w płacz rozpaczy nad utraconym zdrowym rozsądkiem... W zasadzie oglądałam to z przywiązania i z myślą "cholera jasna, jak to się nie skończy normalnie to się zastrzelę". W sumie nie powinno mnie tu być...
Aaaale... Jak każde najbardziej powalone i niedorzeczne anime i to ma coś w sobie. Najbardziej ujmowali mnie bracia Hikaru i Kaoru, którzy przywodzili mi na myśl rudzielców od Rowling, tylko w wersji yaoi :lol: Ale tak, czy inaczej byli uroczy i bardzo mi się podobało jak z nieśmiałych, wyalienowanych chłopaczków przemienili się w członków klubu hostów ;) Reszta ekipy też jest przyjemna, chociaż przy odchyłach Tamakiego trochę wysiadałam... ^^
Ogólnie po obejrzeniu i spojrzeniu na serię z dystansu (inaczej się nie da, to oczywiste) doszłam do wniosku, że jako lekki przerywnik Klub Hostów może być - przyjemna komedia z abstrakcyjnymi postaciami. Poszło na plus :)

W pewnym momencie, gdy miałam dosyć dużo pracy, zaczęłam oglądać kolejne anime - ot ci, odskocznia każdemu się przyda. Tylko dlaczego wybrałam akurat to? Hmmm... Nie wiem, po prostu popatrzyłam co kto na forum pisał o poszczególnych anime, a że poprzednie propozycje Bast mnie usatysfakcjonowały i potrzebowałam czegoś miłego, sięgnęłam po Junjo Romantica. Hmmm... Pomijając fakt, że ciężko było mi się przyzwyczaić do tych kanciastych postaci, ta seria przypadła mi do gustu. Tylko nie wiem dlaczego. Nie słyszałam tyle słów 'kocham cię' w ciągu całego swojego życia, więc powinno mnie to odstraszyć. Ale nieee, twardo siedziałam i oglądałam odcinek za odcinkiem, bo byłam ciekawa jak cholera jak rozwinie się akcja i kiedy w końcu Misaki zobaczy, że Usami-san jest chorym, egoistycznym psychopatą z lekkimi naleciałościami pedofila. Inna sprawa, że śmiałam się jak głupia. Bardzo dobra komedia, pełna fajnych nieporozumień i ciekawych postaci. Tylko ciągle zastanawiało mnie, dlaczego w tym anime tyle scen gwałtów :lol: Sorry inaczej tego, co tam się dzieje nie mogę nazwać ^^

Kiedy zakończyłam oglądanie wszystkich serii Junjo Romantica natrafiłam na anime w tym samym klimacie i tych samych autorów - Sekaiichi Hatsukoi.

Młody, dwudziestopięcioletni Onodera Ritsu jest synem właściciela wydawnictwa Onodera, w którym pracuje. Nie mogąc wytrzymać ciągłego napięcia związanego z oskarżeniami o nepotyzm młody chłopak postanawia zmienić firmę. Trafia do wydawnictwa Murakawa, jednak zamiast, tak jak wcześniej, zajmować się literaturą, trafia do działu shoujo manga. Nie dość, że chłopak jest rozczarowany nową pracą, to jeszcze trafia do działu w najgorszym momencie miesiąca i, mówiąc delikatnie, trafia na bandę półżywych i śmierdzących chłopów. Do tego wszystkiego nowym szefem Onodery jest Takano - szorstki, rzadko uśmiechający się i całujący nowo przyjętych pracowników przed autorami mang facet, któremu od samego początku Onodera wydaje się być kimś bezużytecznym ^^ Zniesmaczenie i przerażenie nie znika z twarzy młodego edytora nawet wtedy, gdy poznaje całą kadrę gdy już się umyli i wyspali... Wręcz przeciwnie. Trochę onieśmiela go fakt, że wszystkie ładne chłopaki postanowiły wczuć się w klimat shouju mangi... Mówiąc krótko, początki Ritsu w Murakawie są trudne, a to dopiero początek, ponieważ duchy przeszłości są wiecznie żywe i nigdy nie wiadomo kto okaże się kochankiem i miłością życia sprzed 10 lat. Tak samo jak nigdy nie wiadomo, kto będzie się rzucał na mangowego żółtodzioba ze swoimi łapami (i nie tylko).
Równie zabawna jak JR, trochę bardziej klimatyczna i urocza opowieść romantyczna. Chociaż tutaj jest trochę lepiej, ponieważ główny-młodszy-niezdecydowany-bohater jest nieco starszy i nie wstydzi się szeptania do ucha. Tutaj zamiast 'o booooże jak on może szeptać do ucha moje imię to takie zawstydzające!' mamy "spadaj zboczeńcu! chociaż...." Jeśli ktoś chce się pośmiać i ma opanowane odruchy wymiotne przy milionowym "kocham cię, wiem, że ty mnie też" to proszę śmiało oglądać.

Idąc tym tropem zobaczyłam jeszcze kilka anime z rodzaju Yaoi, jednak nie wiem czy one nadają się, aby tutaj je przytaczać (elementy hentai - było dziwnie).
Na pewno lekkim i fajnym anime było Koisuru Boukun - opowieść o dwóch badaczach. Jeden jest skrajnym homofobem, drugi zakochaną w nim do szaleństwa bidulką. Cała akcja zaczyna się od, z braku lepszego słowa, gwałtu. Anime ma tylko dwa odcinki, więc dalej zdradzać nie będę - jak ktoś będzie chciał to proszę bardzo. Polecam też mangę. Niestety nie znalazłam całej, ale sporo można znaleźć - w mandze dzieje się więcej i jest nawet ciekawie (chociaż czasami naiwnie).
Reszty tytułów nawet nie podaję, bo już chyba wstyd :lol:
Ogólnie doszłam do wniosku, że chyba emocjonalnie wracam do wieku 16 lat, skoro podobają mi się tego typu anime :lol:
Jako pokutę za oglądanie durnoctw zabieram się za Mononoke, które już po 3 odcinkach zdezelowało mnie i zaczarowało. Przez święta zobaczę do końca i wtedy się wypowiem.
Opowiem też o swoich przemyśleniach na temat Ayakashi, które jest absolutnym geniuszem w swoim rodzaju i oglądałam wszystkie odcinki po 2 razy, aby się napatrzeć i ponapawać klimatem.
"Monsters are real, and ghosts are real too. They live inside us, and sometimes, they win."
Awatar użytkownika
Sushi
Lokalizacja: Mordor
Podziękował: 3 razy
Podziękowano: 7 razy
Płeć: Kobieta

Re: Anime!

Postautor: Sushi » 14 stycznia 2016, 23:51

Trochę już minęło, więc pozwalam sobie napisać kolejny post, zamiast edytować.
Mam nadzieję, że Luna mnie nie zabije :mrgreen:
Ok. Na samym początku chciałabym oznajmić, że kocham anime. Ot Ci wyznanie miłości jakich wiele... Albo i nie... W sumie ta miłość jest trochę toksyczna.
I już nie tylko miłość do mózgojebów 8-)
Przechodzę do sedna. Oglądałam ostatnio "Tokyo Ghoul" (i "Mononoke" i "Gintama" i "5 cm. na sekundę" i "Ayakashi" i "Dom z małych kostek" - niemal wszystko po nocach, a później chodzę jak trup) i muszę przyznać, że skopało mi dupę.

Tak naprawdę skłoniła mnie do obejrzenia piosenka z pierwszego openingu. Jest ZNAKOMITĄ! Tokyo Ghoul "Opening"

Spoko, u mnie to już jest dzwonkiem w telefonie. Nie odebrałam pierwszego telefonu z pracy, bo słuchałam sobie piosenki. Szlag.
Aaale... jak pierwszy opening jest absolutnie genialny i mogę go sobie słuchać godzinami, tak opening do drugiej serii przyprawia mnie o padaczkę. Nie chodzi nawet o to, że piosenka sama w sobie jest zła, bo jest piękna - eteryczna i ulotna, ale w porównaniu do tej z pierwszej serii to paszkwil z pryszczami. Do tego zmienił się cały charakter - z bolesnego mentalnie i fizycznie kopa przeszliśmy do pitu pitu pierdu pierdu. Kaman.
A to właśnie w drugiej serii był rozpierdol, fajerwerki i moc. No ale dobra, to tylko opening.
To mnie ujęło w "Tokyo Ghoul", że pomimo zaporowej ilości przemocy seria nie poszła w stronę klasycznej walki dobra że złem i okładania się obiektami w celu posłania przeciwnika do piachu, ale pozwoliła rozwinąć się akcji w spokojnym tempie, zostawiając mnóstwo przestrzeni na poznanie bohaterów i świata przedstawionego. Nie ma też jasnego podziału, kto jest dobry, a kto zły. Są tylko drapieżniki walczące o teren łowiecki, od którego zależy ich życie i ofiary, które chwytają się wszystkiego, by się bronić. Ciężko winić kogoś za to, że chcę przetrwać, ale jednocześnie liczy się to, jak do tego dąży. Bardzo, bardzo dobre.

Genialne zagranie. Nie dość, że dzięki temu fabuła zyskuje na znaczeniu, to jeszcze widz jest w stanie przeżywać konkretne emocje. Ja na przykład, gdy doszło do starcia Gołębi z Ghoulami nie wiedziałam co mam zrobić z głową - komu kibicować? Kogo żałować? Za kim płakać? Obie strony mają bohaterów, których kocham i jak ktoś zginie to się wkurzę (wkurzałam się wielokrotnie).
Jezu, Mamoru... :kocham: Akurat ta postać mnie bardziej irytowała niż bawiła, ale Mamoru Miyano mogę słuchać godzinami.

Tsukiyama. Właściwie ciężko polubić takiego zboczonego pojeba

:mrgreen:
Tsukiyamę kocham. Jest chorym, perfidnym, wyrafinowanym, zboczonym, porytym pojebem. Kocham każdy cal tej postaci. Tak, łącznie z jego "Eldoraaaaadoooo!". Nie wiem co się dzieje, ale to jedna z najulubieńszych postaci z Tokyo Ghoul.
Kolejną ukochaną (ukochaną, nie ulubioną) postacią jest Juuzou. Coś mi przeszło przez myśl, że chcę być taka jak on. Bo pod tym głupim, młodym, porytym czerepem, ten biały jak śnieg chłopak ma piękna duszyczkę, tylko trochę bardziej poranioną... Zatraciłam się w tej postaci już na zawsze przy ostatniej scenie 2 sezonu, kiedy za wszelką cenę chciał walczyć, pomścić... Uryczałam się jak bober. Jestem ciekawa jak dalej poprowadzą tę postać, co powiedzą nam o jego przeszłości i czy wydarzenia z ostatniego odcinka odbiją na nim jakieś widoczne piętno.

- moją absolutnie ukochaną, najcudowniejszą postacią jest Uta. Miłość od pierwszego wejrzenia. Jego wygląd jest obłędny, maski, które robi - fascynujące, poczucie humoru odjechane i ten stoicki spokój, ten dystans.

Bardzo chciałabym, aby trochę więcej pokazali tej postaci, bo mi się rozmyła w całym tym pierdolniku, a wydaje się być intrygująca. Inna sprawa, że przypomina mi koleżankę z pracy, co w zasadzie też mnie intryguje ;)
Kotaro Amon - Jezu kochany jak ja uwielbiam takie powalone cold fish z misją. Do tego facet gada głosem Takano-Sana z Sekaiichi Hatsukoi, co jest chore i mi się niezmiernie podoba :head1:
Mam jedynie problem z Kanekim. Z jednej strony jest/był uroczym chłopcem, z drugiej zaś w pierwszej serii za dużo jęczał (chociaż to zrozumiałe, gdyby przyszło mi nagle jeść ludzkie mięso, też bym trochę marudziła), płakał i był bezpłciowym, z drugiej jednak po końcu pierwszej serii oczekiwałam większego buuuum, rozpierduchy, flaków i bezwzględności. A tu nic... Kaneki niemalże ucichł... Albo muszę zobaczyć TG jeszcze raz, albo jeszcze trochę pomędrkować, bo problem mam z nim niemały.
Boże niech oni zrobią tę trzecią serię, bo zwariuję (podobno jest zatwierdzona, OVA już są czy tam będą na dniach, więc coś mi się wydaje, że biorą dupy w garść i coś szykują).
Jeśli zaś chodzi o całość jako taką... Przemocy jest od cholery, to racja - jak nie wyrywają flaków, to się dźgają wszystkim i wszędzie, na wylot, w głowę, rękę, du... wszędzie. Trochę mnie to przeraziło, jak wyobraziłam sobie ekranizację TG. Dobrze, że to anime. Dlatego taka ilość przemocy mi nie przeszkadza, a wręcz jest wskazana, bo daje kopa. Sama koncepcja jest ciekawa i daje pole do popisu, zresztą jak zawsze, gdy kreuje się nowe gatunki. Do tego różnorodność bohaterów, pojawiające się nowe wątki jak chociażby wspomniane już przez Lunę bliźniaczki i ich stanie się ghoulami - to mnie najbardziej ciekawi, mam nadzieję, że jakoś to rozwiną. Do tego wszystkie relacje, emocje i to domowe ciepło Anteiku POKAŻ SPOILER . Jedyne co mnie zabolało to fakt, że na końcu 2 serii czułam się jak po seansie Gry o Tron: "Nosz wymordowali wszystkich, których kocham...", pomyślałam ocierając łzę (no dobra, potok łez). Bardzo mocno chcę trzecią serię. Bardzo mocno się wkurzę, jeśli jej nie będzie. Monitoruję cały czas internety i mam nadzieję, że w końcu zobaczę, że wychodzi 3 sezon.
"Monsters are real, and ghosts are real too. They live inside us, and sometimes, they win."
Awatar użytkownika
Luna
Lokalizacja: Elliðaey
Podziękował: 79 razy
Podziękowano: 54 razy
Płeć: Kobieta

Re: Anime!

Postautor: Luna » 23 stycznia 2016, 00:44

Bastet pisze:Wracając do "Tokyo Ghoul" - moją absolutnie ukochaną, najcudowniejszą postacią jest Uta. Miłość od pierwszego wejrzenia. Jego wygląd jest obłędny, maski, które robi - fascynujące, poczucie humoru odjechane i ten stoicki spokój, ten dystans. Uwielbiam takie tajemnicze, ekscentryczne postaci wychylające się z cienia. I co? I gra go Takahiro Sakurai! Pieprzony Sprzedawca Medykamentów! Pełen szał. Uwielbiam Utę.

Mnie Uta aż tak nie zachwycił ;). To ciekawa, ładna postać do lubienia, jak każdy dziwak i jak każdy przyjaciel Anteiku.

Sushi pisze:Ja na przykład, gdy doszło do starcia Gołębi z Ghoulami nie wiedziałam co mam zrobić z głową - komu kibicować? Kogo żałować? Za kim płakać? Obie strony mają bohaterów, których kocham i jak ktoś zginie to się wkurzę (wkurzałam się wielokrotnie).

Ja nie miałam z tym problemu, moje serce od początku do końca było z ghoulami :D. Bałam się tylko o Juuzou, ale jego nie traktuję, jak gołębia. On po prostu chce się bawić ^^. Chociaż po drugiej serii to może się zmienić...

Sushi pisze:Kotaro Amon - Jezu kochany jak ja uwielbiam takie powalone cold fish z misją. Do tego facet gada głosem Takano-Sana z Sekaiichi Hatsukoi, co jest chore i mi się niezmiernie podoba :head1:

Gdyby Amon stanął do ostatecznego, symbolicznego starcia z Kanekim, wolałabym, żeby Kaneki go zjadł, niż żeby to on zaciukał Kanekiego. Jednak za sprawą tej postaci przepięknie zostały ukazane podobieństwa między ludźmi i ghoulami. To chyba najbardziej przejmujący punkt całego anime - fakt, że nie ma dobrych i złych. Są tylko myślące, czujące, kochające osoby / stworzenia, które chcą przetrwać i chronić swoich.

Sushi pisze:Mam jedynie problem z Kanekim. Z jednej strony jest/był uroczym chłopcem, z drugiej zaś w pierwszej serii za dużo jęczał (chociaż to zrozumiałe, gdyby przyszło mi nagle jeść ludzkie mięso, też bym trochę marudziła), płakał i był bezpłciowym, z drugiej jednak po końcu pierwszej serii oczekiwałam większego buuuum, rozpierduchy, flaków i bezwzględności. A tu nic... Kaneki niemalże ucichł... Albo muszę zobaczyć TG jeszcze raz, albo jeszcze trochę pomędrkować, bo problem mam z nim niemały.

Ale łaj? :mrgreen: Przecież na początku był dobrym, lubiącym książki chłopcem. Nie zrobią z niego krwiożerczej bestii (chyba), choć to faktycznie byłoby najbardziej efekciarskie i spektakularne. Nie mam pojęcia, co mu w drugiej serii odwaliło i dlaczego dołączył do ekipy tych dziwnych indywiduów, ale wierzę, że ma jakąś ważną misję. Nie mogę się doczekać kontynuacji tego wątku :). Manga ma 14 tomów, więc ufam, że jeszcze dużo ciekawych scen przed nami :D.
Awatar użytkownika
Pepuś
Lokalizacja: Szczecin
Płeć: Mężczyzna

Re: Anime!

Postautor: Pepuś » 09 września 2017, 00:14

Żyje ktoś tutaj jeszcze?

Z tego co pamiętam opinia o Tokyo Ghoul była tutaj dość pozytywna, więc mam wam coś do polecenia. Może nie tyle podobnego w treści co w koncepcie. Otóż mówię o Kiseijuu, czyli po ludzki Parasyte. Tutaj skrót fabuł:

Pewnej nocy na Ziemi pojawiają się istoty o nieznanym pochodzeniu - Pasożyty. W postaci owadopodobnych stworzeń atakują ludzi, by zagnieździć się w ich mózgu i przejąć kontrolę nad ciałem. Izumi Shinichi to licealista, którego spotyka szczęście w nieszczęściu: Pasożytowi, który go atakuje, udaje się ewoluować jedynie w ręce chłopca. To początek dla ich wspólnych zmagań w walce o życie z innymi monstrami oraz odkrycia celu istnienia Pasożytów.
Fabuła tytułu skupia się na przedstawieniu konfrontacji między dwoma odmiennymi gatunkami. Dzieje się to zarówno w formie bezpośrednich konfrontacji, niejednokrotnie krwawych, jak i ukazania różnic w psychice człowieka i obcego. Bezlistosna logika Pasożytów zostaje postawiona naprzeciw ludzkiej empatii, co często stanowi przyczynę rozwoju akcji.


Jest to adaptacja bardzo starej mangi, która ma już ponad 20 lat.
Gatunki: Akcja, Dramat, Tajemnica, Nadprzyrodzone, Horror, Psychologiczne, Thriller

Do plusów zaliczę:
-bardzo dobrą oprawę graficzna(w końcu MadHouse),
-dobra ścieżkę dźwiękową,
-świetna kreacja i rozwój głównego bohatera, bardzo wiarygodna i płynna,
-duża ilość cliffhangerów, co powoduje syndrom "jeszcze jeden",
-filozoficzne przemyślenia dość proste ale trafne,
-dojrzały klimat, brak głupkowatego humoru.

Kilka razy tempo i zwroty akcji spowodowały, że prawie się spociłem.

Do tego momentu obejrzałem 18 odcinków z 24 i jest wyjątkowo dobrze. Mangę czytałem wieki temu. Ponoć końcówka mocno kontrowersyjna - sporo osób narzeka. Niemniej te 18 odcinków naprawdę było świetnych i polecam każdemu kto lubi takie gatunki.
All I Want to Hear is the Sound of My Own Heart Stopping.

Wróć do „Kinomania”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość