Oscary i inne nagrody filmowe

„Żal mi czasów niemego filmu. Cóż to była za radość widzieć, jak kobiecie otwierają się usta, a głosu nie słychać.” - Charlie Chaplin
Awatar użytkownika
Luna
Lokalizacja: Elliðaey
Podziękował: 79 razy
Podziękowano: 55 razy
Płeć: Kobieta

Re: Oscary i inne nagrody filmowe

Postautor: Luna » 06 lutego 2018, 14:36

I w tym roku udało mi się sklecić dla nas oscarową ściągę :) Wybaczcie za mały poślizg, ale pisałam ją na raty i trochę to zajęło.

Nominacje do Oscarów 2018, za filmy z 2017 ogłoszono 23 stycznia:

http://www.filmweb.pl/awards/Oscary/2018




Wszystkie tytuły


Filmy aktorskie:

"Czas mroku"
"Dunkierka"
"Lady Bird"
"Tamte dni, tamte noce"
"Uciekaj!"
"Czwarta władza"
"Kształt wody"
"Nić widmo"
"Trzy billboardy za Ebbing, Missouri"
"Roman J. Israel, Esq."
"Jestem najlepsza. Ja, Tonya"
"Wszystkie pieniądze świata"
"The Florida Project"
"Mudbound"
"I tak cię kocham"
"Disaster Artist"
"Logan: Wolverine"
"Gra o wszystko"
"Mudbound"
"Cudowny chłopak"
"Powiernik królowej"
"Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi"
"Blade Runner 2049"
"Piękna i Bestia"
"Kong: Wyspa Czaszki"
"Wojna o planetę małp"
"Strażnicy Galaktyki vol. 2"
"Baby Driver"

"Dusza i ciało"
"L'insulte"
"The Square"
"Fantastyczna kobieta"
"Niemiłość"

"DeKalb Elementary"
"The Eleven O’Clock"
"Watu Wote: All of us"
"My Nephew Emmett"
"The Silent Child"


Animacje:

"Coco"
"Fernando"
"Twój Vincent"
"Dzieciak rządzi"
"The Breadwinner"

"Dear Basketball" (cały film)
"Lou" (cały film)
"Revolting Rhymes Part One" (cały film)
"Garden Party" (cały film)
"Negative Space" (cały film)


Dokumenty:

"Abacus: Small Enough to Jail"
"Ostatni w Aleppo"
"Visages, villages"
"Ikar"
"Strong Island"

"Edith+Eddie" (cały film)
"Heroine" (dostępny na Netfliksie)
"Traffic Stop"
"Heaven is a traffic jam on the 405" (cały film)
"Knife Skills"


+ filmy od nominowanych piosenek:

"Marshall"
"Król rozrywki"


Nominowane piosenki:

Miguel i Natalia Lafourcade - "Remember Me" do filmu "Coco"
Andra Day i Common - "Stand Up for Something" do filmu "Marshall"
Sufjan Stevens - "Mystery of Love" do filmu "Tamte dni, tamte noce"
Keala Settle i obsada filmu - "This Is Me" do filmu "Król rozrywki"
Mary J. Blige - "Mighty River" do filmu "Mudbound"


Rozdanie nagród 4 marca.


Oscary honorowe otrzymali:

Agnes Varda
Donald Sutherland
Charles Burnett
Owen Roizman


Aktualnie w wybranych kinach:

"Czas mroku"
"Tamte dni, tamte noce"
"Trzy billboardy za Ebbing, Missouri"
"Wszystkie pieniądze świata"
"The Florida Project"
"I tak cię kocham"
"Gra o wszystko"
"Cudowny chłopak"
"Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi"
"Dusza i ciało"
"The Square"
"Fantastyczna kobieta"
"Niemiłość"
"Coco"
"Fernando"
"Twój Vincent"


Nadchodzące, polskie premiery:

09.02. - "Disaster Artist"
16.02. - "Czwarta władza"
16.02. - "Kształt wody"
23.02. - "Nić widmo"
02.03. - "Lady Bird"
02.03. - "Jestem najlepsza. Ja, Tonya"


Do poczytania:

André Aciman, "Tamte dni, tamte noce" ("Tamte dni, tamte noce")
Hillary Jordan, "Mudbound" ("Mudbound")
Greg Sestero, Tom Bissell, "The Disaster Artist: My Life Inside The Room, the Greatest Bad Movie Ever Made" ("The Disaster Artist")
Molly Bloom, "Gra o wszystko" ("Gra o wszystko")
R.J. Palacio, "Cud chłopak" ("Cudowny chłopak")
Shrabani Basu, "Victoria & Abdul" ("Powiernik królowej")
Philip K. Dick, "Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?" ("Blade Runner 2049")
Pierre Boulle, "Planeta małp" ("Wojna o planetę małp")
Dan Abnett, Andy Lanning, komiksy ("Strażnicy Galaktyki vol. 2")
Vincent Van Gogh, "Listy do brata" ("Twój Vincent")
Awatar użytkownika
Vinlett
Lokalizacja: Układ Tatooine
Podziękował: 57 razy
Podziękowano: 81 razy
Płeć: Kobieta

Re: Oscary i inne nagrody filmowe

Postautor: Vinlett » 06 lutego 2018, 17:49

Lunuś, czy wspominałam, że kocham Twoje Oscarowe posty, bo kocham? :kocham: Co rok na nie czekam :)

Luna pisze:Nadchodzące, polskie premiery:
(…)
03.03. - "Logan: Wolverine"
10.03. - "Kong: Wyspa Czaszki"
Wydaje mi się, że te filmy miały swoje polskie premiery w marcu 2017 roku.

Prawie mi serce stanęło, jak wypatrzyłam w tym zestawieniu „Logana” :lol: Zaledwie kilka dni temu go obejrzałam, a zawsze staram się zwracać uwagę na to, żeby nie oglądać przed premierą ;)


Macie jakichś faworytów? Mnie, szczerze mówiąc, tegoroczne nominacje w kategorii „najlepszy film” trochę rozczarowały. Filmy z głównej kategorii widziałam prawie wszystkie, poza „Nicią widmo” i „Czwartą władzą” (żeby nie było - „Lady Bird”, „Kształt wody” i „Trzy billboardy…” widziałam na przedpremierowych pokazach w kinie) i stwierdzam, że jest w tym zestawieniu tak naprawdę tylko jeden film, o którym mogę powiedzieć, że rozumiem, dlaczego tu się znalazł. To „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”. Dalej jest długo, długo nic i dopiero potem można wskazać kilka filmów, które są ogólnie na przyzwoitym poziomie, ale w sumie nie wiem za co dostały nominacje. A tak w ogóle to dla mnie najlepszym nominowanym filmem w tym roku jest „Twój Vincent” i wcale nie mówię tak z patriotycznych pobudek :) Naturalnie nie wskazuję na takie filmy jak „Ostatni Jedi” czy „Blade Runner 2049”, chociaż je lubię, ale one nie otrzymały nominacji jako filmy.
I am the FBI.
Awatar użytkownika
Luna
Lokalizacja: Elliðaey
Podziękował: 79 razy
Podziękowano: 55 razy
Płeć: Kobieta

Re: Oscary i inne nagrody filmowe

Postautor: Luna » 06 lutego 2018, 22:19

Vinlett pisze:Wydaje mi się, że te filmy miały swoje polskie premiery w marcu 2017 roku.

Oł maj gaad, dzięki Vinnie za czujność :D Już poprawiłam. Coś mi właśnie świtało, że chyba od zbyt dawna słyszę o tych filmach :D


Ja na razie nie mam żadnych uwag. Tak się jakoś złożyło, że obejrzałam strasznie mało oscarowych produkcji. Ale rzeczywiście, już teraz mi się wydaje, że tegoroczne rozdanie nagród okaże się mało ekscytujące. Aż muszę prześledzić i poprzypominać sobie, co tam jeszcze wyszło w zeszłym roku, bo nie wiem, czy tak mało ciekawych filmów spełniało wymagania do nominacji, czy Akademia się nie popisała. Może to pierwsze, bo podobno nominacje są sprawiedliwsze i kandydatów podsuwają koledzy po fachu. Nikt nie wybiera jednego filmu z dziewięciu, chociaż obejrzał trzy, jak to bywa w przypadku nagradzania.

Póki co jestem zniesmaczona usunięciem Spaceya z filmu "Wszystkie pieniądze świata". Jeszcze niczego mu nie udowodniono. Poza tym staram się oddzielać sensacje związane z życiem prywatnym aktorów od fikcji i zwyczajnie żałuję, że to nie on zagrał starego miliardera, bo w jego wykonaniu ta rola byłaby naprawdę imponująca, a sam film wiele by zyskał. No, ale rozumiem, że każdy chce zarobić, a stawka była zbyt wysoka.

Nominowane piosenki są do niczego. Po ścieżce do "La La Land" wszystko będzie dla mnie brzmiało teraz jak kupa.

No i jestem zakochana w krótkiej animacji "Revolting Rhymes". Mam nadzieję, że dostanie statuetkę. Muszę koniecznie poszukać drugiej części :) Fajny pomysł mieli też twórcy "Garden Party", bardzo urocze zakończenie XD

Tylko tyle mam na razie do powiedzenia :)

A! No i jeszcze przewracam oczami, bo już drugi rok z rzędu nominowany jest dokumentalny film o Białych Hełmach, naszpikowany propagandą.
Awatar użytkownika
Vinlett
Lokalizacja: Układ Tatooine
Podziękował: 57 razy
Podziękowano: 81 razy
Płeć: Kobieta

Re: Oscary i inne nagrody filmowe

Postautor: Vinlett » 25 lutego 2018, 00:46

Luna pisze:Oł maj gaad, dzięki Vinnie za czujność :D
:)

Luna pisze:Póki co jestem zniesmaczona usunięciem Spaceya z filmu "Wszystkie pieniądze świata". Jeszcze niczego mu nie udowodniono. Poza tym staram się oddzielać sensacje związane z życiem prywatnym aktorów od fikcji i zwyczajnie żałuję, że to nie on zagrał starego miliardera, bo w jego wykonaniu ta rola byłaby naprawdę imponująca, a sam film wiele by zyskał. No, ale rozumiem, że każdy chce zarobić, a stawka była zbyt wysoka.
Z drugiej strony jak się popatrzy na tę okropną charakteryzację Kevina Spacey w zwiastunie, to może i lepiej, że on tam nie gra :lol: Dla mnie to akurat zmiana na plus, bo wyżej cenię aktorstwo Christophera Plummera i teraz chce mi się zobaczyć ten film. Myślę jednak, że wersję ze Spacey też będzie można w końcu obejrzeć. Albo w ramach ciekawostki dla porównania za kilka, kilkanaście lat, albo jeszcze wcześniej, ponownie na dużym ekranie, jeżeli aktor zostanie oczyszczony z zarzutów.

Nie tylko Kevin Spacey jest obecnie na cenzurowanym. James Franco nie uzyskał nominacji za "Disaster Artist”, choć przed skandalem był pewniakiem. Ciemne chmury zebrały się także nad głową Casey’a Afflecka. Moim zdaniem to dobrze, że środowisko odsuwa się od tego syfu, choć z drugiej strony można mieć pretensje, że tak późno. Bo jeżeli te wszystkie zarzuty są prawdziwe, to musiało być o tym głośno w kuluarach od dawna i ludzie z branży musieli o tym wiedzieć. To niestety pokazuje, jaka hipokryzja może panować w Hollywood.

Luna pisze:No i jestem zakochana w krótkiej animacji "Revolting Rhymes". Mam nadzieję, że dostanie statuetkę. Muszę koniecznie poszukać drugiej części :) Fajny pomysł mieli też twórcy "Garden Party", bardzo urocze zakończenie XD
"Revolting Rhymes" to również mój faworyt :) Natomiast przy urokliwym zakończeniu "Garden Party” na chwilę zdębiałam :lol: To, co jest fajne w tym filmie, to zobrazowanie, jak działa entropia XD

Luna pisze:No i jeszcze przewracam oczami, bo już drugi rok z rzędu nominowany jest dokumentalny film o Białych Hełmach, naszpikowany propagandą.
Nie widziałam żadnego z tych dokumentów, więc nie mam zdania. Chciałam tak na szybko sprawdzić sobie tę organizację, ale większość informacji o niej można znaleźć na portalach, co do których mam wątpliwości o ich wiarygodność.


EDIT

Obejrzałam przedpremierowo w kinie film „Jestem najlepsza. Ja, Tonya”.

Gdy dowiedziałam się, że powstał film biograficzny o łyżwiarce Tonyi Harding, wiedziałam, że muszę go obejrzeć. Interesowałam się kiedyś łyżwiarstwem figurowym i doskonale pamiętam sytuację, do której w filmie twórcy się odwołują. Na początku lat dziewięćdziesiątych Tonya była jedną z najbardziej utalentowanych łyżwiarek w historii tego sportu, ale jej kariera została zatrzymana przez pewne wydarzenie określane mianem incydentu. Nie będę Wam spoilerować i Wy też tego nie róbcie, jeśli nie wiecie, o co chodzi. Powiem tylko, że fabuła dotyczy jednego z największych skandali sportowych w USA, który wydarzył się tuż przed olimpiadą w Lillehammer w 1994 roku.

W filmie otrzymujemy wersję wydarzeń łyżwiarki, więc nie ma co oczekiwać jakiegoś ostatecznego rozwiązania zagadki i powiedzenia raz na zawsze, jak to naprawdę było, ale też film nie miał spełniać takiej funkcji. Historia Tonyi posłużyła twórcom do ukazania innych kwestii. Na ile ważne w życiu każdego człowieka jest posiadanie zdrowej relacji z matką. Jak cienka jest granica pomiędzy wykreowaniem przez media bohatera albo czarnego charakteru. Film nie stara się też sprzedać nam, jak uczyniłoby to wiele sztampowych biografii, że zawsze warto pozostać sobą. Mówi wręcz coś przeciwnego. Czasami wbrew sobie lepiej dopasować się do innych i pójść na pewne ustępstwa, by osiągnąć cel. Wszystko to sprawia, że konkluzje płynące z tej historii nie są raczej optymistyczne, choć na kilku scenach można się pośmiać.

Obraz jest świetnie zmontowany, wystylizowany na dokumentalizowaną fabułę, w której dostajemy wywiady z najważniejszymi uczestnikami dramatu. Również aktorsko film stoi na wysokim poziomie. Nie obraziłabym się, gdyby któraś z nominowanych pań otrzymała Oscara. Tak jak w zeszłym roku aktorskim odkryciem dla mnie był Casey Affleck, tak w tym roku jest Margot Robbie. Ma kilka takich scen, w których błyszczy. Jedynie gdy trzeba wykonać jakieś trudniejsze figury na lodzie jest zastępowana przez dublerki, a nawet CGI, o czym sama mówi w wywiadach. Jak dla mnie jeden z lepszych filmów oscarowych tego roku, mimo że najważniejszej nominacji nie otrzymał.
I am the FBI.
Awatar użytkownika
Viento
Lokalizacja: Łódź
Podziękował: 28 razy
Podziękowano: 11 razy
Płeć: Kobieta

Ostatnio obejrzane filmy

Postautor: Viento » 03 marca 2018, 16:28

Obejrzałam "Czwartą władzę" z Meryl Streep i Tomem Hanksem w rolach głównych. Film jest o rozwoju Washington Press i skandalu politycznym związanym z udziałem USA w wojnie w Wietnamie. Film porusza temat wolności prasy, cenzurowania informacji, które trafiają do ludzi i zasmucił mnie, ponieważ takie same rzeczy dzieją się teraz w Polsce. Dziwnie było oglądać Meryl Streep grającą kobietę, która jest słaba, zaszczuta przez facetów, niepewna własnych decyzji - do tej pory oglądałam Meryl w rolach silnych i zdecydowanych kobiet. Aktorka oczywiście mistrzowsko poradziła sobie z tą rolą i jej postać rozwija się w filmie i przechodzi przemianę. Piękny obraz, spokojny, wyrazisty i trzymający w napięciu.
Awatar użytkownika
Vinlett
Lokalizacja: Układ Tatooine
Podziękował: 57 razy
Podziękowano: 81 razy
Płeć: Kobieta

Re: Ostatnio obejrzane filmy

Postautor: Vinlett » 03 marca 2018, 19:24

Mała poprawka - chodzi o gazetę Washington Post, stąd oryginalny tytuł filmu, "The Post" :)

Viento, zgadzam się w stu procentach z Twoją opinią o filmie. Mnie się również „Czwarta władza” podobała z tych samych powodów, które wymieniłaś. Najbardziej denerwują mnie te wszystkie recenzje od „ekspertów” z YouTube’a, którzy hejtują film w kontekście jego nominacji do Oscarów, bo znowu ta Streep, Spielberg i Hanks. A to, że role świetnie zagrane to już nieważne, albo że komentarz na obecną sytuację polityczną w Stanach (i nie tylko tam) trafny - nieistotne. Fakt, film może wydać się ciut oldschoolowy, ale i reżyser nie ma już dwudziestu lat. Za to wciąż umie ciekawie opowiadać historię. Jego głos odnośnie dyskryminacji nakreślony przez bohaterkę Meryl Streep został przemyślanie poprowadzony. O wiele lepiej niż np. w „Kształcie wody”, który w zasadzie jest filmem tylko o tym, a jakoś mało kto zwraca uwagę na infantylizm wypowiedzi del Toro.
I am the FBI.
Awatar użytkownika
Luna
Lokalizacja: Elliðaey
Podziękował: 79 razy
Podziękowano: 55 razy
Płeć: Kobieta

Re: Oscary i inne nagrody filmowe

Postautor: Luna » 05 marca 2018, 03:44

Vinlett pisze:"Revolting Rhymes" to również mój faworyt :)

Tutaj można obejrzeć część drugą :) Kocham obie :)

Vinlett pisze:Nie widziałam żadnego z tych dokumentów, więc nie mam zdania. Chciałam tak na szybko sprawdzić sobie tę organizację, ale większość informacji o niej można znaleźć na portalach, co do których mam wątpliwości o ich wiarygodność.

Ja widziałam tylko zeszłoroczny i mam po nim uraz niestety, dlatego jeszcze nie zmobilizowałam się do obejrzenia tegorocznego. I nie chodzi o samą organizację, bo mnie również nie udało się dokopać do niczego sensownego i wiarygodnego na jej temat, ale film jest zwyczajnie bardzo zły w swoim gatunku. Jakbym oglądała "Słoiki" lub coś w tym rodzaju... Ustawione sceny, recytowane dialogi i laurki kierowane pod własnym adresem. W dokumentach wolę raczej "podglądanie", ukazywanie spraw takimi, jakie są, bez wydziwiania uczestników i naginania się, żeby wyszło tak albo inaczej.



Ech, ceremonia już trwa, a mnie niestety nie udało się obejrzeć wszystkich produkcji :( W ogóle nie tknęłam nieanglojęzycznych, dokumentalnych, tych od efektów specjalnych, krótkometrażówek aktorskich i jeszcze kilku innych. Marzę o tym, żeby jutro cały dzień oglądać filmy, ale trzeba rano wstać i iść pracować :cry: No i sądząc po obecnej godzinie, po powrocie przewrócę się twarzą do łóżka i na tym zakończę dzień :mrgreen:

Ale póki co, nie podglądając jeszcze ceremonii, przedstawię moje typy :D Jak pisałam wcześniej, tegoroczne Oscary nie ekscytują mnie za bardzo. Niewiele rzeczy mnie zachwyciło, ale zobaczyłam kilka naprawdę dobrych, zupełnie nieoscarowych i niefajerwerkowych filmów :)


W kategorii "Najlepszy film" były to "Lady Bird" oraz "Tamte dni, tamte noce". To takie kino, którego może nie kocham najbardziej, bo kocham też wiele innych gatunków, czy też rodzajów filmów, każdy na swój sposób, ale zajmuje w mym sercu szczególne miejsce. Chodzi o kino obyczajowe, klimatyczne, urokliwe, życiowe. W "Lady Bird" pierwszy raz tak do końca przekonała mnie do siebie Saoirse Ronan, ale za cholerę nie wiem, dlaczego ten film nominowano :) Owszem, jest w nim wyrazista warstwa dramatyczna, ale i tak obraz wydaje się chyba zbyt zwyczajny jak na taką nagrodę. Może decydująca była modna obsada, a może faktycznie rok 2017 nie obfitował w odkrycia. O "Tamte dni, tamte noce" myślę inaczej, ten film faktycznie jest dla mnie w pewnym sensie przełomowy, choć na wstępie zaznaczę, że jedna, a może nawet dwie sceny były obleśne i nie widzę absolutnie żadnego powodu, dla którego miałyby się znaleźć w tej produkcji, a jednak się znalazły :mrgreen: Ale poza tym cieszę się, że wreszcie obejrzałam film skoncentrowany przede wszystkim na tematyce gejowskiej, który był urzekający, ciepły, mądry, a bohaterowie nie skończyli z AIDS i podciętymi żyłami, robiąc pod siebie w klubowej toalecie, nieakceptowani przez cały świat. Zachwyciłam się grą Timothée'ego Chalameta, a w dodatku jemu i Armiemu Hammerowi należą się ogromne brawa za odwagę. No i jakiż ten Armie piękny... W ogóle nie zwróciłam na niego uwagi, kiedy był bliźniakami w "The Social Network" :mrgreen: Bardzo podobał mi się również faworyt, czyli "Trzy billboardy za Ebbing, Missouri", ze względu na imponująco oryginalny scenariusz i mojego kochanego Woody'ego Harrelsona. "Kształt wody" zaczął się świetnie. Już myślałam, że okaże się czymś równie urokliwym, zabawnym i trochę abstrakcyjnym, co np. "Amelia", ale potem było tylko gorzej, facepalm za facepalmem. Jednak nadal uważam, że film jest świetnie obsadzony. Sally Hawkins cudownie prawdziwa, Richard Jenkins na zawsze pozostanie dla mnie Nathanielem seniorem z "Sześciu stóp pod ziemią" (jakiż to przystojny, elegancki starszy pan <3), a Michael Shannon jest tak pięknym człowiekiem, że gdybym była fotografem, to marzyłabym tylko o zrobieniu z nim sesji :) "Nić widmo" jest interesujący, ma swój niepowtarzalny klimat i fajne, przewrotne zakończenie, ale to raczej film na jeden raz. W kwestii "Czwartej władzy" zgadzam się ze wszystkim, co napisałyście. Co prawda na początku trochę przysypiałam, ale później film naprawdę trzymał w napięciu i swoją dynamiką przypominał mi "Spotlight". "Uciekaj!" również zrobił na mnie wrażenie. Jest naprawdę fajnym komentarzem do zeszłorocznych Oscarów, śmieje się z poprawnościowych gadek i ich powierzchowności, a przy okazji w główną rolę wcielił się czarnoskóry aktor, Daniel Kaluuya, który rzeczywiście zasłużył na nominację do Oscara ;) "Czas mroku" i "Dunkierkę" również obejrzałam, ale nie chce mi się o nich pisać, bo męczą mnie już i nudzą te wszystkie polityczno-historyczne filmy o czymś bardzo ważnym i przejmującym. "Dunkierka", to bardzo ładna wydmuszka, "Czas mroku" był niezły, ale nie obejrzałabym, gdyby nie Oscary - tyle. No i wygląda na to, że dziś muszę zakończyć na tej jednej kategorii, bo zrobiło się stanowczo zbyt późno ;) Nie wiem, któremu filmowi przyznałabym główną nagrodę ;) Może właśnie "Trzy billboardy za Ebbing, Missouri", choć wcześniej o nim nie myślałam, ale film zdecydowanie się wyróżnia ;)
Awatar użytkownika
Vinlett
Lokalizacja: Układ Tatooine
Podziękował: 57 razy
Podziękowano: 81 razy
Płeć: Kobieta

Re: Oscary i inne nagrody filmowe

Postautor: Vinlett » 05 marca 2018, 23:30

Lista laureatów :)

Jako, że Oscary już rozdane, to ten post będzie takim komentarzem, podsumowaniem co do nominowanych filmów oraz dlaczego zgadzam się lub nie z werdyktem Akademii. Ale najpierw chcę się pochwalić, bo po raz pierwszy w życiu udało mi się obejrzeć wszystkie nominowane filmy z głównej kategorii (plus kilka innych) przed ceremonią. Wiem, że to nic takiego, ale to mój taki mały sukces. Odniosę się do poprzedniego posta, bo tak jest mi łatwiej sklecić wypowiedzi ;)

Luna pisze:W "Lady Bird" pierwszy raz tak do końca przekonała mnie do siebie Saoirse Ronan, ale za cholerę nie wiem, dlaczego ten film nominowano :) Owszem, jest w nim wyrazista warstwa dramatyczna, ale i tak obraz wydaje się chyba zbyt zwyczajny jak na taką nagrodę. Może decydująca była modna obsada, a może faktycznie rok 2017 nie obfitował w odkrycia.
Jak dla mnie bardzo udany film. Może nie jakiś super, stąd ta nominacja wydaje się lekko naciągana, ale w stawce były o wiele gorsze filmy, więc ja bym doceniła „Lady Bird”. Ten film ma ode mnie trzecie miejsce czyli na podium. Jego największą siłą jest to, że gdy już myślimy, iż twórcy pójdą w dramat i jakaś tragedia się wydarzy, następuje zgrabne ucięcie tego tematu i wszystko wraca do normalności. Zdecydowanie wart obejrzenia.

Luna pisze:O "Tamte dni, tamte noce" myślę inaczej, ten film faktycznie jest dla mnie w pewnym sensie przełomowy, choć na wstępie zaznaczę, że jedna, a może nawet dwie sceny były obleśne i nie widzę absolutnie żadnego powodu, dla którego miałyby się znaleźć w tej produkcji, a jednak się znalazły :mrgreen: Ale poza tym cieszę się, że wreszcie obejrzałam film skoncentrowany przede wszystkim na tematyce gejowskiej, który był urzekający, ciepły, mądry, a bohaterowie nie skończyli z AIDS i podciętymi żyłami, robiąc pod siebie w klubowej toalecie, nieakceptowani przez cały świat. Zachwyciłam się grą Timothée'ego Chalameta, a w dodatku jemu i Armiemu Hammerowi należą się ogromne brawa za odwagę.
Myślę, że wiem, o której obleśnej scenie mówisz ;) Dla mnie ona też była obleśna, ale usłyszałam od kogoś interpretację, że chodzi w niej o alegorię owocu zakazanego i teraz ta scena nie kojarzy mi się już tak całkiem negatywnie. W końcu w zamierzeniu miała coś tam symbolizować. Ale ten film tak mnie wynudził, tak strasznie, że powiedzieć, iż konałam na nim to chyba nie wystarczy. Dlatego w tym miejscu chcę się teraz oficjalnie przeprosić z zeszłorocznym „Moonlight”, o którym pisałam, że jest nudny. „Moonlight” przy „Tamtych dniach…” to petarda, Formuła 1 i wystrzałowe fajerwerki :lol:
Kiedy wreszcie zaczęło się coś dziać (tak na 45 minut przed końcem), ja byłam już zmęczona i nastawiona na nie. Fabularnie to film o pierwszej miłości, do tego wakacyjnej i o inicjacji seksualnej. Bohaterowie jeżdżą na rowerach, pływają, wieczorami tańczą, spędzają miło czas, jak to w wakacje. Następnego dnia jest trochę inaczej, bo najpierw pływają, a potem jeżdżą na rowerach. Kiedy wreszcie nawiązuje się romans pomiędzy młodym chłopakiem, a doktorantem sztuki antycznej, który według zamysłu twórców ma wygląd Dionizosa (a według mnie Kena, męża Barbie), nic mnie to nie obchodziło. Chciałam tylko, żeby się już skończyło. Jednak widzę po reakcjach, że film trafia do ludzi i wzbudza zachwyt, więc może lepiej nie sugerujcie się moją opinią, tylko sami się przekonajcie.

Luna pisze:Bardzo podobał mi się również faworyt, czyli "Trzy billboardy za Ebbing, Missouri", ze względu na imponująco oryginalny scenariusz i mojego kochanego Woody'ego Harrelsona.
To jest film numer jeden z nominowanych w głównej kategorii, bo jest kompletny, posiada wszystko. Świetny scenariusz, dobrą reżyserię, rewelacyjnych aktorów. Krótko mówiąc, powinien wygrać. Cieszę się z nagród dla Frances McDormand (choć po cichu liczyłam na docenienie Margot Robbie) i dla Sama Rockwella. Woody był niesamowity w tym filmie i jest taki w ogóle, ale to co zrobił Rockwell, rozwaliło system. Nawet gdy jego bohater w pewnym momencie ma zabandażowaną twarz, to ja na tej twarzy widziałam emocje. Geniusz. Przyznanie Oscara za scenariusz filmowi „Uciekaj!”, w sytuacji gdy konkurował on na tym polu z „Trzema billboardami…”, jest śmiechem na sali.

Luna pisze:"Kształt wody" zaczął się świetnie. Już myślałam, że okaże się czymś równie urokliwym, zabawnym i trochę abstrakcyjnym, co np. "Amelia", ale potem było tylko gorzej, facepalm za facepalmem. Jednak nadal uważam, że film jest świetnie obsadzony. Sally Hawkins cudownie prawdziwa, Richard Jenkins na zawsze pozostanie dla mnie Nathanielem seniorem z "Sześciu stóp pod ziemią" (jakiż to przystojny, elegancki starszy pan <3), a Michael Shannon jest tak pięknym człowiekiem, że gdybym była fotografem, to marzyłabym tylko o zrobieniu z nim sesji :)
Ten film jest przepiękny wizualnie i dlatego w kategoriach technicznych zasługiwał na każde wyróżnienie. Natomiast to, co w nim kuleje, to scenariusz. Przesłanie filmu mówi o tym, że nie ten jest potworem, kto wygląda jak potwór. Super, tylko że jest to podane tak głupio, tak infantylnie, że już „Shrek” dojrzalej sobie poradził z tym tematem, a jest bajką dla dzieci. Związek bohaterki granej przez Sally Hawkins z potworem, czyli coś co powinno być osią filmu, najważniejszym wątkiem, jest zarysowany powierzchownie i po łebkach. Mają ze sobą raptem ze trzy sceny i już wielka miłość, której nie widać. Wiemy o tym, bo bohaterka to mówi, ale tego nie czujemy. I pełno jest takich prostych skrótów. Generalnie del Toro cierpi w tym filmie na to samo co Rian Johnson przy „Ostatnim Jedi” - dobra reżyseria, źle napisany scenariusz. Mimo wszystko zachęcam do zobaczenia tego filmu, bo wizualnie to uczta dla oczu. Aktorsko też jest bardzo dobrze, ale mnie nie powaliło. W tym roku jak dla mnie żadna obsada (jako całość) nie przebija obsady „Trzech billboardów za Ebbing, Missouri".

Luna pisze:"Nić widmo" jest interesujący, ma swój niepowtarzalny klimat i fajne, przewrotne zakończenie, ale to raczej film na jeden raz.
Generalnie tak. To takie kino artystyczne, dla naprawdę wielkich miłośników sztuki filmowej. Myślę, że w szkołach filmowych „Nić widmo” będzie jednym z tych obrazów, które rozkłada się na czynniki pierwsze i analizuje. Ode mnie ma czwarte miejsce w głównej stawce.

Luna pisze:W kwestii "Czwartej władzy" zgadzam się ze wszystkim, co napisałyście. Co prawda na początku trochę przysypiałam, ale później film naprawdę trzymał w napięciu i swoją dynamiką przypominał mi "Spotlight".
To pewnie dlatego, że współscenarzystą obu filmów jest Josh Singer :) Ode mnie drugie miejsce.

Luna pisze:"Uciekaj!" również zrobił na mnie wrażenie. Jest naprawdę fajnym komentarzem do zeszłorocznych Oscarów, śmieje się z poprawnościowych gadek i ich powierzchowności, a przy okazji w główną rolę wcielił się czarnoskóry aktor, Daniel Kaluuya, który rzeczywiście zasłużył na nominację do Oscara ;)
Rozumiem, że Amerykanie mogli dopatrzyć się w tym filmie czegoś więcej. Satyry na zachowanie pewnej części społeczeństwa, która postrzega Afroamerykanów jako wspaniałych obywateli. Oczywiście wszystko pod płaszczykiem poprawności politycznej. Mnie się wydaje, że jakiś polski recenzent wyczytał tę interpretację z recenzji amerykańskiego recenzenta, powtórzył, a potem reszta polskich recenzentów jak stado baranów powtórzyła za nim. Według mnie przedstawienie tego zjawiska w filmie jest tak ulotne i zniuansowane, że może być czytelne tylko dla kogoś, kto mieszkał w Stanach. Dlatego ja nie czuję tego drugiego dna, może jestem na to za głupia. Dla mnie to tylko dobra rozrywka na jeden wieczór, nic poza tym.

Luna pisze:"Czas mroku" i "Dunkierkę" również obejrzałam, ale nie chce mi się o nich pisać, bo męczą mnie już i nudzą te wszystkie polityczno-historyczne filmy o czymś bardzo ważnym i przejmującym. "Dunkierka", to bardzo ładna wydmuszka, "Czas mroku" był niezły, ale nie obejrzałabym, gdyby nie Oscary - tyle.
Oba filmy ładnie się uzupełniają, bo opowiadają o tym samym wydarzeniu z dwóch różnych perspektyw. Dobra realizacja, ładne zdjęcia, solidne aktorstwo, ale nie rzuciło mnie na kolana.


Z filmów nieanglojęzycznych widziałam trzy. Niestety nie udało mi się zobaczyć zwycięskiego obrazu czyli „Fantastycznej kobiety”, choć bardzo chciałam. Z tych co widziałam najbardziej wzruszył mnie film „Dusza i ciało”, zaś „Niemiłość” totalnie zdołowała. To nie jest film dla osób wyczulonych na krzywdę dzieci.

Zwycięskim filmem animowanym został „Coco”, który jest świetny, wzruszający i przepiękny. Tyle, że takich dobrych filmów od Pixara było i będzie jeszcze sporo, zaś „Twój Vincent” zdarzył się jeden na milion. Na pewno słyszeliście o tym, w jaki sposób ten film powstawał. Najpierw nakręcono sceny z aktorami (m.in. grała tam Saoirse Ronan), a potem malarze odwzorowali je ręcznie farbami olejnymi z zachowaniem stylu van Gogha. W sumie powstało 65 tysięcy obrazów czyli klatek, na których zawarto największe dzieła artysty. W filmie ożywają jego portrety, wnętrza, które malował, pejzaże, gwiaździsta noc. Patrzeć na ten film to jak wejść do ruchomego obrazu, wypełnionego żywymi kolorami. Jedynie retrospekcje, ukazujące samego van Gogha, są czarno-białe. To, co mnie najbardziej wzruszyło, to sama historia. Ona nie jest może jakoś specjalnie zaskakująca z setką zwrotów akcji, ale doskonale udało się w niej ukazać portret malarza jako człowieka i artysty. Główny bohater Armand Roulin ma za zadanie dostarczyć ostatni list artysty do jego rodziny. W tym celu odbywa podróż do miejsc, do ludzi, którzy znali van Gogha i mogą coś o nim powiedzieć. I my widzowie również podróżujemy razem z Armandem i odkrywamy van Gogha. Dla mnie mistrzostwo.
I am the FBI.
Awatar użytkownika
DarkMoonlight
Lokalizacja: Góry
Podziękował: 2 razy
Podziękowano: 19 razy
Płeć: Mężczyzna

Re: Oscary i inne nagrody filmowe

Postautor: DarkMoonlight » 06 marca 2018, 11:48

Vinlett pisze:O "Tamte dni, tamte noce" myślę inaczej, ten film faktycznie jest dla mnie w pewnym sensie przełomowy, choć na wstępie zaznaczę, że jedna, a może nawet dwie sceny były obleśne i nie widzę absolutnie żadnego powodu, dla którego miałyby się znaleźć w tej produkcji, a jednak się znalazły :mrgreen: Ale poza tym cieszę się, że wreszcie obejrzałam film skoncentrowany przede wszystkim na tematyce gejowskiej, który był urzekający, ciepły, mądry, a bohaterowie nie skończyli z AIDS i podciętymi żyłami, robiąc pod siebie w klubowej toalecie, nieakceptowani przez cały świat. Zachwyciłam się grą Timothée'ego Chalameta, a w dodatku jemu i Armiemu Hammerowi należą się ogromne brawa za odwagę. Myślę, że wiem, o której obleśnej scenie mówisz ;) Dla mnie ona też była obleśna, ale usłyszałam od kogoś interpretację, że chodzi w niej o alegorię owocu zakazanego i teraz ta scena nie kojarzy mi się już tak całkiem negatywnie. W końcu w zamierzeniu miała coś tam symbolizować. Ale ten film tak mnie wynudził, tak strasznie, że powiedzieć, iż konałam na nim to chyba nie wystarczy. Dlatego w tym miejscu chcę się teraz oficjalnie przeprosić z zeszłorocznym „Moonlight”, o którym pisałam, że jest nudny. „Moonlight” przy „Tamtych dniach…” to petarda, Formuła 1 i wystrzałowe fajerwerki :lol:
Kiedy wreszcie zaczęło się coś dziać (tak na 45 minut przed końcem), ja byłam już zmęczona i nastawiona na nie. Fabularnie to film o pierwszej miłości, do tego wakacyjnej i o inicjacji seksualnej. Bohaterowie jeżdżą na rowerach, pływają, wieczorami tańczą, spędzają miło czas, jak to w wakacje. Następnego dnia jest trochę inaczej, bo najpierw pływają, a potem jeżdżą na rowerach. Kiedy wreszcie nawiązuje się romans pomiędzy młodym chłopakiem, a doktorantem sztuki antycznej, który według zamysłu twórców ma wygląd Dionizosa (a według mnie Kena, męża Barbie), nic mnie to nie obchodziło. Chciałam tylko, żeby się już skończyło. Jednak widzę po reakcjach, że film trafia do ludzi i wzbudza zachwyt, więc może lepiej nie sugerujcie się moją opinią, tylko sami się przekonajcie.

O, w końcu ktoś kto z ust wyrwał moje zdanie na temat tego filmu... Wynudziłem się potwornie. OKROPNIE. Nie rozumiałem zachwytów nad tym filmem. Tak naprawdę to "dzieło" mogłoby trwać pół godziny, bo na uwagę najbardziej zasługuje końcowa scena. A poza tym NUDY, NUDY, NUDY.
"Kształtu wody" jeszcze nie widziałem ale zamierzam nadrobić w ten weekend. I wtedy się wypowiem.
"Coco" to wspaniała, ciepła, wartościowa animacja, którą ogląda się jednym tchem. Pouczająca, nie koniecznie dla dzieci. I tu niestety pojawia się problem, bo Vincent to majstersztyk. Coś, czego jeszcze chyba nie było w kinematografii. Niestety bajka Pixara była tak reklamowana, promowana, że nikt z nią nie miał szans.
Tak samo piosenka z Coco. To dobra propozycja ale bardziej chodziło o show, fajerwerki niż o samą kompozycję, bo moim zdaniem w tej kategorii zwycięzca był tylko jeden - Sufjan Stevens.
Wszystko jest gównem prócz moczu./wisdom/
Awatar użytkownika
Natta
Lokalizacja: Allenstein
Podziękował: 39 razy
Podziękowano: 35 razy
Płeć: Kobieta

Re: Oscary i inne nagrody filmowe

Postautor: Natta » 06 marca 2018, 19:26

Czuję się jak totalny ignorant, bo z nominowanych filmów z kategorii "Najlepszy film" widziałam tylko "Dunkierkę" i "Uciekaj!" (akurat leciało przed transmisją z ceremonii Oscarów na Canal+). A z pozostałych nominowanych "Logana", "Gwiezdne Wojny" i oczywiście "Blade Runnera 2049". Więc z czym do ludzi :lol: Inna sprawa, że większość filmów wyszła dopiero co i naprawdę mam wrażenie, że istnieje jakaś niepisana reguła, że jeżeli film wyszedł w pierwszej połowie roku, to do Oscarów nawet nie jest brany pod uwagę :lol: Mam też wrażenie, że istnieje druga niepisana reguła - jeżeli film jest z gatunku science fiction, to nie wolno go brać pod uwagę w kategorii Najlepszy film,z powodu powodów. Wystarczą mu nominacje w kategoriach technicznych przecież. No i o to mam duży żal do Akademii. Jak już wcześniej napisałam, nie widziałam za dużo filmów z kategorii "Najlepszy film", ale nie rozumiem, w czym "Blade Runner 2049" jest gorszy od "Dunkierki" czy od "Uciekaj!". No dobra, "Uciekaj!" ma komentarz społeczny. Ale nie tylko na tym opiera się dobre kino.

Dobrze, że chociaż Roger Deakins po 14 nominacjach w końcu doczekał się statuetki w kategorii "Najlepsze zdjecia" właśnie za "Blade Runnera", bo należy mu się to jak psu kość. A już były takie dramatycznie smutne memy w internetach:

Obrazek
Źródło.

Na szczęście okazało się, że Deakinsu w końcu wolno do Oscaru i chwała boru :lol: :lol: :lol:

Sama ceremonia była ładna, ale bez fajerwerków. Myślałam, że po aferze Weinsteina będzie mocniej, tak jak na Złotych Globach, niestety Hollywood zmienia się powoli i jest zachowawcze. Natomiast było kilka jasnych punktów, któe sprawiły, że mimo wszystko galę oglądało się przyjemnie, i były to:
- przemowa Jimmy'ego Kimmela na początku
- żart ze skuterem który całkiem nieźle siadł
- przepiękna żółta suknia Grety Gerwig
- recykling modowy w wykonaniu Rity Moreno - założyła tę samą suknię, w której prawie 60 lat temu odebrała Oscara za "West Side Story"
- Chadwick Boseman, czyli król Wakandy, który wyglądał tak elegancko i królewsko, jakby dopiero co zszedł z planu "Czarnej Pantery"
- scenarzystka "The Silent Child" odbierając Oscara za najlepszy film krótkometrażowy migała swoją przemowę dla 6-letniej głuchej aktorki (ktoś wtedy kroił mi cebulę pod nosem, przysięgam)
- Laura Dern i Greta Gerwig trzymające się za ręce podczas wręczania nagrody za najlepszy pełnometrażowy dokument
- Jane Fonda i Hellen Mirren trzymające się za ręce podczas wręczania nagrody dla najlepszego aktora
- swoją drogą, Jane Fonda wyglądała posągowo, co zrobić żeby mieć taką figurę w wieku 80 lat?
- Tina Haddish w wełnianych kapciach, która nieco rozruszała to stetryczałe towarzystwo :lol:
- BB-8 marudzący na brak odpowiednich smokingów dla robotów takich jak on (wg tłumaczącego z języka robotów Oscara Isaaka)
- Mark Hammil mruczący pod nosem "Don't say La La Land, don't say La La Land" podczas otwierania koperty z werdyktem w kategorii Najlepszy film animowany
- Przemowa Frances McDormand i jej głupawka <3 Rany, jaka to świetna kobieta. No i to jej "Meryl, jeśli ty wstaniesz, to inni też to zrobią" :lol:

Wiem że to taki pierdółkowaty i nic nie wnoszący do dyskusji post, ale że jako nie mam nic konstruktywnego do powiedzenia na temat filmów, to macie to :lol:

Wróć do „Kinomania”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość