Kosmos, ostatnia granica. Załoga statku Enterprise...

„Żal mi czasów niemego filmu. Cóż to była za radość widzieć, jak kobiecie otwierają się usta, a głosu nie słychać.” - Charlie Chaplin
Awatar użytkownika
Vinlett
Lokalizacja: Układ Tatooine
Podziękował: 56 razy
Podziękowano: 81 razy
Płeć: Kobieta

Re: Kosmos, ostatnia granica. Załoga statku Enterprise...

Postautor: Vinlett » 20 maja 2013, 22:03

Postanowiłam, że zobaczę wszystkie filmy przed premierą Star Trek Into Darkness. Dzisiaj obejrzałam pierwszy z nich z 1979 roku.

Kapitan Kirk ponownie obejmuje dowództwo statku Enterprise i od razu dostaje zadanie zbadania dziwnego obiektu niewiadomego pochodzenia, który zmierza prosto do Ziemi. Film bardzo zestarzał się wizualnie, a fabuła jest dość naiwna. Mimo tego przygodę załogi obejrzałam ze sporym zaciekawieniem. Jestem tylko trochę rozczarowana finałem, bo samo rozwiązanie zagadki, czym ów obiekt w rzeczywistości jest, było już mniej fascynujące.
I am the FBI.
Awatar użytkownika
Sushi
Lokalizacja: Mordor
Podziękował: 3 razy
Podziękowano: 7 razy
Płeć: Kobieta

Re: Kosmos, ostatnia granica. Załoga statku Enterprise...

Postautor: Sushi » 21 maja 2013, 00:16

Do pierwszego filmu ustosunkuje się, gdy ochłonę. A teraz.... Czas na relacje z dzisiejszego przedpremierowego pokazu Star Trek Into Darkness, potocznie znany jako Star Trek w Ciemności...
Film zaczyna się od ataku terrorystycznego na archiwa Gwiezdnej Floty, a potem na kapitanów tejże. Rozpoczyna się pościg za terrorystą, którgo gra genialny Benedict Cumberbatch (znany z roli Sherlocka z Sherlocka ;) ). Fabuła jest genialna. Naprawdę, G.E.N.I.A.L.N.A. Zawiła miejscami,sprytna i zaskakująca.
POKAŻ SPOILER
Jeśli zaś chodzi o poszczególnych bohaterów....
Kapitan Kirk- zrobił na mnie ogromnie pozytywne wrażenie. Jak oryginalny Kirk grany przez Shatnera był nieco gburowaty i się wywyrzszał, tak tutaj mamy pokazanego młodego, porywczego człowieka, który z każdą chwilą nabywa nowe umiejętności przydatne kapitanowi i osiąga apogeum pod koniec.
Pan Scott- uśmiałam się jak głupia :lol: Ten pierdolnięty Szkot dał radę, pomimo tego, że był trochę przerysowany.
Bones- Uwielbiam. Nie mówi dużo, ale jak już coś powie, do brzmi jak stary dobry DeForest :lol: Idealny :D
Hikaru Sulu- osobiście bałam się tego Japońca, szczególnie jak usiadł na fotelu kapitana- w oczach miał szaleństwo :mrgreen:
John Harrison- Terrorysta, szaleniec, nadprzyrodzony psychopata. Nie jestem w stanie opisać, jak bardzo podoba mi się ta postać. Idealnie wykreowana w karzdym detalu i świetnie zagrana.
..........................

PAN SPOCK- Przekonałam się do Quinto jako Pana Spocka w 96.5% Facet dał radę. W tym filmie widzimy prawdziwego Pana Spocka, takim, jakim był POKAŻ SPOILER. Uwielbiam jego brak wyczucia, zakłopotania i myślenia abstrakcyjnego. Uwielbiam jego cytowanie regulaminu i wytykanie Kirkowi nielogicznych postępowań. To jest postać idealna pod każdym calem. Pod każdym.


Moja ogólna ocena to 9/10.
Świetna fabuła, sporo śmiechu (ale lepiej mieć za sobą wszystkie filmy i pierwszys erial, bo można czasami nie łapać o co chodzi), genialna akcja i jakie efekty! Był to film w 3D, ale to było tylko na plus. W pewnych momentach zapierdało mi dech w piersi, a oczy wychodziły z czachy. Enterprise był zrobiony genialnie, nowocześnie, tak jak powinno być. No i Londyn z dwa tysiące trzysta któregoś- magia :mrgreen: Muzyka też była świetna- pasowała,trzymaław napięciu i dawała kopa.

Ogólnie polecam wszystkim, ale to wszystkim bez wyjątków!!!!
"Monsters are real, and ghosts are real too. They live inside us, and sometimes, they win."
Awatar użytkownika
Vinlett
Lokalizacja: Układ Tatooine
Podziękował: 56 razy
Podziękowano: 81 razy
Płeć: Kobieta

Re: Kosmos, ostatnia granica. Załoga statku Enterprise...

Postautor: Vinlett » 21 maja 2013, 22:17

Su, cieszę się, że nie zawiodłaś się na swojej ulubionej bajce ;). Ja się wypowiem (i przeczytam spoilery :D) po obejrzeniu. Tymczasem kontynuuję swój Star Trekowy maraton.

Film numer dwa, a więc Star Trek II: Gniew Khana, nawiązuje zapewne fabułą do któregoś odcinka oryginalnej serii, którego nie widziałam albo nie pamiętam, że widziałam ;). W skrócie chodzi o to, że Khanowi, dawnemu antagoniście kapitana Kirka, przypadkiem trafia się okazja do dokonania zemsty na tymże kapitanie. Rozpoczyna się walka pod hasłem, kto pierwszy kogo przechytrzy, a ściślej ukatrupi :D. Niestety pomysł rewanżu po latach podobał mi się mniej niż pomysł z rozwiązaniem zagadki tajemniczego V'Ger z pierwszego filmu. Zawsze bardziej ceniłam Star Treka za tajemnice niż za przygody. Wiem, że to dopiero drugi film, ale już coś mi się widzi, że Spock jest najbardziej niesubordynowanym członkiem załogi :lol:. Poza tym jestem trochę zaskoczona finałem. Tzn. wiem, że to nie na zawsze, bo dowodzi tego ostatnia scena, z której wynika, że kapsuła przetrwała, wcielenie w życie (dosłowne) projektu Genesis i wreszcie tytuł kolejnego filmu, ale i tak dziwi, że zdecydowano się połączyć jednego z głównych bohaterów z mrocznym żniwiarzem :D.
I am the FBI.
Awatar użytkownika
Sushi
Lokalizacja: Mordor
Podziękował: 3 razy
Podziękowano: 7 razy
Płeć: Kobieta

Re: Kosmos, ostatnia granica. Załoga statku Enterprise...

Postautor: Sushi » 22 maja 2013, 11:02

Film numer dwa, a więc Star Trek II: Gniew Khana, nawiązuje zapewne fabułą do któregoś odcinka oryginalnej serii, którego nie widziałam albo nie pamiętam, że widziałam .


Chodzi o Khana z Oryginalnej serii. Był superczłowiekiem, który wraz ze swoimi ludzmi został wydalony z Ziemi. Zahibernowali się na swoim statku, który został odnaleziony przez Enterprise. Po tym, jak Khan chciał zawładnąć Ziemią kolejny raz, Krik dał mu i jego załodze niezamieszkaną planetę do kolonizacji. Wyszło jak wyszło, czyli nie wyszło i wyszedł Gniew Khana :lol:

Wiem, że to dopiero drugi film, ale już coś mi się widzi, że Spock jest najbardziej niesubordynowanym członkiem załogi .

Bo to wszystko wolkańska filozofia- to co dla człowieka jest nie do zrobienia, dla Wolkana, jeśli jest logiczne, jest naturalne. Dzięki temu dochodzi do zaskakujących scen i jeszcze bardziej zaskakujących dialogów ;) Najlepsze są między Panem Spokiem a Bonsem ;)

Poza tym jestem trochę zaskoczona finałem. Tzn. wiem, że to nie na zawsze, bo dowodzi tego ostatnia scena, z której wynika, że kapsuła przetrwała, wcielenie w życie (dosłowne) projektu Genesis i wreszcie tytuł kolejnego filmu, ale i tak dziwi, że zdecydowano się połączyć jednego z głównych bohaterów z mrocznym żniwiarzem .


Osobiście uważam to za jeden z lepszych pomysłów Meyera i Sowardsa. Poruszająca, pokazująca, że człowiecza połowa może się uaktywniać się nawet w tak zatwardziałym logicznym umyśle, jaki posiada nasz bohater.

Napisz koniecznie jak Ci się podobały kolejne filmy. Swoją drogą niezmiernie się cieszę, że wzięłaś się za te filmy, bo warto :mrgreen:
"Monsters are real, and ghosts are real too. They live inside us, and sometimes, they win."
Awatar użytkownika
Vinlett
Lokalizacja: Układ Tatooine
Podziękował: 56 razy
Podziękowano: 81 razy
Płeć: Kobieta

Re: Kosmos, ostatnia granica. Załoga statku Enterprise...

Postautor: Vinlett » 22 maja 2013, 21:43

Już dawno miałam się za nie wziąć, ale brakowało mi jakiegoś bodźca, a takim niewątpliwie jest zbliżająca się premiera nowego filmu, na który na pewno się wybiorę. Lubię Star Treka, a dodatkowo chcę podpatrzyć co siedzi w głowie Abramsa, żeby być psychicznie przygotowaną przed premierą Star Wars EVII :lol:.

Dzisiaj obejrzałam Star Trek III: W poszukiwaniu Spocka i oto niespodzianka ;). Musiałam kiedyś oglądać ten film, pewnie jako dziecko, bo niektóre sceny pamiętałam. Po seansie mam dwie uwagi. Pierwsza to taka, że twórcy wcale się nie patyczkują i nie mają żadnych skrupułów w uśmiercaniu swoich bohaterów. Druga rzecz dotyczy Klingonów. Wychowałam się na serialu Star Trek: Następne Pokolenie i doskonale pamiętam Klingona Worfa, członka załogi statku Enterprise pod wodzą kapitana Picarda. Zastanawia mnie, kiedy ci narwańcy przystąpili do Federacji, bo jak na razie nic nie zapowiada tego, że kiedyś staną się bardziej przyjaźni :lol:. Cieszę się, że filmy w sumie układają się w logiczny ciąg. To trochę tak, jakby oglądało się serial, tylko epizody trwają dłużej niż normalnie przewiduje odcinkowa norma.
Ostatnio zmieniony 26 maja 2013, 11:34 przez Vinlett, łącznie zmieniany 1 raz.
I am the FBI.
Awatar użytkownika
Sushi
Lokalizacja: Mordor
Podziękował: 3 razy
Podziękowano: 7 razy
Płeć: Kobieta

Re: Kosmos, ostatnia granica. Załoga statku Enterprise...

Postautor: Sushi » 24 maja 2013, 17:57

Pierwsza to taka, że twórcy wcale się nie patyczkują i nie mają żadnych skrupułów w uśmiercaniu swoich bohaterów.


No trzeba im to przyznać :lol: Poczekaj na dalsze filmy, też będzie nieźle xD

Druga rzecz dotyczy Klingonów. Wychowałam się na serialu Star Trek: Następne Pokolenie i doskonale pamiętam Klingona Wolfa, członka załogi statku Enterprise pod wodzą kapitana Picarda. Zastanawia mnie, kiedy ci narwańcy przystąpili do Federacji, bo jak na razie nic nie zapowiada tego, że kiedyś staną się bardziej przyjaźni .



Jeśli chodzi o Klingonów, to z tego co pamiętam, po pierwszej wojnie federacyjno-klingońskiej (okolice TOS jakoś sezon 2 przy kłopotachz Tribbletami), później był spokój, pomijając incydenty w 'Poszukiwaniu Spocka" i "Ostatecznej Granicy". Później niemal się pozabijaliw "Nieodkrytej Granicy". I gdzieś w tych okolicach zaczęło dochodzić do negocjacji. Na pewno W DS9 podczas wojny z Dominium Klingoni walczyli u boku Federacji, czyli około roku 1997 a 2375 chyba, jeśli mówimy o latach w ST. Czyli, zaraz po serialu Następne Pokolenie a w okolicach filmu Star Trek Generation.

Chociaż bardziej niż stosunki Federacji z Klingonami fascynują mnie te z Romulanami- rasa niezwykle podobna do Wolkan (w końcu mają tych samych przodków), a jednak, jak mi się wyadaje, ewolucyjnie do tyłu. W końcu Wolkanie wyzbyli się potrzeby wojny i żyli w sojuszu z Federacją. Nie oglądałam bardzo zaciekle kolejnych sezonów i nie pamiętam dokładnie, czy podziemny ruch na Romulusie, który utworzył Spock (w ST Następne Pokolenie) w końcu coś zdziałał.
"Monsters are real, and ghosts are real too. They live inside us, and sometimes, they win."
Awatar użytkownika
Vinlett
Lokalizacja: Układ Tatooine
Podziękował: 56 razy
Podziękowano: 81 razy
Płeć: Kobieta

Re: Kosmos, ostatnia granica. Załoga statku Enterprise...

Postautor: Vinlett » 26 maja 2013, 11:19

Sushi pisze:Później niemal się pozabijali w "Nieodkrytej Granicy". I gdzieś w tych okolicach zaczęło dochodzić do negocjacji. Na pewno W DS9 podczas wojny z Dominium Klingoni walczyli u boku Federacji, czyli około roku 1997 a 2375 chyba, jeśli mówimy o latach w ST. Czyli, zaraz po serialu Następne Pokolenie a w okolicach filmu Star Trek Generation.
Masz na myśli, że niemal pozabijali się w Star Trek VI: Wojna o pokój (aka Star Trek VI: Nieodkryta kraina)?

Ciężko to wszystko pozbierać do kupy, bo filmy i seriale nie były kręcone zgodnie z linią czasową wydarzeń. Chronologicznie namieszano jeszcze bardziej niż w Gwiezdnych wojnach :lol:. Jeżeli dobrze zrozumiałam, to pokój z Klingonami i generalnie wcielanie ich do Federacji, zainicjowano w filmie Star Trek VI: Wojna o pokój, a z kolei akcja tegoż filmu rozgrywa się przed wydarzeniami z serialu Star Trek: Następne pokolenie.

Sushi pisze:Nie oglądałam bardzo zaciekle kolejnych sezonów i nie pamiętam dokładnie, czy podziemny ruch na Romulusie, który utworzył Spock (w ST Następne Pokolenie) w końcu coś zdziałał.
Kompletnie zapomniałam, że Spock pojawił się gościnnie w Star Trek: Następne pokolenie, podobnie jak Scotty. Bardzo lubię takie smaczki ;). Pamiętam jak kiedyś ucieszyło mnie, że do obsady Star Trek: Stacja kosmiczna, dołączono Worfa i O'Briena, których dobrze pamiętałam ze Star Trek: Następne pokolenie. Postać O'Briena została nawet rozbudowana i aktor dostał bardziej znaczącą rolę.

Obejrzałam do końca filmy z obsadą z oryginalnej serii, a więc do Star Trek VI: Wojna o pokój. Znowu miałam przebłyski, że już je kiedyś widziałam.

Star Trek IV: Powrót do Domu
Przyznaję, że nie spodziewałabym się w Star Treku wątku ekologicznego o ratowaniu zagrożonego gatunku zwierząt. A jeszcze bardziej zdumiał mnie aspekt humorystyczny, chyba po raz pierwszy wprowadzony w tak dużym zakresie do Star Trekowego świata. Scena, w której Spock kamufluje swoje pozaziemskie pochodzenie na chwilę przed udaniem się na Ziemię końca XX wieku, była przekomiczna :lol:. Cóż za pomysłowość! :D

Star Trek V: Ostateczna Granica
W tym filmie to Kapitan Kirk, a nie Spock, został autorem najbardziej logicznej sentencji, która pada na ekranie, a mianowicie: po co Bogu statek kosmiczny? Wynikło to naturalnie z chęci bronienia Enterprise, a nie posiadania iście logicznego umysłu. Ilekroć ktoś lub coś ma niecne plany odnośnie jego ukochanego statku, Kirkowi od razu zapala się w głowie czerwona, ostrzegawcza lampka :D. Za to Uhura jako leciwa femme fatale to nie był chyba najlepszy pomysł twórców :lol:.

Star Trek VI: Wojna o pokój
Klingon cytujący Szekspira? Czemu nie? ;) Pod warunkiem, że tego Klingona gra Christopher Plummer, a więc również uznany aktor teatralny. W innym wypadku wyszłoby karykaturalnie. Jakim cudem Worf został obrońcą Kirka i Bones'a na procesie? Ot, kolejna zagadka związana z zagmatwaną Star Trekową chronologią.

Muszę przyznać, że zżyłam się z tymi postaciami, aktorami ich odtwarzającymi i pewnie niełatwo będzie przestawić się na Abramsową obsadę. Zwłaszcza jeśli chodzi o wątek niesamowitej przyjaźni, która łączy Kirka ze Spockiem. Shatnera i Nimoy'a cechuje na ekranie swoista chemia.
I am the FBI.
Awatar użytkownika
Sushi
Lokalizacja: Mordor
Podziękował: 3 razy
Podziękowano: 7 razy
Płeć: Kobieta

Re: Kosmos, ostatnia granica. Załoga statku Enterprise...

Postautor: Sushi » 27 maja 2013, 18:45

Kompletnie zapomniałam, że Spock pojawił się gościnnie w Star Trek: Następne pokolenie, podobnie jak Scotty. Bardzo lubię takie smaczki . Pamiętam jak kiedyś ucieszyło mnie, że do obsady Star Trek: Stacja kosmiczna, dołączono Worfa i O'Briena, których dobrze pamiętałam ze Star Trek: Następne pokolenie. Postać O'Briena została nawet rozbudowana i aktor dostał bardziej znaczącą rolę.


I to Spock był w 2 odcinkach- bardzo dobrze zrobionych, podobał mi się cholernie ten wątek. Bardzo zaskakujące na początku zachowanie Spocka i bardzo dobre rozwinięcie tematu.
Scotty zawsze mnie powalał jego poczucie humoru, zamiłowanie do starej, dobrej szkockiej i miłość do Statku. A w TNG mnie wzruszył tym, jak nie mógł się odnaleźć w innych czasach. No i ten fragment na starym Enterprise w holokabinie. Magia.

Scena, w której Spock kamufluje swoje pozaziemskie pochodzenie na chwilę przed udaniem się na Ziemię końca XX wieku, była przekomiczna . Cóż za pomysłowość!


W ogóle mam wrażenie, że od tego filmu zaczęło się prawdziwe nabijanie ze Spocka :lol: Ale ogólnie wolę jednak ST w kosmosie ;) Szczególnie, że Shatner jako lowelas mnie wkurza :lol:

Ilekroć ktoś lub coś ma niecne plany odnośnie jego ukochanego statku, Kirkowi od razu zapala się w głowie czerwona, ostrzegawcza lampka . Za to Uhura jako leciwa femme fatale to nie był chyba najlepszy pomysł twórców .


Taaa razem ze Scottym mają dziwne spaczenie jeśli chodzi o Statek :lol: Do tego stopnia, że w pewnym odcinku chciał wysadzić Enterprisea żeby tylko nie został zagarnięty przez Obcych :mrgreen:
Hahahahahhaha Uhura w tej scenie przyprawiła mnie o atak śmiechu. Nie mniej niż reakcja tych, do których skierowane były jej wygibasy :mrgreen:

Shatnera i Nimoy'a cechuje na ekranie swoista chemia.


To prawda. Chociaż nie można zapomnieć o DeForescie (????). Kirk, Spock i Bones to naprawdę świeni bohaterowie no i wspaniały pokaz męskiej przyjaźni.

A oglądałaś filmy z załogą z TNG??
"Monsters are real, and ghosts are real too. They live inside us, and sometimes, they win."
Awatar użytkownika
Vinlett
Lokalizacja: Układ Tatooine
Podziękował: 56 razy
Podziękowano: 81 razy
Płeć: Kobieta

Re: Kosmos, ostatnia granica. Załoga statku Enterprise...

Postautor: Vinlett » 16 czerwca 2013, 16:04

Obejrzałam jak na razie Star Trek: Pokolenia, ale pozostałe filmy powinnam zobaczyć do końca tygodnia. Mam olbrzymi sentyment do załogi Picarda, bo to od Star Trek: Następne pokolenie, a nie od oryginalnej serii, zostałam zapoznana ze światem stworzonym przez Roddenberry'ego, dlatego dużo sobie po tych filmach obiecywałam. POKAŻ SPOILER

Sushi pisze:Scotty zawsze mnie powalał jego poczucie humoru, zamiłowanie do starej, dobrej szkockiej i miłość do Statku. A w TNG mnie wzruszył tym, jak nie mógł się odnaleźć w innych czasach.
Ten wątek był wzruszający, ale generalnie pojawienie się Scotty'ego w TNG było dziwne. Scotty był Ziemianinem, nie mógł więc dożyć tych czasów. A może mógł? Nic już nie kapuję :lol:.

Sushi pisze:W ogóle mam wrażenie, że od tego filmu zaczęło się prawdziwe nabijanie ze Spocka :lol:
Jak to?! To ktoś ma czelność nabijać się ze Spocka?! :shock:

Sushi pisze:Chociaż nie można zapomnieć o DeForescie (????). Kirk, Spock i Bones to naprawdę świetni bohaterowie no i wspaniały pokaz męskiej przyjaźni.
Zgadzam się co do tych trzech amigos :D, ale naoglądałam się ostatnio takich* :D i takich :D filmików i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Shatner i Nimoy to para cudownie nienormalnych, odjechanych przyjaciół :lol:.

*reakcja Shatnera na wiadomość, że Nimoy wyreżyseruje Star Trekowy film :mrgreen:


EDYCJA

No i już, obejrzałam je wszystkie. Jestem niepocieszona po seansie pierwszego Star Trekowego filmu Abramsa, ale może od początku.

Star Trek: Pierwszy kontakt
Najlepszy film z załogą Picarda i jeden z najlepszych osadzonych w uniwersum Star Treka w ogóle. Film jest kwintesencją najwybitniejszych odcinków z serii TNG. Fabuła skupia się na jednym z ciekawszych wątków serialu, a mianowicie na kolektywie Borg, cybernetycznej rasie przemierzającej kosmos i asymilującej organiczne istoty. Zostaniesz zasymilowany, opór jest daremny– uwielbiam kiedy Borg z całą bezwzględnością wieści kolejnym delikwentom ten przekaz. Jak to zwykle bywa, ponownie to statek Enterprise staje się jedynym ratunkiem dla ocalenia ludzkości. Smaczku dodaje fakt, że wszystko rozgrywa się w dzień pierwszego, historycznego kontaktu z obcą cywilizacją, od którego rozpoczęła się eksploracja kosmosu przez Ziemian. POKAŻ SPOILER Zdziwiłam się bardzo widokiem La Forge’a bez jego słynnych okularów, brakowało mi tego gadżetu. Za to miłą niespodzianką było pojawienie się epizodu z Awaryjnym Hologramem Medycznym, w którego wcielił się aktor ze Star Trek: Voyager.

Star Trek: Rebelia
Prawie padłam na próbie osłabienia koncentracji Daty polegającej na odśpiewaniu libretta do operetki „Fartuszek” :lol:. I jeszcze ta mina Worfa, kiedy Picard kazał jemu też śpiewać- bezcenne :D. A tak poza tym, to był to poprawny film, ale nie dorównał poprzednikowi. Delikatnie zarysowany wątek miłosny Picarda do przedstawicielki Ba’ku jakoś specjalnie nie przypadł mi do gustu. Generalnie nie przepadam za tego typu wątkami w Star Treku.

Star Trek: Nemesis
Po fatalnym finale, chyba nie jestem w stanie odnieść się do całości filmu. POKAŻ SPOILER Smutno mi z tego powodu, dlatego na pocieszenie wynalazłam sobie filmik z Brentem Spinerem grającym Jean-Luca :lol:.

Star Trek (2009)
To nie jest Star Trek stworzony przez Gene’a Roddenberry’ego, ani nawet kontynuacja jego wizji, którą po śmierci twórcy, w większości z powodzeniem wypełniały filmy i seriale. Do przewidzenia było, że film będzie naładowany efektami specjalnymi, ale liczyłam też na jakąś małą refleksję, morał, przesłanie, cokolwiek, a tu nic. Wykorzystano markę ST do stworzenia kolejnego blockbustera. Pojawienie się Nimoy’a ratuje sytuację, ale tylko na trochę. POKAŻ SPOILER Na plus aktorzy, którzy wcielili się w postaci Chekova, Scotty’ego i Bones’a. Ci dwaj ostatni byli nawet fizycznie podobni do pierwowzorów ;).

Podejrzewam, że nowy film bardziej przypadnie mi do gustu, bo zamierzam zobaczyć go w 3D, a taka wizualna perspektywa, zawsze trochę przyćmiewa inne niedostatki.


EDYCJA 2

Obejrzałam Star Trek Into Darkness.

Film trzymał w napięciu przez cały seans i nie pozwalał się nudzić. Wizualnie to majstersztyk, efekty specjalne były dopracowane w najmniejszym calu. Ukazanie w jaki niesamowity sposób odpalane są silniki Enterprise’a, kolorystyka, aktorzy (z drobnym wyjątkiem w postaci Pana Spocka)- wszystkie te elementy grały jak należy. Gdyby to był oryginalny pomysł twórców, a nie film osadzony w uniwersum, które rozpala ludzką wyobraźnię od 1966 roku, byłabym zachwycona. Niestety dla twórców mamy do czynienia ze Star Trek. POKAŻ SPOILER

Zgadzam się z Sushi co do rewelacyjnego aktorstwa. Benedict Cumberbatch to strzał w dziesiątkę, idealny terrorysta, nie mogę doczekać się kiedy zobaczę go w kolejnych odcinkach Sherlocka. Aktorzy grający Kirka, Scotty’ego, Sulu, Uhurę, Bones’a i Chekova również dali radę. Zastrzeżenia mam tylko co do Spocka. Widać, że aktor stara się jak może i że naprawdę solidnie przygotował się do roli, ale cokolwiek by nie zrobił, to niestety, ale nie jest Spockiem. To nie jego wina, po prostu Spock to Nimoy, a Zachary Quinto to aktor grający Spocka i tego się nie da przeskoczyć ;).
I am the FBI.
Awatar użytkownika
Viento
Lokalizacja: Łódź
Podziękował: 28 razy
Podziękowano: 11 razy
Płeć: Kobieta

Re: Kosmos, ostatnia granica. Załoga statku Enterprise...

Postautor: Viento » 16 czerwca 2013, 18:36

Ja nie oglądałam wcześniejszych filmów Star Treka i dla mnie ten Pan Spock jest ok. Oglądałam tylko film z 2009 i teraz Into the Darkness. Zawsze w filmach science fiction szukam niesamowitych efektów wizualnych i tutaj się nie zawiodłam. Fabuła rzadko zapada mi w pamięć. Tutaj wątek terrorysty był bardzo interesujący i zagrany po mistrzowsku.

Ze Star Treka znam jeszcze serial Voyager - właśnie znów oglądamy od początku.

Wróć do „Kinomania”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość