Koncerty i festiwale muzyczne - relacje

O muzyce ogólnie
Awatar użytkownika
Natta
Lokalizacja: Allenstein
Podziękował: 30 razy
Podziękowano: 22 razy
Płeć: Kobieta

Re: Koncerty i festiwale muzyczne - relacje

Postautor: Natta » 01 grudnia 2015, 15:09

Cieszę się z Twoich przeżyć :) Dobry koncert to rewelacyjna rzecz.

Luna pisze:Pomyślałam, że napiszę kilka słów o koncercie Miyaviego, zanim wszystkie szczegóły wyparują mi z głowy i zostanie tylko miłe wspomnienie :). No i dla porządku chronologicznego, zanim zajrzy tu Natta, bo liczę, że zrelacjonuje nam koncert Chelsea Wolfe :).


Nie mam za bardzo weny, ale skoro prosisz, a ja mam wolne popołudnie... ;)

Koncert supportował nowozelandzki duet A Dead Forest Index. Nie znałam ich wcześniej, ale byłam zaskoczona bardzo przestrzennym, głębokim brzmieniem oraz nietypowym wokalem brzmiącym nieco jak kobiecy alt. Przyjrzałam się scenie i ze zdziwieniem zarejestrowałam dwóch panów, którzy to wszystko uzyskiwali dość skromnymi środkami - gitara i parę efektów, perkusja z tamburynem na hi-hacie i dwa wokale. Kompozycje mają transowe i dosyć monotonne, ale brzmienie wszystko zrekompensowało. To była dobra przystawka do dania głównego, jakim był koncert Chelsea Wolfe.

Nie umiem dobrze opisać wrażeń i emocji, które przypadły mi w udziale podczas jej występu. Chelsea zaprezentowała prawie cały album "Abyss" i kilka kompozycji z wcześniejszych krążków - Kings, We Hit a Wall, House of Metal czy Pale on Pale. Artystce na scenie towarzyszył perkusista, gitarzystka i hiperaktywny basista, który pełnił także rolę klawiszowca. Wszystko było wykonywane perfekcyjnie, bez zauważalnych pomyłek i fakapów, a głos Chelsea na żywo jest tak samo mistycznie piękny jak na albumach. Najważniejszym jednak aspektem występu na żywo było brzmienie. Byłam już na paru gigach w Proximie i nie sądziłam, że coś potrafi tam zabrzmieć TAK DOBRZE. Wszystkie przestery, drony, ciężkie i niskie dźwięki wprowadzały cały klub w potężne wibracje, które wprawiały w ruch podłogę, ściany i organy wewnętrzne słuchaczy. A jednocześnie wszystko brzmiało bardzo przestrzennie, melodyjnie i selektywnie, z dobrze wysuniętym na przód wokalem, który był doskonale słyszalny.
Chelsea nie komunikuje się z publiką, w zasadzie przez cały koncert nie padło z jej ust ani jedno słowo poza zdawkowymi podziękowaniami na sam koniec, ale czuło się naprawdę niesamowite zjednoczenie pomiędzy wszystkimi muzykami a odbiorcami. Magiczny był moment pod koniec ostatniego utworu, podczas którego wszyscy muzycy kolejno schodzili ze sceny. Ostatni był basisto-klawiszowiec o bardzo emocjonalnej ekspresji. I kiedy uniósł do góry rękę w pożegnalnym geście, cała publika odpowiedziała mu tym samym.

Dodam jeszcze, choć to sprawa drugorzędna, że Chelsea bardzo elegancko i ładnie wyglądała, miała ciekawą sukienkę na jedno ramię i piękną gitarę. Doszło też do dziwnej sytuacji, kiedy po koncercie wyszła jeszcze do fanów, nachylając się do nich ze sceny i podpisując albumy. Podszedł do niej obecny na koncercie Nergal (zdaje się, że duży fan Chelsea), zapewne żeby pogratulować dobrego występu i powiedzieć parę miłych słów. I momentalnie utworzyły się dwie kolejki - do Chelsea i do Nergala :shock: Ten drugi dość szybko się oddalił, ale sytuacja była i tak mega dziwna. A może mi się tylko wydawało, że tak było? W końcu bardziej pochłonięta byłam wymianą wrażeń ze znajomymi będącymi na koncercie niż przyglądaniem się, więc mogłam coś źle zinterpretować :lol:

A, i Macbeth też napisał relację, do przeczytania tu: http://artrock.pl/zagrali/1056/chelsea_ ... _2015.html
Awatar użytkownika
Luna
Lokalizacja: Elliðaey
Podziękował: 54 razy
Podziękowano: 42 razy
Płeć: Kobieta

Re: Koncerty i festiwale muzyczne - relacje

Postautor: Luna » 01 grudnia 2015, 22:35

Natta pisze:Nie mam za bardzo weny, ale skoro prosisz, a ja mam wolne popołudnie... ;)

Łał, no to pięknie dziękuję, bo mnie by nikt torturami nie zmusił do wysmażenia takiego ładnego posta, gdybym akurat nie miała weny :D.

Natta pisze:Wszystkie przestery, drony, ciężkie i niskie dźwięki wprowadzały cały klub w potężne wibracje, które wprawiały w ruch podłogę, ściany i organy wewnętrzne słuchaczy. A jednocześnie wszystko brzmiało bardzo przestrzennie, melodyjnie i selektywnie, z dobrze wysuniętym na przód wokalem, który był doskonale słyszalny.

Wyobrażam to sobie i nie mogę wyjść z podziwu, skąd mam taki talent do opuszczania najlepszych koncertów ;).

Natta pisze:Ostatni był basisto-klawiszowiec o bardzo emocjonalnej ekspresji. I kiedy uniósł do góry rękę w pożegnalnym geście, cała publika odpowiedziała mu tym samym.

<3

Faktycznie, dziwna akcja z tym Nergalem. No, ale w sumie czemu tu się dziwić... Niektórzy napadają sławnych ludzi w warzywniaku, więc dlaczego mieliby się hamować widząc Nergala w jego naturalnym środowisku. Dobrze, że przynajmniej facet ma klasę i szybko się zawinął ;).
Awatar użytkownika
DarkMoonlight
Lokalizacja: Góry
Podziękował: 2 razy
Podziękowano: 13 razy
Płeć: Mężczyzna

Re: Koncerty i festiwale muzyczne - relacje

Postautor: DarkMoonlight » 02 maja 2016, 09:50

Wczoraj byłem na koncercie Varius Manx z Kasią Stankiewicz. Przeżycie niesamowite, bo uwielbiam Kaśkę. Bardzo się cieszyłem, że będę mógł posłuchać Kasi na żywo. Potwierdziło się to, co podejrzewałem, a mianowicie, że Stankiewicz bardzo dobrze śpiewa. Koncert ten był zorganizowany z okazji 25 lecia zespołu, dlatego dostaliśmy przekrój przez całą twórczość bandu. Były piosenki, które śpiewała Anita Lipnicka, sama Kasia oraz parę numerów śpiewanych kiedyś przez Monikę Kuszyńską. Publiczność odśpiewała z zespołem wszystkie znane hity takie jak: Zabij mnie, Zanim zrozumiesz, Maj, Orła cień, Piosenka księżycowa, Gdy malujesz mnie, Ruchome piaski. Nawet nie wiedziałem, że znam na pamięć te hity. Uczucie niesamowite, gdy słyszysz, jak tłum śpiewa jednym głosem, jak każdy zna słowa numerów, jak Kaśka siada i sama nie śpiewa, tylko słucha.
Bardzo udany występ, po którym zamieniłem parę słów z artystką, zrobiłem sobie pamiątkowe zdjęcie i podpisałem krążek solowy, bo przyznam się szczerze, że jestem raczej fanem solowej twórczości Stankiewicz, a Varius Manx lubiłem kiedyś i sentyment pozostał:)
Wszystko jest gównem prócz moczu./wisdom/
Awatar użytkownika
Vinlett
Lokalizacja: Układ Tatooine
Podziękował: 38 razy
Podziękowano: 59 razy
Płeć: Kobieta

Re: Koncerty i festiwale muzyczne - relacje

Postautor: Vinlett » 03 maja 2016, 13:22

DarkMoonlight pisze:Bardzo udany występ, po którym zamieniłem parę słów z artystką, zrobiłem sobie pamiątkowe zdjęcie i podpisałem krążek solowy, bo przyznam się szczerze, że jestem raczej fanem solowej twórczości Stankiewicz, a Varius Manx lubiłem kiedyś i sentyment pozostał:)
Jeżeli jej to powiedziałeś, to na bank ucieszyłeś tym Kasię ;). Pamiętam, jak kiedyś przyznała w wywiadzie, że żeby wydać swoją drugą czy trzecią solową płytę, musiała w tym celu sprzedać mieszkanie. Nie wiem, czy to się opłaciło czy nie, ale mówi nam to coś o jej dużym sercu do muzyki.

Ja Variusów nigdy nie słuchałam, ale trudno nie znać tych piosenek, które zespół zagrał. Cieszę się, że miło spędziłeś czas :).
I am the FBI.
Awatar użytkownika
DarkMoonlight
Lokalizacja: Góry
Podziękował: 2 razy
Podziękowano: 13 razy
Płeć: Mężczyzna

Re: Koncerty i festiwale muzyczne - relacje

Postautor: DarkMoonlight » 24 czerwca 2016, 09:46

Niektóre marzenia spełniają się po latach... Parę lat temu oddałbym wszystko, by zobaczyć Within Temptation na żywo. Dziś się ono spełni. Nie ma takiego entuzjazmu ale z pewnością będzie niesamowicie. Bo te stare piosenki znam na pamięć. Napiszę więcej jak wrócę.
Wszystko jest gównem prócz moczu./wisdom/
Awatar użytkownika
Luna
Lokalizacja: Elliðaey
Podziękował: 54 razy
Podziękowano: 42 razy
Płeć: Kobieta

Re: Koncerty i festiwale muzyczne - relacje

Postautor: Luna » 11 lipca 2016, 21:48

Vinlett pisze:Jeżeli jej to powiedziałeś, to na bank ucieszyłeś tym Kasię ;). Pamiętam, jak kiedyś przyznała w wywiadzie, że żeby wydać swoją drugą czy trzecią solową płytę, musiała w tym celu sprzedać mieszkanie. Nie wiem, czy to się opłaciło czy nie, ale mówi nam to coś o jej dużym sercu do muzyki.

I jak tu szanować artystów pokroju Maślanki, kiedy czyta się o takich poświęceniach...

DarkMoonlight pisze:Niektóre marzenia spełniają się po latach... Parę lat temu oddałbym wszystko, by zobaczyć Within Temptation na żywo. Dziś się ono spełni. Nie ma takiego entuzjazmu ale z pewnością będzie niesamowicie. Bo te stare piosenki znam na pamięć. Napiszę więcej jak wrócę.

Darku, i jak Ci się podobało? Podobno Sharon jest na koncertach kochana :). Ja kiedyś słuchałam trochę WT, nie jarałam się bardzo, ale pewien sentyment pozostał :).


To ja jeszcze tak szybciutko napiszę (bo niestety wątpię, żebym w najbliższym czasie odnalazła w sobie tyle weny i energii, żeby napisać pełną relację), aby już potem nie wchodzić w paradę, że 31 maja widziałam Gojirę w Stodole. Niestety pozostał we mnie niedosyt, bo jechałam po pracy i nie zdążyłam na support, który zapowiadał się całkiem fajnie, a sami Francuzi grali dość krótko... Tak więc miałam wrażenie, że weszłam do klubu i zaraz z niego wyszłam. Nagłośnienie momentami było bardzo kiepskie, ale cała reszta sprawiła, że zapomniałam o wszelkich niedogodnościach i wróciłam do domu szczęśliwa :D. Gojirka pocisnęła samymi hiciorami, jak zwykle pourywało wszystkim łby, a nieśmiały poza sceną Joe dostał korby i w trakcie występu był wulgarny i agresywny, a po występie kochany i wzruszony :lol:. Btw. taktyka na żebraka chyba stała się modna i skuteczna, bo usłyszeliśmy, że chłopaki niesamowicie napracowali się przy nowym albumie, włożyli w niego mnóstwo energii i teraz muszą coś jeść, żeby przybrać na wadze i odzyskać siły, dlatego byłoby super, gdybyśmy kupili album :D. W ogóle ich końcowe podziękowania były naprawę szczere i żarliwe, jakby zespół traktował Polskę w szczególny sposób, aż się japa sama uśmiechała :).
Awatar użytkownika
Natta
Lokalizacja: Allenstein
Podziękował: 30 razy
Podziękowano: 22 razy
Płeć: Kobieta

Re: Koncerty i festiwale muzyczne - relacje

Postautor: Natta » 13 lipca 2016, 15:19

Takie krótkie, ale intensywne koncerty to super sprawa! Ja czasami się męczę na takich długich metalowych eventach, mimo tego, że np. gra zespół który kocham - po prostu fizycznie nie daję rady stać tyle w tłoku w jednym miejscu. Ale zazdroszczę Ci Gojirki <3

Ja ostatnio nie mam za bardzo jak się ruszać na koncerty, ale w samym Olsztynie sporo się dzieje. Żeby nie szukać długo, ostatnio w amfiteatrze i w obrębie całego starego miasta miał miejsce Slow Life Music Festival, organizowany po raz pierwszy. Line-up prezentował się następująco: Blackberry Hill | BVRS | Fismoll | Further Away | Karlla | Kubaterra | Leski | Moriah Woods | Oly. | Patrick the Pan | Sonia pisze piosenki | The Olsten Brothers Band

Do moich wielkich odkryć muszę zaliczyć Oly. którą wcześniej znałam pobieżnie, jako jedną z twarzyczek z wytwórni NEXTPOP, gościnnie wystepującą w jednym numerze Fismolla. Dała piękny set, z ukulele w ręku, w towarzystwie dwóch muzyków, również grających z Fismollem - gitarzystą i perkusisto-multiinstrumentalistą. Ten ostatni przykuł moją uwagę bardziej niż sama wokalistka. Wyczyniał cuda z samplami, basem na efektach, wielkim kotłem, stopą, cymbałkami i innymi zabawkami. Jestem pod wrażeniem. Poza tym bardzo fajnie słuchało mi się Kubaterry, Further Away, Patrick The Pan i oczywiście samego Fismolla. Drugim odkryciem była dla mnie Moriah Woods, pochodząca z Colorado artystka o pięknym, głębokim głosie, grająca melancholijną americanę. Akompaniowała sobie na gitarze lub na banjo. Bardzo kocham takie ciepłe, głębokie alty <3 Wystarczy posłuchać, tu akurat nagranie z Balcony TV KLIK.
Nie porwali mnie za to BVRS - ot, takie openerowe, indie rockowe granie. Na pewno chlopaki dali z siebie wszystko, wielu ich występ się podobał, ale to nie moja bajka ;) No i Leski, którym wiele osób się zachwyca - też mnie nie powalił, jakoś nie zestroiłam się z tą muzyką.
Sam festiwal również emanował świetną, spokojną atmosferą. W ciągu dnia muzycy grali mini-sety na mieście. Kilka knajpek z dobrym jedzeniem i piwem oferowało zniżki na festiwalową opaskę, która sama w sobie wyglądała pięknie:
Obrazek

Ot, kostka gitarowa na rzemyku, a jaka ładna, elegancka i estetyczna. (I higieniczna, w przeciwieństwie do konwencjonalnych festiwalowych opasek, które się tak obleśnie brudzą).

Miło się tak siedziało w amfiteatrze, na miękkich pufach, słuchając sobie spokojnej muzyki. Piękny "festiwal dla hipsterów", mam nadzieję, że mimo takiej sobie frekwencji wydarzenie się powtórzy, bo bardzo mi się spodobał klimat całości ;) Organizacyjnie wyszło naprawdę super! Szkoda tylko, że w pierwszy dzień padał deszcz i było chłodno, ale od czego były parasole.
Awatar użytkownika
Vinlett
Lokalizacja: Układ Tatooine
Podziękował: 38 razy
Podziękowano: 59 razy
Płeć: Kobieta

Re: Koncerty i festiwale muzyczne - relacje

Postautor: Vinlett » 14 lipca 2016, 21:05

DarkMoonlight pisze:Parę lat temu oddałbym wszystko, by zobaczyć Within Temptation na żywo. Dziś się ono spełni. Nie ma takiego entuzjazmu ale z pewnością będzie niesamowicie.
I jak było? ;) Mnie było już dane zobaczyć WT na scenie. Bardzo miło wspominam ten koncert, którego najjaśniejszym punktem była, rzecz jasna, Sharon :).

Luna pisze:To ja jeszcze tak szybciutko napiszę (bo niestety wątpię, żebym w najbliższym czasie odnalazła w sobie tyle weny i energii, żeby napisać pełną relację), aby już potem nie wchodzić w paradę, że 31 maja widziałam Gojirę w Stodole.
Gojira na żywo musi być jak wybuchający wulkan z dodatkiem huraganu. Dzięki za to podsumowanie eventu, poczułam się, jakbym prawie tam była. Jak ja mogłam zapomnieć, że panowie mają zagrać u nas :(.

Natta pisze:Ja czasami się męczę na takich długich metalowych eventach, mimo tego, że np. gra zespół który kocham - po prostu fizycznie nie daję rady stać tyle w tłoku w jednym miejscu
Myślę, że ja również dzisiaj nie przeżyłabym kolejnego Sonisphere Festival :lol:.

Natta pisze:Ot, kostka gitarowa na rzemyku, a jaka ładna, elegancka i estetyczna.
Bardzo oryginalna i pomysłowa ozdoba :). Uświadomiłam sobie, że jeszcze nigdy nie nazwałam tego przyrządu kostką. Dla mnie to jest piórko ;).

Sympatyczny festiwal. Miejmy nadzieję, że będą kolejne edycje i wydarzenie zyska większy rozgłos i uznanie.
I am the FBI.
Awatar użytkownika
Luna
Lokalizacja: Elliðaey
Podziękował: 54 razy
Podziękowano: 42 razy
Płeć: Kobieta

Re: Koncerty i festiwale muzyczne - relacje

Postautor: Luna » 08 grudnia 2016, 17:00

Nattuś, cieszę się, że takie imprezy organizowane są blisko Ciebie i możesz posłuchać sobie dobrej muzyki bez problemów logistycznych. Piękny głos ma ta Moriah, podobny trochę do Chelsea <3



W poniedziałek byłam na koncercie Tarji w Progresji, a raczej teraz Progresji Music Zone. Nowa miejscówka jest już od prawie trzech lat, a ja jeszcze tam nie byłam :oops: To się nazywa starość. Lokalizacja okazała się strzałem w dziesiątkę, ponieważ klub znajduje się przy samym parkingu centrum handlowego. Jeśli widzi się ogromny, świecący napis "Fort Wola", to widzi się też "Progresja Music Zone" :) Bardzo jaskrawa odmiana po tym zadupiu na Starym Bemowie, na które jechało się pół dnia i gdzie psy szczekały dupami. Chociaż miało to też swój urok i sentyment pozostał :) Jestem jednak wzruszona, ponieważ wystrój i klimat nowego wnętrza są niemal takie same. To ważne, bo to naprawdę super miejsce z rockowo - metalowymi tradycjami ;) Taki stricte czucherski :mrgreen: klub, a nie jakaś tam Stodoła, w której jednego dnia gra Cradle of Filth, a drugiego Lemon. Właściciel kocha to, co robi i dba o gościnność tego miejsca.

Pierwszym supportem był zespół Suddenlash z Barcelony. Jejku, jakie to było złe... To metal symfoniczny z damskim wokalem operowym. Tak dla odmiany. Kompozycje były tak dramatycznie nudne, że prawie tam ziewałam. Śpiewająca pani Lidia Guglieri na szczęście nie okazała się jakimś odpychającym wyjcem, chociaż barwę głosu ma dosyć specyficzną, trochę pretensjonalną i mało przyjemną. Zapamiętałam tylko tytuł najnowszego singla, "Queen of the night" i brzmienie tego utwory było odrobinę bogatsze od reszty, ale to i tak to samo smętne pitolenie. Ze względu na to, że nie miałam co robić, zajęłam się sążnistą rozkminą, jak trudne i gorzkie bywa czasami życie artysty. Taka trasa z Tarją - wielka przygoda i wielka nadzieja, bo przecież sława Tarji jest ogromna, a tysiące fanów przychodzą na koncerty posłuchać muzyki tego samego gatunku, z "taką samą" wokalistką, więc może i Suddenlash się spodoba. Tak mi to przyszło do głowy po obserwacji Lidii. Weszła na scenę bardzo radosna, potem posmutniała, bo publiczność prawie nie reagowała. Na koniec trochę poklaskaliśmy, zachęceni przez charyzmatycznego klawiszowca i znów się cieszyła. Reagowała jak papierek lakmusowy. No niestety, kariery im nie wróżę.

Drugi support, to Immension z Sheffield. Przed koncertem posłuchałam sobie jednego, czy dwóch utworów tego zespołu i zalatywały mi odrobinę młodym Triviumem, więc myślałam, że może będzie fajnie. W dodatku publiczność się nieco ożywiła. Ludzie chyba jednak ulegli sugestii, że po tej bezbarwnej pani wejdą panowie z gitarami i zaczną młócić, ale tak się nie stało. Tzn. wokalista darł japę, że się tak wyrażę, jak leci i ciut fałszował, ale w takich klimatach mógłby być wystarczający. Ma fajną energię, bardzo naturalnie zagadywał do publiczności i emanował pewnością siebie. Niestety, znów kiepskie okazały się kompozycje. Panowie brzmieli naprawdę porządnie, ciężko i zdecydowanie wiedzieli, do czego służą instrumenty (przymierzyłam się do gitary dla mojego brata i okazało się, że nie umiem nawet trafiać w struny, więc tym bardziej to doceniam ;)), ale rytmiczny początek każdego utwory budził nadzieję na dobrą zabawę i potrzepanie czerepem, a potem wszystko nagle zlewało się w jedną miałką sieczkę i powietrze z ludzi schodziło. Jeszcze jedno mnie zaniepokoiło. Po obejrzeniu jakiegoś teledysku i obserwowaniu ruchów basisty podczas koncertu wydaje mi się, że panowie czasami mają ochotę przykucnąć i pojeździć na tyłkach jak goście z Attack Attack!, ale thrash metalowa godność im na to nie pozwala. To były bardzo subtelne przesłanki, ale aż strach pomyśleć, czego oni słuchają potajemnie i czym się inspirują :lol: Później podpierali ściany z takimi uśmieszkami niepewnymi przy swoim merchu. Mam nadzieję, że ludzie coś tam im pokupowali... Zawsze mi żal rozczarowanych muzyków (chyba, że to coś w stylu Desdemony), dlatego kiedyś bawiłam się i wariowałam na prawie wszystkich supportach. Teraz już nie mam w sobie takiej energii i spontaniczności, żeby szaleć, czy w ogóle reagować poza grzecznościowym klaskaniem, jeśli coś mi się nie podoba. No nic, może chłopaki się jeszcze wyrobią.

No i przyszedł czas na diwę :) Fanklub Tarji wyszedł ze świetną inicjatywą. Przed koncertem rozdawane były bransoletki z chemicznym światełkiem (te na szczęście okazały się tylko fajnym gadżetem - na sali było dosyć jasno, więc nie rzucały się w oczy i nie stwarzały klimatu klubu tanecznego ;)) i czerwone balony w kształcie serduszek. Mówię Wam, musimy kiedyś coś takiego zgotować Annie, bo efekt był super. Nie dość, że ludzie skakali, to jeszcze razem z nimi te balony, więc po wejściu na scenę Tarję powitał widok falującej publiczności pałającej czerwienią. Z okrzykiem: "Dobry wieciór Warsiawa!" zaśpiewała "Demons in you", "500 letters", "No bitter end", "Lucid dreamer". Była zachwycona serduszkami i radosna, że znów u nas jest. Nawet nie miałam pojęcia, że Turunen aż tak zżyła się z Polską i ma tak aktywny fanklub. Wiecie, może jej muzyka nie jest wybitna i zachęcająca do zapętlania, ale kiedy stoi się pod sceną, to nie ma żadnego znaczenia. Jest MOC, wiele potężnych i chwytliwych momentów, ostatnio coraz częściej pojawiają się techniczne smaczki i przyjemne, basowe momenty. W tych trochę nudniejszych kawałkach, gorszych kompozycyjnie czuć ambicję. Po prostu słychać, że Tarja nieustannie myśli o tym, co tworzy i stara się udoskonalać. Przed "The living end" dostała piękne kwiaty, bukiet róż i bukiet słoneczników, co skwitowała: "Aaa I like that! I'm a girl anyway" :mrgreen: Wspomniany utwór okazał się moim koncertowym odkryciem. Wcześniej słuchałam go raczej obojętnie. Na żywo zaczarował mnie swoją delikatnością, filmowością, subtelnym, rzewnym folczkiem i chórami emanującymi takim spokojem, że czułam, jakby mnie ktoś bujał na chmurce :) Potem usłyszeliśmy jeszcze "Calling from the wild", utwór o matce naturze napisany wraz z Alexem i poleciał nightwishowy medley: skoczny, chwytliwy, instrumentalny wstęp do "Tutankhamen", dwie zwrotki "Ever dream", kawałeczek "The Riddler" i najostrzejszy moment "Slaying the dreamer", w którym partie Marco odśpiewał gitarzysta Alex Scholpp. Nie muszę wspominać, że wszyscy zareagowali dziką radością. Mnie samej serce podskoczyło, ale powiem Wam szczerze, jestem niesamowicie dumna z Tarji, że zostawiła sobie tylko tę małą wiązankę, taki pomnik przeszłości i hołd dla spragnionych fanów, ale stawia teraz na swoją muzykę. Kiedyś już mnie za to zrugaliście, ale naprawdę, muzyka Nightwisha z głosem Turunen jest tak niesamowicie, zaskakująco intensywna pod każdym względem, naładowana emocjami (no kurczę, ostatnio przeczytałam, że Tarja do Buenos Aires nie wyprowadziła się tak sobie, tylko uciekła, żeby się schować, tak ciężko to wszystko zniosła!), nie tylko związanymi z samym dziełem, ale żalem fanów, nostalgią, a na początku materiał Tarji był przy tym wszystkim tak blady, że aż było mi przykro. Pamiętam, że na poprzednim jej koncercie, który widziałam (czyli... o fak, 8 lat temu - to jakiś żart :o :o :o ), utwory Nightwisha były główną atrakcją, a resztę się po prostu akceptowało. Podczas poniedziałkowego występu nawet nie pamiętałam, że może pojawić się coś z repertuaru dawnego zespołu Turunen, a i tak była moc. Do następnej, akustycznej części koncertu zespół zasiadł sobie w półkolu, Tarja stwierdziła, że uwielbia z nami szaleć, ale potem jest wykończona i również sobie klapnęła na krzesełku, a u jej stóp leżały serduszka fanów :) Trzymała kubek w dłoni i zapewniła nas, że nie ma w nim wódki, tylko ciepłą wodę z cytryną i imbirem, ale nie wiem komu przyszłaby do głowy wódka, gdyby... no wiecie. Alex Scholpp skrzywił się po powąchaniu zawartości, więc sprawa była podejrzana :mrgreen: Kolejny medley był już typowo tarjowy: "Until silence", "The Reign", "Mystique voyage", "House of wax" i chwytliwe, pięknie przefałszowane przez publiczność "I walk alone" :D Potem nastąpił powrót do łomotu i usłyszeliśmy "Love to hate", którego nie podejrzewałam o taką koncertową mocarność, "Victim of ritual", z którego charakterystycznych wokaliz Tarja uczyniła zabawny dialog z publicznością, "Undertaker" i "Too many" z pięknym motywem przewodnim. No i światła zgasły. Na pożegnanie pani Turunen zaserwowała nam "Innocence" (patrzę na ten utwór inaczej odkąd przeczytałam, że jest mocno inspirowany Chopinem :lol:), "Die alive" i "Until my last breath". Na tych ostatnich, trzech kawałkach w ludzi wstąpiło nowe życie. Jak zwykle, kiedy czuje się, że koniec jest bliski, chce się jeszcze i jeszcze :) Tarja jest przekochana. Pamiętam, że kiedy zobaczyłam ją pierwszy raz na żywo, byłam w szoku, bo aura niesamowitości, którą zawsze nad nią widziałam nie zniknęła. Tak jakbym ciągle patrzyła na nią przez pryzmat monitora. Uśmiechała się, była serdeczna, ale jakby niematerialna. Tym razem zobaczyłam Tarję z krwi i kości. Wyglądała pięknie, miała ładne stroje, a jednocześnie wydawała się taka zwyczajna i swoja :) Bez przerwy powtarzała jacy jesteśmy piękni, jak bardzo się cieszy i przeuroczo operowała polszczyzną. Tarja ma duży talent do języków, poza Fińskim zna biegle cztery, więc i z polskim szalała :D Zobaczcie jej rozczulającą ściągę:

Obrazek źródło :lamaskok: :lamaskok: :lamaskok:

Było mnóstwo skandowania, klaskania, śpiewania. No, może nie doznałam jakichś wielkich uniesień, zabrakło jednak muzyki bliskiej memu sercu, ale i tak było pięknie i doładowałam się pozytywną energią. Żałuję, że Tarja nie zaśpiewała "Eagle eye", a jeszcze bardziej "Supremacy", ale skłamałabym, gdybym stwierdziła, że obniżyło to poziom rozrywkowy i energetyczny występu ;)

Kiedy już wszyscy zeszli ze sceny, zamiast jakiejś tam muzyczki, usłyszeliśmy zabawny hidden track zamykający ostatni album Tarji, który jest przejawem jej zdystansowania. Zwłaszcza ten electro fragment, przy którym mózg staje, kiedy coś takiego rozlega się w Progresji :mrgreen:

A to Tarja wrzuciła na Instagram:

Obrazek

Prezenty z Wrocławia. Urocze <3

A TAK Tarja i jej zespół uczcili Mikołajki we Wrocławiu :D
Awatar użytkownika
Vinlett
Lokalizacja: Układ Tatooine
Podziękował: 38 razy
Podziękowano: 59 razy
Płeć: Kobieta

Re: Koncerty i festiwale muzyczne - relacje

Postautor: Vinlett » 08 grudnia 2016, 21:29

Luno, bardzo ciekawa i obszerna relacja :). Ja niestety nigdy nie byłam na koncercie Tarji, więc mogę sobie tylko wyobrażać, jaką jest artystką w kontakcie na żywo.

Luna pisze:Zawsze mi żal rozczarowanych muzyków (chyba, że to coś w stylu Desdemony), dlatego kiedyś bawiłam się i wariowałam na prawie wszystkich supportach. Teraz już nie mam w sobie takiej energii i spontaniczności, żeby szaleć, czy w ogóle reagować poza grzecznościowym klaskaniem, jeśli coś mi się nie podoba.
Mnie też przykro patrzeć na zmartwionych obojętnym przyjęciem artystów, dlatego zawsze klaszczę ile sił, nawet kiedy mi się nie podoba. Do teraz myślałam, że to wystarcza... :oops: :lol:

Luna pisze:Fanklub Tarji wyszedł ze świetną inicjatywą. Przed koncertem rozdawane były bransoletki z chemicznym światełkiem (te na szczęście okazały się tylko fajnym gadżetem - na sali było dosyć jasno, więc nie rzucały się w oczy i nie stwarzały klimatu klubu tanecznego ;)) i czerwone balony w kształcie serduszek. Mówię Wam, musimy kiedyś coś takiego zgotować Annie, bo efekt był super.
Urocze :D

Luna pisze:Tarja ma duży talent do języków, poza Fińskim zna biegle cztery, więc i z polskim szalała :D
O tym, że jest poliglotką nie miałam pojęcia ;). Na pewno zna język angielski i które jeszcze? Hiszpański?

Luna pisze:Było mnóstwo skandowania, klaskania, śpiewania. No, może nie doznałam jakichś wielkich uniesień, zabrakło jednak muzyki bliskiej memu sercu, ale i tak było pięknie i doładowałam się pozytywną energią. Żałuję, że Tarja nie zaśpiewała "Eagle eye", a jeszcze bardziej "Supremacy", ale skłamałabym, gdybym stwierdziła, że obniżyło to poziom rozrywkowy i energetyczny występu ;)
Szkoda, że nie wysłuchałaś zwłaszcza "Supremacy" na żywo. Tarja brzmi w tym utworze super mocarnie, sądząc po filmikach z youtube. Ale cieszę się, że dobrze się bawiłaś i mogłaś znowu podziwiać panią Turunen na scenie :)
I am the FBI.

Wróć do „Dla muzyki, o muzyce, z muzyką”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość