Six Feet Under

„Żal mi czasów niemego filmu. Cóż to była za radość widzieć, jak kobiecie otwierają się usta, a głosu nie słychać.” - Charlie Chaplin
Awatar użytkownika
Luna
Lokalizacja: Elliðaey
Podziękował: 79 razy
Podziękowano: 54 razy
Płeć: Kobieta

Re: Six Feet Under

Postautor: Luna » 01 kwietnia 2010, 12:06

Lepsza była tabliczka nad jej kiblem XD.

Oj tak. Ojjj taaaak... Kiedy pojawiła się Lisa, ta doprowadzająca mnie wcześniej do szału Brenda stała się taka kochana, urocza, wytęskniona, wręcz idealna... XD Autentycznie, na tym etapie uwielbiałam Brendę - wszystko lepsze od popieprzonej Lisy. Paradoksalnie to ona miała zrytą banię, nie Bren.

Nie rozumiem, jak można nie lubić Ruth :D. Sama wiele razy oczami wyobraźni widziałam jej głowę w imadle, ale to postać wykreowana tak precyzyjnie, tak autentycznie złożona, że z wielką przyjemnością obserwowałam jej losy i zachowania.
Awatar użytkownika
wisdom_tooth
Lokalizacja: Olkusz
Podziękował: 1 raz
Płeć: Mężczyzna

Re: Six Feet Under

Postautor: wisdom_tooth » 01 kwietnia 2010, 13:28

Więc jak uważacie drogie Panie, straszliwa rozpacz Nata z powodu zaginięcia Lisy była spowodowana tym, że jednak ją bardzo kochał, czy też tym, że został sam?
Przy całych kontrowersjach wobec jej postaci nie można jej odmówić jednego, miała w sobie tyle ciepła, jakiejś troskliwości, nie tylko o siebie, męża i córkę, jak chyba żadna inna postać w tym serialu.
Cały czas wracam do odcinka w drugiej serii, kiedy Nate z Claire jadą do Seattle i do sceny powitania ich przez Lisę- dla Nate coś takiego było normalne, ale autentyczne zdziwienie w oczach Claire, że ktoś może tak kogoś witać, zwłaszcza, że wtedy się nie znały, jest dowodem na bardzo pozytywne podejście Lisy do calego otoczenia. Claire chyba nie zaznała takiej czułości i serdeczności nigdy w tej powalonej rodzinie.
Fakt- napis na kiblu był rozwalajacy...

PS- nigdy nie spodziewałem się tego po sobie, że bedę dyskutował o jakimkolwiek serialu, dziwię się sobie.
Tylko krowa nie zmienia poglądów.
Mieszkam w pałacu Możliwości -
Piękniejszy to dom od Prozy -
O wiele więcej Okien -
Drzwi można szerzej otworzyć - E. Dickinson
Awatar użytkownika
Luna
Lokalizacja: Elliðaey
Podziękował: 79 razy
Podziękowano: 54 razy
Płeć: Kobieta

Re: Six Feet Under

Postautor: Luna » 01 kwietnia 2010, 13:41

Tak, to prawda. Akurat ciepła i troskliwości nie można było Lisie odmówić. Co nie zmienia faktu, że była nadopiekuńcza i rozhisteryzowana, ponadto przy dziecku zapominała o całym świecie, również o mężu, zaniedbywała się i zachowywała się jak kwoka - robiło mi się niedobrze, kiedy obwąchiwała te wszystkie ubranka Mai.

Myślę jednak, że Nate naprawdę ją kochał. Może to nie była jakaś wybuchowa mieszanka pożądania i gorącej miłości mężczyzny do kobiety, tylko połączenie przywiązania z poczuciem obowiązku, ale z pewnością czuł do niej coś więcej. Bardzo dobitnie udowodni to później - zobaczycie, jak ten wątek się rozwinie.

wisdom, to NIE JEST zwykły serial :D :D :D.
Awatar użytkownika
wisdom_tooth
Lokalizacja: Olkusz
Podziękował: 1 raz
Płeć: Mężczyzna

Re: Six Feet Under

Postautor: wisdom_tooth » 01 kwietnia 2010, 13:54

to NIE JEST zwykły serial .


:D :shock: :D a i owszem, mam nadzieję, że rodzinka moja wytrzyma ze mną jeszcze circa tydzień (no i ja z braku snu ;) )
No nie wiem, może to jednak zwykły serial i następnie dam się omamić "Na Wspólnej" i jakimś innym tvtasiemcom.
Wisdom, wisdom, nie prowokuj. Six Feet jest po prostu niesamowity, jak skończę nie wiem czy będę mógle przez pewien czas oglądać cokolwiek.
Jeśli znacie inne podobne "niezwykłe" seriale- proszę napiszcie.
A Lisa po prostu kochała cały świat i przy może nieco wypaczonym punkcie widzenia na niego po prostu chciała dla wszystkich jak najlepiej tzn tak jak to sobie wyobrażała, że jest najlepiej.
Mieszkam w pałacu Możliwości -
Piękniejszy to dom od Prozy -
O wiele więcej Okien -
Drzwi można szerzej otworzyć - E. Dickinson
Awatar użytkownika
Viento
Lokalizacja: Łódź
Podziękował: 28 razy
Podziękowano: 11 razy
Płeć: Kobieta

Re: Six Feet Under

Postautor: Viento » 02 kwietnia 2010, 08:16

Co nie zmienia faktu, że była nadopiekuńcza i rozhisteryzowana, ponadto przy dziecku zapominała o całym świecie, również o mężu, zaniedbywała się i zachowywała się jak kwoka - robiło mi się niedobrze, kiedy obwąchiwała te wszystkie ubranka Mai.


Jej zachowanie wcale nie odbiega od zachowania innych dzietnych, których znam. Mnie w Lisie wkurzało to, że ona ewidentnie chciała urobić Nate na obraz księcia z bajki i oczekiwała, że on dla niej się zmieni diametralnie. Jedna z ich kłótni właśnie tego dotyczyła. Zupełnie jak w tym dowcipie - dlaczego małżeństwa często się rozpadają? Bo ona myśli, że on po ślubie się zmieni, a on się nie zmienia, tymczasem on myśli, że ona po ślubie się nie zmieni, a ona się zmienia. Mi się wydaje, że Lisa była dla Nata kimś w rodzaju zapchajdziury po rozstaniu z Brendą oraz OBOWIĄZKIEM - ożenił się z nią bardzo szybko - z powodu dziecka. Tak, bardzo się cieszę, że Lisy już nie będzie. Nate też mnie wkurza jako podtatusiały misio pysio - rzygać mi się zachciało, jak podczas śniadania z Claire i Davidem opowiadał ze szczegółami o tym, jaką to piękną kupę Maya zrobiła rano. Widać udzieliło mu się od żony. Poza tym obarcza innych opieką nad swoim dzieckiem i ma do nich żal i pretensje jeśli akurat nie mają na to ochoty i mają inne plany (chodzi mi o Claire).

PS- nigdy nie spodziewałem się tego po sobie, że bedę dyskutował o jakimkolwiek serialu, dziwię się sobie.


Czemu nie dyskutować? To nie jest zwykły, ogłupiający serial w typie "To z kim teraz sypia Luz Maria?". ;)

Przyznam, że to, że Ruth jednak się zdecydowała na ten ślub mnie zaskoczyło, bo we wcześniejszym odcinku rozmawiała z Georgem i powiedziała, że powinni jednak zaczekać jakiś czas. Z drugiej strony tak naprawdę rozumiem Ruth - większość swojego życia poświęciła innym i chce w końcu zrobić coś dla siebie. Nie jest już młoda i wie jak cenny jest każdy dzień. Myślę, że mieszkanie w domu pogrzebowym doskonale to uświadamia. Człowiek myśli, że ma całe lata przed sobą, ale tak naprawdę może umrzeć każdego dnia więc każdy dzień jest ważny i cenny. Po co tracić czas na czekanie? Ruth nie jest młoda, George też nie - każde z nich jest samodzielne i niezależne finansowo, nie będą mieć wspólnych dzieci. Gdyby im nie wyszło po prostu się rozwiodą. Ja jednak trzymam za nich kciuki.
Awatar użytkownika
wisdom_tooth
Lokalizacja: Olkusz
Podziękował: 1 raz
Płeć: Mężczyzna

Re: Six Feet Under

Postautor: wisdom_tooth » 02 kwietnia 2010, 11:09

:)
oczekiwała, że on dla niej się zmieni diametralnie


Jest to w serialu w pewien sposób przejaskrawione- ja to odbieram nieco inaczej niż Viento, tzn w pewnych sytuacjach, tutaj mając dziecko, rodzinę i świadomość, że trzeba wszystkich utrzymać, w tym niepracującą (zawodowo ;) ) żonę niestety z pewnych rzeczy trzeba rezygnować, konieczne jest bycie odpowiedzialnym. Kobiety, przyznam to szczerze :) myślą inaczej, są bardziej odpowiedzialne, mężczyźni, zwłaszcza tacy jak Nate przyzwyczajeni do "starokawalerstwa" bujają w obłokach- Nate to taki przykład typowego Piotrusia Pana, nigdy nie chce dorosnąć.
Jeżeli nie widzialaś wszystkich odcinków do pogrzebu Lisy, poczekaj z ocenę jego stosunku do niej, jestem w pełni przekonany, że kochał ją tak, że bardziej nie można sobie wyobrazić.
Z oceną Ruth- :) calkowicie zgadzam się z Viento, wyjrzała na świat i do kuchni nie chce już wrócić. Nie wiem czy w wieku Ruth i Georga, przy całym bagażu doświadczeń jakie mają za sobą , czy decyzję ślubu w kilka tygodni można uznać za zbyt szybką- życie idzie naprzód i potrzebuje zmian.
Mieszkam w pałacu Możliwości -
Piękniejszy to dom od Prozy -
O wiele więcej Okien -
Drzwi można szerzej otworzyć - E. Dickinson
Awatar użytkownika
Bastet
Lokalizacja: Królewskie Miasto Kraków
Płeć: Kobieta

Re: Six Feet Under

Postautor: Bastet » 02 kwietnia 2010, 12:37

Viento, w twoich ustach słowo "dzietni" zawsze brzmi jak "trędowaci".

Co do Lisy - na ocenę całości trzeba koniecznie poczekać aż do rozwiązania wątku jej zaginięcia. Wtedy odsłoni przed nami prawdziwą twarz. Co nie oznacza, że nie jest irytująca.
Akurat jej macierzyństwo wydało mi się czymś pozytywnym. Jej jazdy typu masło orzechowe, szczepionki i inne takie już nie, ale generalnie była dobra matką i realizowała się w tym. Problem polegał raczej na tym, że związała się z mężczyzną, który nie dorósł do roli ojca. Stąd to wyręczanie się rodziną i absorbowanie innych dzieckiem. Jednak Lisa jako matka była matką na 100%, tak jak wcześniej Ruth i to była jednak jej największa zaleta. Była też kretynką, a to zupełnie inna historia. :]

Macierzyństwo Ruth i Lisy jest dobre, bo służy ogółowi i ulepsza charaktery obu tych kobiet. Natomiast nigdy, przenigdy matką nie powinna zostać Margaret Chenowith. W ogóle takie osoby jak ona powinny przebywać na innej planecie. Przy jej odpałach niegroźny fioł Ruth to betka. W serialu fajnie pokazano, że w dzisiejszych czasach takie wynaturzone monstra mają więcej do powiedzenia w życiu i są na szczycie, mimo, że są tylko szkodliwymi, egoistycznymi pasożytami. Nic dziwnego, że Billy i Bren mają takie problemy ze sobą.
You're always so perceptive about everyone but yourself.
Awatar użytkownika
Luna
Lokalizacja: Elliðaey
Podziękował: 79 razy
Podziękowano: 54 razy
Płeć: Kobieta

Re: Six Feet Under

Postautor: Luna » 02 kwietnia 2010, 16:59

Bastet pisze:Co do Lisy - na ocenę całości trzeba koniecznie poczekać aż do rozwiązania wątku jej zaginięcia. Wtedy odsłoni przed nami prawdziwą twarz. Co nie oznacza, że nie jest irytująca.

Właściwie to ta sprawa do końca pozostała tajemnicą. Szwagier Lisy nie powiedział nic konkretnego. Można się tylko pewnych rzeczy domyślić, choć oczywistym jest, że Lisa coś ukrywała. Świetnie zakończyli ten wątek. Dokładnie tak, jak podobne tragedie rozgrywają się w prawdziwym życiu - bez rozkładania na części pierwsze.

W filmie nie pokazali macierzyństwa Lisy od tej strony, bo miała za mało czasu, ale imo na dłuższą metę, zupełnie niezamierzenie wcale nie byłaby taką świetną matką. Była ciągle sfrustrowana zachowaniem Nata, wariowała przez Brendę. Imo któregoś dnia jej odchyły odbiłyby się na Mai. Ale, jak już pisałam, nie zrobiłaby tego celowo, starała się, jak mogła. Pamiętacie ich spotkanie na wystawie Claire? Imo Brenda pokazała wtedy prawdziwą klasę i czarno na białym ukazana została różnica między nią i Lisą.

Ja również uważam, że Ruth dobrze zrobiła decydując się w końcu na coś szalonego. To, co działo się później, to już kompletnie inna bajka. Po prostu źle trafiła i nie mogła tego przewidzieć. Można tylko winić o to Georga, że nie był z nią szczery. Chociaż, z perspektywy całego serialu wyszło im to na dobre.
Awatar użytkownika
Viento
Lokalizacja: Łódź
Podziękował: 28 razy
Podziękowano: 11 razy
Płeć: Kobieta

Re: Six Feet Under

Postautor: Viento » 02 kwietnia 2010, 17:01

Obejrzałam do końca trzeci sezon, łącznie z pogrzebem Lisy i podtrzymuję swoje zdanie, że Nate nie kochał Lisy i że był z nią z poczucia obowiązku, ponieważ:
- w nocy, kiedy dowiedział się, że Lisa nie żyje poszedł do Brendy i się z nią kochał
- na początku czwartego sezonu rozmawia z duchem ojca i mówi mu, że chciałby, żeby Lisa żyła, ale wtedy nie byłby wolny i uśmiecha się porozumiewawczo do ojca
- odnoszę wrażenie, że jest zły, że został sam. Sam musi zajmować się dzieckiem i nie może już być wolnym ptakiem
- zrobił Lisie taki pogrzeb jak chciała, ponieważ dręczą go wyrzuty sumienia, że nie sprostał jej oczekiwaniom, że może to przez niego ona nie żyje, bo on kiedyś podczas kłótni powiedział, że być może powinni się rozstać
- rozmawiał z Davidem i powiedział, że nigdy nie myślał, że on i Lisa będą razem na zawsze i że zależało mu tylko na tym, żeby to nie przez niego ten związek się rozpadł
- tyle w ich związku było kłótni, niedomówień i udawania, pretensji i złości, że nie wygląda mi to na miłość - tzn jeśli porównam ich związek do mojego.

Viento, w twoich ustach słowo "dzietni" zawsze brzmi jak "trędowaci".


To tak jak bezdzietni, które jest używane na codzień, tylko, że bez "bez". O dzietnych, którzy na punkcie swoich dzieci dostają małpiego rozumu (gadając np. o kupach) wypowiadam się negatywnie, bo dla mnie takie zachowanie jest infantylne i po prostu głupie i niesmaczne - stąd pewnie twoje wrażenie.

Wracając do serialu - co sądzicie o praktykancie Arturze? Jest bardzo dziwny...
Awatar użytkownika
Bastet
Lokalizacja: Królewskie Miasto Kraków
Płeć: Kobieta

Re: Six Feet Under

Postautor: Bastet » 02 kwietnia 2010, 22:40

Viento pisze:- w nocy, kiedy dowiedział się, że Lisa nie żyje poszedł do Brendy i się z nią kochał

Aghrrrrr...szkoda, że nie wszyscy obejrzeli serial do końca! To trochę utrudnia sprawę, ale postaram się nie spoilerować.
Otóż problem polega na tym, moim zdaniem, że Nate nigdy się z Bren nie kochał w pełnym tego słowa znaczeniu. Wiele wyjaśniłoby tu wprowadzenie postaci Meggie, ale nie zrobię wam tego. Wspomnicie moje słowa!
Żeby spojrzeć na to zagadnienie z odpowiedniej strony trzeba się wyzbyć swoich pojęć na temat seksu. Uprawiać seks nie równa się kochać się. Zauważ, że seks Bren i Nate'a jest zwykle ukazany jako rozrywkowy, namiętny, często dziki i nieposkromiony, ale mało, bardzo mało, jest w nim prawdziwego oddania i czułości. Seks z Lisą z kolei był klasycznym przykładem małżeńskiej powinności, spełnianej rzetelnie, dokładnie i uważnie, ale nudno, nudno, nuuuudno! I przygnębiająco prawdziwie. Nate po śmierci Lisy poszedł do Bren nie po to, żeby się z nią kochać w znaczeniu - dać miłość, tylko uprawiać seks - zapomnieć. Dla mnie to była potwornie smutna scena. Wiele osób robi takie rzeczy z rozpaczy - pije, ćpa, pieprzy się po to, by zagłuszyć ból. Nate nie radzi sobie z uczuciami i stara się je stłumić znanymi sobie używkami. Tragiczne jest to, że wykorzystuje do tego Brende.
viento pisze:- zrobił Lisie taki pogrzeb jak chciała, ponieważ dręczą go wyrzuty sumienia, że nie sprostał jej oczekiwaniom, że może to przez niego ona nie żyje, bo on kiedyś podczas kłótni powiedział, że być może powinni się rozstać

Tak, myślę że tak. To były wyrzuty sumienia i chęć naprawienia tego, czego naprawić się nie da. Ale wydaje mi się, że to było też swego rodzaju uczucie. Wobec obojętnej ci osoby nie czujesz wyrzutów sumienia.
- tyle w ich związku było kłótni, niedomówień i udawania, pretensji i złości, że nie wygląda mi to na miłość - tzn jeśli porównam ich związek do mojego.

Tutaj się nie zgodzę kompletnie. Często, niestety, bardzo często, uświadamiamy sobie, jak bardzo pewna osoba była dla nas ważna dopiero wtedy, gdy ją tracimy. Wiele związków tak wygląda. O tym przecież w dużej mierze jest ten serial. Lisa i Nate byli z dwóch różnych planet, ale wcześniej potrafili się przyjaźnić i szukać w sobie wsparcia. Na pewno nie wybuchło między nimi wielkie, namiętne uczucie, ale starali się, żeby wychodziło. Myślę, że ten żal Nate po jej śmierci wynikał z tego, że w pewnym momencie uświadomił sobie, ile błędów popełnił. Oboje popełnili. A teraz nic się nie da naprawić - on jest wdowcem, Maya straciła matkę. To jednak kopie po głowie.

Wracając do serialu - co sądzicie o praktykancie Arturze? Jest bardzo dziwny...

Jest :D Na początku myślałam, że okaże się jakimś psychopata, nekrofilem czy kimś takim. Ale nie. Oceniłam go po pozorach i srodze się pomyliłam. Scenarzysta za pomocą tej postaci dał mi prztyczka w nos "a, bo co, bo głupio się ubiera, żyje jak asceta i lubi domy pogrzebowe? Głupia krowo!".
Tak. Dla mnie psychopatka w tym serialu jest tylko jedna i nazywa się Margaret.
You're always so perceptive about everyone but yourself.

Wróć do „Kinomania”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość