Six Feet Under

„Żal mi czasów niemego filmu. Cóż to była za radość widzieć, jak kobiecie otwierają się usta, a głosu nie słychać.” - Charlie Chaplin
Awatar użytkownika
Bastet
Lokalizacja: Królewskie Miasto Kraków
Płeć: Kobieta

Six Feet Under

Postautor: Bastet » 14 stycznia 2010, 13:31

Ostatnio wciągnął mnie, i to w stopniu porównywalnym do "Dr. Housa" serial "Six Feet Under", opowiadający o losach rodziny, która pracuje i mieszka w domu pogrzebowym. W kolejnych odcinkach, z których każdy zaczyna się śmiercią "klienta" rodziny Fisherów śledzimy ich problemy, radości, zmaganie się z życiem. Agnieszka Holland nazwała ten serial arcydziełem małego realizmu, i to doskonale określa wartość tego serialu. Bohaterowie nie są jednowymiarowymi kukłami, ale doskonale skonstruowanymi, dynamicznymi, głębokimi postaciami. Obserwując ich losy, obserwujemy, jak zmieniają się pod wpływem zdarzeń, jak są kształtowani przez kolejne życiowe wzloty i wypadki. Nie przezywają wydumanych problemów, ale codzienne, odpowiednie do ich profilu. Tak więc mama Fisher, która całe życie poświęciła rodzinie, osoba pełna rezerwy i konserwatywna, zmaga się z próbami samodzielności po śmierci męża i kłopotami dzieci. David jest gejem, po matce zamkniętym w sobie i religijnym, stale zmagającym się z własną tożsamością. Claire to nastolatka, która, wychowana w domu pogrzebowym, wyrosła na outsiderkę z artystyczną duszą, buntującą się przeciw wszystkiemu, co wpajano jej od dzieciństwa. I tak dalej. Bohaterów jest oczywiście znacznie więcej, i każdy z nich jest prawdziwy, ludzki i skomplikowany.

Ponadto sytuacje, w których biorą udział, stają się pretekstem do zastanowienia się nad poważnymi, typowo ludzkimi problemami. Widz nie dostaje odpowiedzi ani dętych gadek o poświęceniu, życiu, śmierci, patriotyzmie i segregacji odpadów, tylko kolejne pytania, które musi sam rozwiązać.

Nie myślałam nigdy, że napisze coś takiego, ale ten serial wpłynął mocno na moje postrzeganie świata i dał mi duzo do myslenia.
You're always so perceptive about everyone but yourself.
Awatar użytkownika
Bastet
Lokalizacja: Królewskie Miasto Kraków
Płeć: Kobieta

aaa

Postautor: Bastet » 09 marca 2010, 14:45

Właśnie skończyłam oglądać ostatnio odcinek "Six Feet Under" i jestem...nie, nie umiem powiedzieć, jaka jestem. Nigdy w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że amerykański serial może zrobić coś takiego z człowiekiem.

Od wieków nic mnie tak nie ruszyło, nie dało do myślenia i nie przykuło do siebie. W tym serialu doskonałe jest wszystko - od aktorów, nie stylizowanych na kalifornijskie ideały po zdjęcia. Trochę jest to przypowieść, a trochę z kliniczną dokładnością obrazowane ludzie życie. Głębia psychologiczna występujących tam postaci jest nieprawdopodobna - mało w którym FILMIE spotyka się tak skomplikowane, a jednocześnie tak naturalne postacie, a co dopiero w serialu! Poza tym mądrość, trzeźwość spojrzenia, zero tandetnego patosu, głębia i subtelność przedstawienia prawd tak zwanych ostatecznych.

Ostatnie 10 minut finałowego odcinka to była...nie, nie wiem, co to było, ale nie mogę się pozbierać. I jeszcze długo nie będę mogła.

Najlepszy serial, jaki w życiu widziałam i mówię to z pełną świadomością. I jeden z najmądrzejszych obrazów.
You're always so perceptive about everyone but yourself.
Awatar użytkownika
wisdom_tooth
Lokalizacja: Olkusz
Podziękował: 1 raz
Płeć: Mężczyzna

bbb

Postautor: wisdom_tooth » 16 marca 2010, 08:46

Jeeżu, jak ja nie lubię seriali, może przez to, że nie mam czasu ich oglądać ;) . Ale opinia Bastet zachęciła mnie do Six Feet Under, jestem w trakcie "pozyskiwania" i nie ukrywam, żem ciekaw.
Mieszkam w pałacu Możliwości -
Piękniejszy to dom od Prozy -
O wiele więcej Okien -
Drzwi można szerzej otworzyć - E. Dickinson
Awatar użytkownika
Viento
Lokalizacja: Łódź
Podziękował: 28 razy
Podziękowano: 11 razy
Płeć: Kobieta

Co się świeci na małym ekranie czyli TV i seriale.

Postautor: Viento » 17 marca 2010, 11:48

Mam nadzieję, że ci się spodoba. Jednak jest to rzecz bardzo specyficzna i na pierwszy rzut gałką oczną może wydawać się nudna. Jeśli spodobało ci się "American Beauty", to jest to serial dla ciebie.


Masz rację, Bastet - ten serial przypomina American Beauty i tak samo świetnie ukazuje relacje między ludźmi i emocje. Obejrzałam trzy odcinki (od wczoraj) i wpadłam jak śliwka w kompot. Poza tym serial nie jest nudny - to prawda, że nie ma w nim wartkiej akcji, ale są zabawne sytuacje, jak np. szukanie zaginionej stopy zwłok. Ciekawa jestem jak serial się dalej rozwinie.
Awatar użytkownika
wisdom_tooth
Lokalizacja: Olkusz
Podziękował: 1 raz
Płeć: Mężczyzna

Re: Co się świeci na małym ekranie czyli TV i seriale.

Postautor: wisdom_tooth » 17 marca 2010, 12:58

Jestem po pilocie serialu i jestem bardzo mile zaskoczony- postaci są świetne, a fakt, że w pierwszym odcinku tak niewiele się o nich dowiadujemy obiecuje interesujące następne odcinki, coś wydaje mi sie, że wtopiłem :) . Mam już cała pierwszą serię i jak znajdę czas to pewnie będę ją miał za sobą. Humor wspaniały- taki lubię, nie nachalny, głównie sytuacyjny, chociaż teksty tez sa powalające. A przede wszystkim to jest...to jest- czarny humor :D
Mieszkam w pałacu Możliwości -
Piękniejszy to dom od Prozy -
O wiele więcej Okien -
Drzwi można szerzej otworzyć - E. Dickinson
Awatar użytkownika
Luna
Lokalizacja: Elliðaey
Podziękował: 79 razy
Podziękowano: 54 razy
Płeć: Kobieta

Re: Co się świeci na małym ekranie czyli TV i seriale.

Postautor: Luna » 18 marca 2010, 20:58

Dzisiaj zarwałam noc żeby obejrzeć do końca Six Feet Under. Po trzech, czy czterech ostatnich odcinkach jestem wręcz oburzona, że w ogóle wspominacie o jakimś humorze XD. Ale to żadna złośliwość - wspomnicie moje słowa, gdy obejrzycie całość :D.

A tak poważnie - zbyt wielu seriali w życiu nie obejrzałam, ale SFU jest z pewnością tym najlepszym, z jakim się zetknęłam. Postacie są po prostu niesamowite, bardzo głębokie, złożone. Można przewidzieć zachowanie każdej z nich, ale to nic złego, wręcz przeciwnie. Bohaterowie są, jak prawdziwi ludzie, mają stabilne charaktery, można ich bardzo dobrze poznać, choć ten proces trwa aż do końca serialu. Na każdym kroku dowiadujemy się czegoś nowego. Nikt nie jest czarny, albo biały, jak w życiu. W pewnym momencie ma się ochotę udusić Brendę, a już za chwilę przytulić, pocieszyć i płakać razem z nią. Każdy ma swój własny, jedyny w swoim rodzaju pogląd na życie i podejście do niego. W każdym znajdzie się coś odpychającego i coś urzekającego. Imo prawdziwym strzałem w dziesiątkę dodającym serialowi wiarygodności jest rozłożenie wydarzeń w odpowiednim czasie. Wszystko rozgrywa się stopniowo, jak w prawdziwym życiu. Kiedy ktoś przeżyje traumę odbija się to na nim przez kolejne lata. Bohaterowie o niczym nie zapominają, nikt nie znika niezauważalnie. Nathaniel Fisher ginie w pierwszym odcinku, a jego dzieci, rodzina, przyjaciele wspominają go do samego końca. Nawet w ostatnim odcinku jest obecny, szczególnie w ostatnim.

===============================================================


Uwaga, spoiler!

Śmierć Nata wywarła na mnie ogromne wrażenie. Nie przepadałam za nim jakoś szczególnie, ale poświęcenie całych trzech odcinków na opłakiwanie go, na wspominanie, na ukazanie z bliska prawdziwego, rodzinnego dramatu było czymś koszmarnym. Całe trzy godziny serialu szlochałam i pękało mi serce. Jeszcze teraz widzę tę rozgoryczoną, pozostawioną z tyloma niedopowiedzeniami Brendę, którą musiało spotkać coś takiego, choć całe życie miała spieprzone, wrażliwego Davida, którego brat zawsze wspierał, Ruth, która wkurzała mnie przez prawie cały czas trwania serialu, a w tym momencie chciałam ją mocno przytulić i jakoś ulżyć jej w cierpieniu, tę kompletnie zagubioną, pijaną w pracy Claire, później płaczącą w drodze do Nowego Jorku, słucham tego pieprzonego "Breathe Me" i łzy same cisną mi się do oczu. To nie jest tani dramatyzm. Nie widziałam jeszcze żadnego filmu, który oddałby tak głęboki ból.

===============================================================

Może zabrzmi to banalnie i żałośnie, ale mam to gdzieś. Ten serial sprawił, że chcę być lepszym człowiekiem. Chcę opiekować się moimi bliskimi i dać im odczuć, że ich kocham. Six Feet Under naprawdę pokazuje, że życie trwa bardzo krótko, że powinniśmy wspierać naszych bliskich i być z nimi blisko, bo w jednej sekundzie ktoś może zniknąć z tego świata, a my pozostajemy z wyrzutami sumienia, ze wspomnieniami o kłótniach i zdajemy sobie sprawę, że najbliższej nam osoby w ogóle nie znaliśmy i nie zrobiliśmy nic, żeby była szczęśliwa.
Awatar użytkownika
wisdom_tooth
Lokalizacja: Olkusz
Podziękował: 1 raz
Płeć: Mężczyzna

Re: Co się świeci na małym ekranie czyli TV i seriale.

Postautor: wisdom_tooth » 21 marca 2010, 12:47

Bardzo głębokie przemyślenia Luno.
Obejrzałem w dzieciństwie "Czterech Pancernych i Psa" , "Kapitana Klossa" i tak, tak :shock: "17 Mgnień Wiosny" (było coś takiego). Następnie był okres kiedy seriali szczerze nienawidziłem- trwa od do tej pory. Wyjątek zrobiłem tylko dla "Prison Break" ale z nim wytrwałem do połowy drugiej serii, gdzia uznałem, że więcej nie będę znosił tej dawki idiotyzmu. Jeszcze była "Kompania Braci"- ale to coś zupełnie innego.
Mam mało czasu, który mógłbym przeznaczyć na rozrywki, głupio ale w tym roku nawet nie obejrzałem filmów na Oskary- zacząłem oglądać ten serial i wtopiłem- nie wiem jak będzie za 20 odcinków, ale na obecną chwilę pochłania on wiekszość mojego czasu wolnego.
Obrazek

Dostrzegam w nim b dużo humoru, nie jest on taki żebym strzelał śmiechem, humor tkwi w tych bardzo licznych sytuacjach- np kto na Boga wpadł na pomysł :D żeby szefem zakładu pogrzebowego uczynić geja, Claire- jest wspaniała, Brenda- zaskakująca, "rajd" Brendy i Nathana po zakładach konkurencji, extasy w Aspirynie (inna sprawa, że już gdzieś coś takiego było)- po prostu w każdym odcinku jest mnóstwo powodów do śmiechu- nie głośnego, do śmiania w ciszy i zastanawiania się, czy ludzie tacy są, czy my tacy jesteśmy, jacy bylibyśmy w obliczu tragedii- nie miałem okazji do tj pory się przekonać i oby jak najdlużej...
Ten serial jest po prostu wspaniały i podzielam w 100% Twoją opinię o nim.

Najbardziej z serialu podoba mi się postać Claire i to nie tylko ze względu na jej (może nie do końca typową) urodę. Ma w sobie niesamowite ciepło i opiekuńczość (jestem po odcinku,kiedy szukała Gabe) przy mocnym pierwiastku szaleństwa i autodestrukcji- mocno neurotyczna osóbka.
Mieszkam w pałacu Możliwości -
Piękniejszy to dom od Prozy -
O wiele więcej Okien -
Drzwi można szerzej otworzyć - E. Dickinson
Awatar użytkownika
Bastet
Lokalizacja: Królewskie Miasto Kraków
Płeć: Kobieta

Re: Co się świeci na małym ekranie czyli TV i seriale.

Postautor: Bastet » 27 marca 2010, 00:29

I jestem pewien, że jak skończę ten serial to długo nie obejrzę kolejnego, chociaż kusi Dexter.

Heh, poleciłam to już Lunie - przed obejrzeniem ostatniego odcinka zapewnij sobie trochę prywatności, obejrzyj go w ładny dzień, abyś potem mógł wyjść na spacer, spokojnie...odreagować. Wiem, jak to śmiesznie brzmi, ale ten serial zmienia ludzi. Kiedy zrozumiesz go jako zamkniętą całość wpłynie na ciebie bezpowrotnie. I naprawdę - na ostatni odcinek, zwłaszcza ostanie 6 minut zarezerwuj sobie nieco ciszy i samotności.

Taki to serial kopany, no!
You're always so perceptive about everyone but yourself.
Awatar użytkownika
wisdom_tooth
Lokalizacja: Olkusz
Podziękował: 1 raz
Płeć: Mężczyzna

Re: Co się świeci na małym ekranie czyli TV i seriale.

Postautor: wisdom_tooth » 27 marca 2010, 08:34

Heh, poleciłam to już Lunie - przed obejrzeniem ostatniego odcinka zapewnij sobie trochę prywatności, obejrzyj go w ładny dzień, abyś potem mógł wyjść na spacer, spokojnie...odreagować.

:) Bastet toż to niewykonalne, w dzień brak czasu, zarywam wieczory i noce by go oglądać i rzadko mi się udaje obejrzeć więcej niż jeden odcinek naraz- ;) w nocy raczej nie pójdę na spacer :) , ale wtedy mam to drobinę spokoju, dzieci spią i nie skaczą mi po głowie ani okolicach.
Serial zmienia ludzi...hmmm, zdecydowanie tak, kończę druga serię, a wzruszyłem się poważnie więcej razy niż na jakims wyciskaczu łez, niesamowicie daje po garach- tfu po emocjach.
Musze go kupić na DVD ale ceny na razie są cokolwiek zaporowe.
Pewny jestem, że ostatnie odcinki obejrzę cięgiem w jakąś nockę- potrzebuję spokoju.

Edit: Potrwa to pewnie ze dwa tygodnie jak skończę Six Feet (kończę drugi sezon), ale już spodobała mi się piosenka Sia "Breathe Me"- piękna jest i tyle.
Mało czasu, ale ciągle go szukam żeby obejrzec nastęny odcinek i następny...niektóre sa słabsze, ale inne za to rewelacyjne.
Chyba to nie to miejsce...a może jednak to...
Sia "Breathe Me"
I jestem pewien, że jak skończę ten serial to długo nie obejrzę kolejnego, chociaż kusi Dexter.
Pieprzyć True Blood i inne.
Mieszkam w pałacu Możliwości -
Piękniejszy to dom od Prozy -
O wiele więcej Okien -
Drzwi można szerzej otworzyć - E. Dickinson
Awatar użytkownika
Viento
Lokalizacja: Łódź
Podziękował: 28 razy
Podziękowano: 11 razy
Płeć: Kobieta

Re: Co się świeci na małym ekranie czyli TV i seriale.

Postautor: Viento » 28 marca 2010, 11:50

Do mnie też przyczepiła sie piosenka "Breathe Me". Dotychczas obejrzałam dwa sezony Six Feet Under i zaczęłam trzeci. Nigdy żaden serial nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Jest kilka osób w serialu, które mnie wkurzają (Ruth i Rico oraz podtatusiały Nate), ale całość jest bardzo emocjonalna i zmusza do myślenia, zastanowienia się. Nic tu nie jest proste lub czarno - białe - tak jak w życiu. Bardzo jestem ciekawa jak rozwinie się postać Claire i jak dalej potoczą się jej losy. To moja ulubiona postać - zagubiona, ale widać, że "będą z niej ludzie".

Wróć do „Kinomania”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość